Sunday, January 7, 2018

Co robić w Ao Nang?

Jeśli chodzi o Bangkok, od razu wiedziałem ile mniej więcej czasu chciałbym tam spędzić, a znalezienie dobrego hotelu w niezłej cenie nie było żadnym wyzwaniem. Nieco inaczej miała się sprawa jeśli chodzi o tą bardziej wypoczynkową część wyjazdu na południu Tajlandii. Długo nie wiedziałem, gdzie najlepiej byłoby się zatrzymać. Ostatecznie wybór padł na Ao Nang.


Dlaczego wybraliśmy Ao Nang?

Długo nie wiedziałem na które miejsce ostatecznie się zdecydować. Początkowo brałem pod uwagę różne wysepki, ale szybko zrezygnowałem z tego pomysłu. To miały być wakacje, których bardzo potrzebowałem po bardzo intensywnym sezonie letnim na lotnisku. Nie chciałem, aby cały ten czas na południu spędzić na przemieszczaniu się z wyspy na wyspę - z walizkami, ciągniętymi po piasku. A na jedną z wysp zdecydować bym się chyba nie potrafił, dlatego też wybór padł na Ao Nang, które przez wielu określane jest jako bardzo dobra baza wypadowa na okoliczne wyspy. Czy tak rzeczywiście było? W tym poście znajdziecie odpowiedź na to pytanie. 


Jak dostaliśmy się do Ao Nang? 

W Tajlandii bardzo dobrze rozwinięta jest siatka lotniczych połączeń krajowych. Do wyboru macie kilka różnych przewoźników lotniczych takich jak: Bangkok Airlines, Thai Airways, Thai Smile, Nok Air, Air Asia czy Thai Lion Air


W pierwszym momencie rozważaliśmy lot liniami Air Asia. Linie te są chyba najbardziej rozpoznawalnym tanim przewoźnikiem w Azji. Jednakże w naszym przypadku, po dodaniu opłat za bagaż, Air Asia wcale nie wychodziła najkorzystniej i ostatecznie zdecydowaliśmy się na lot liniami Thai Lion Air - łącznie za bilety dla dwóch osób w dwie strony na trasie Bangkok (Don Mueang) - Krabi zapłaciliśmy jakieś 250zł. Bagaż 15kg wliczony w cenę. Bez dodatkowych opłat mogliśmy także odprawić się na lotnisku. Szczegółową ofertę linii możecie sprawdzić tutaj!


Ogólnie linie lotnicze oceniam bardzo pozytywnie, mimo małego opóźnienia, które złapaliśmy na starcie. Boarding był zakończony, więc mogłoby się wydawać, że samolot jest już gotowy do startu. Byłoby tak, gdyby nie drobny szczegół - obsługa lotniska nie mogła odpiąć samolotu od rękawa. Na szczęście po jakimś czasie sytuacje udało się opanować i wystartowaliśmy. 




Rejs odbywał się na pokładzie samolotu Boeing 737-900. Lot krótki, spokojny, z całkiem przyjemnymi widokami z okna. W samolocie stewardessy przeszły raz z serwisem i z zakupami duty free i trzeba było zniżać. Niestety nie mieli żadnych modeli samolotów, a pozostałe gadżety z logiem linii były dość kiepskie. Przekąski w całkiem przyzwoitych cenach, a gorące jedzenie można zamówić przy rezerwacji biletów. Przykładowa cena ryżu czy makaronu z krewetkami to 15zł.  


Jeśli chodzi o transport z lotniska do samego Ao Nang, to nie ma największego problemu. Jak to w Tajlandii. :) My poszliśmy na łatwiznę i już na lotnisku Don Muang wykupiliśmy sobie transfer z lotniska do hotelu. Oczywiście przepłaciliśmy, ale niewiele. Wcześniej napisaliśmy maila do hotelu i napisali nam, że taxi powinno kosztować około 500 bathów, my ostatecznie zapłaciliśmy 600, czyli jakieś 10zł więcej. Ale przynajmniej mieliśmy ten komfort, że ktoś na nas na lotnisku czekał i od razu zawiózł nas pod sam hotel. 

Wracając, wybraliśmy przejazd busem. Koszt takiego transferu to 150 bathów za osobę, a bilety można kupić w każdym biurze podróży, których w Ao Nang jest mnóstwo. Tutaj bus także odbiera nas z samego hotelu. Zresztą transfer z hotelu to tam standard. Tak to też wygląda w przypadku wszystkich wykupywanych wycieczek.

Gdzie zatrzymaliśmy się w Ao Nang?

W samym Ao Nang wybór jest całkiem spory jeśli chodzi o różnego rodzaju miejsca noclegowe. My zdecydowaliśmy się na hotel iCheck Inn Ao Nang Krabi***


Hotel znajdował się w jednej z bocznych uliczek, nie zaraz przy głównej drodze w Ao Nang. Jednakże w jego sąsiedztwie było mnóstwo restauracji, sklepów czy biur podróży. Spacer na którąś z dwóch plaż w Ao Nang zajmował jakieś 10-15 minut, podobnie jak do przystani, z której odpływały łódki między innymi na Railey Beach. 


Pokój był nieco mniejszy niż te, na które trafialiśmy w Bangkoku, ale bardzo nowocześnie i przyjaźnie urządzony. Na duży plus zasługiwał balkon. Może nie było z niego jakiś rewelacyjnych widoków, ale zimne piwo na balkonie, pad thai kupiony po drodze do hotelu czy świeże owoce z okolicznych straganów zawsze smakowały tam wyśmienicie. 

Najtańszy pad thai, jaki udało nam się znaleźć w Ao Nang, kilkanaście metrów od naszego hotelu. 
Pokoje oczywiście z klimatyzacją, zawsze dokładnie wysprzątane, a przy recepcji znajdował się także komputer dostępny dla hotelowych gości jak i kawa i herbata. Największym minusem hotelu były zdecydowanie jego śniadania. Miałem świadomość, że hotelowe śniadania w Azji trochę różnią się od tych, z którymi spotykamy się w Europie. Jednakże mimo tych różnic, śniadania w hotelu Check Inn Regency Park**** w Bangkoku sprostały naszym oczekiwaniom. Tutaj niestety śniadania były monotonne, często zimne, a potrawy nie były na bieżąco dokładane przez obsługę. 

Zimna jajecznica, zimny makaron. Najlepsze z tego wszystkiego były owoce...

Co robić w Ao Nang?

Ao Nang to typowy kurort turystyczny. Idziesz główną ulicą i mijasz sklep za sklepem, restaurację za restauracją, biuro podróży za biurem podróży i tak dalej. Tutaj już nam Tajowie się tak ciągle nie kłaniali, jak w Bangkoku. A szkoda, bo to miało swój urok. Nie wiem, czy to kwestia tego, że tu na południu turysta jest traktowany bardziej jak chodzący bankomat, czy to raczej ze względów wyznaniowych. Tu na południu zdecydowanie bardziej można dostrzec wyznawców islamu niż buddyzmu. 






Jeśli chodzi o restauracje to było ich tutaj mnóstwo. Jednakże mnie nieco rozczarowało. W Bangkoku świetne tajskie jedzenie mieliśmy na ulicy na każdym kroku. I to dodatkowo w śmiesznych cenach. W Ao Nang ceny były nawet 2-3 razy wyższe, a znalezienie dobrego, tajskiego jedzenia wcale nie było takie proste. Ale jeśli ktoś się stęsknił za europejskim jedzeniem to tutaj głodny by nie chodził. McDonald's był, miejsca z pizzą i burgerami również. 

Na szczęście udało nam się zjeść tutaj trochę tajskich potraw. Smakowały nam tajskie naleśniki czy lody kokosowe w skorupie kokosa, których dość długo szukałem, aż w końcu się udało! 

Moti Mahal - nasza ulubiona hindusko-tajska knajpa w Ao Nang. 



Jako że szukanie odpowiedniego miejsca z dobrym jedzeniem zajmowało trochę czasu, ostatecznie upodobaliśmy sobie jedną hindusko-tajską knajpę, do której regularnie zaglądaliśmy. Tam zawsze było happy hour, w którym dużego Changa, najpopularniejsze piwo w Tajlandii, kupowaliśmy za 89 bathów, czyli za jakieś 9zł. Z potraw najbardziej smakowało mi tam "green curry paste"

Najlepsze lody! <3
Wszechobecne biura podróży pozwalają na ciekawe zaplanowanie sobie pobytu w tej części kraju. Bo nie oszukujmy się, to jedyny pomysł na sensowne spędzenie kilku dni w Ao Nang. Samo miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Co prawda plaże w tym mieście są, owszem, ale to zdecydowanie nie jest to, czego szukają turyści w Tajlandii - rajskie plaże z lazurową wodą. 







Jednakże idąc wzdłuż linii brzegowej, w kierunku Nopparat Thara Beach, dostrzec można było małą wysepkę, na którą bez problemu można było się przedostać. Nie było tam sklepów, hoteli etc., ale nie było tam także zbyt wiele osób. Bardzo fajne miejsce na wypoczynek.





 

Railey Beach

Na Railey popłynęliśmy z rana z przystani w Ao Nang, jednakże nie odpowiednio wcześnie rano, by uniknąć tłumów na plaży. Bilety na łódkę (longtail boat) kosztują 150 bathów za osobę w jedną stronę. Najbezpieczniej kupić od razu bilet w dwie strony. Na Railey nie dostaniemy się drogą lądową, więc lepiej mieć bilet na podróż powrotną, aby uniknąć tego, że później ktoś będzie chciał na nas zarobić. Przyznaję, że my Railey potraktowaliśmy bardzo wypoczynkowo i spędziliśmy tam kilka godzin na plażowaniu, choć sama Railey ma trochę więcej do zaoferowania. Czytaliśmy o fajnym punkcie widokowym, ale odpuściliśmy. Czytaliśmy, że wejście tam do łatwych nie należy, więc stwierdziliśmy że jakiekolwiek wycieczki w japonkach sobie odpuścimy. 






Phi Phi Islands

Kilku godzinna wycieczka na wyspy Phi Phi. Wykupiliśmy ją w jednym biurze niedaleko naszego hotelu. Właściwie to wykupiliśmy tam większość naszych wycieczek. A tu głównie dlatego, że można tam było płacić kartą. A z tym w Tajlandii bywa ciężko. Dla przykładu w sklepach 7-eleven płatności kartą były, ale tylko Visa i od określonej kwoty. Zresztą limity to tam klasyk. Podobnie jak 3% prowizji doliczane do takiej płatności. Niejednokrotnie spotkaliśmy się także z sytuacją, że w danym miejscu była informacja o możliwości płacenia kartą, ale terminal nie działał... podobno. 

Katalogowa cena wycieczki na Phi Phi Islands to 2800 bathów plus 400 bathów za wstęp na teren parku narodowego. Ostatecznie łączne ze wstępem na teren parku zapłaciliśmy 1400 bathów od osoby. W Tajlandii targować się trzeba. Przyznaję, że nie jestem w tym najlepszy, więc obstawiam, że skoro mi udało się zejść do takiej ceny, to jest możliwe wytargować jeszcze lepszą ofertę. Jednakże w trakcie wycieczki zauważyliśmy, że nie brakowało osób z USA czy Skandynawii, które płaciły za wycieczki katalogowe ceny. 


Organizatorem naszej wycieczki było biuro Nang An Travel&Tour. W cenie wycieczki wliczone były: transfer z i do hotelu, sprzęt do snoreklingu, kamizelki ratunkowe, lunch w formie bufetu, butelkowana woda pitna na pokładzie, świeże owoce, ubezpieczenie czy opieka przewodnika. Wycieczka odbywała się szybką łodzią (speed boat).


Pierwszy przystankiem podczas tej wycieczki była "Bamboo Island", na której spędziliśmy jakieś 40 minut.




Następnie zaliczyliśmy krótki postój przy "Viking Cave". Tam jednak nie schodziliśmy z łódki, a mieliśmy czas jedynie na zrobienie kilku zdjęć. Łódka zrobiła jeden obrót dookoła i następnie udaliśmy się w kierunku...










.... "Maya Beach", czyli chyba najbardziej znanej plaży w Tajlandii. po której biegał sam Leonardo di Caprio w filmie "Niebiańska plaża". Kolor wody rewelacyjny. To właśnie to, czego każdy turysta szuka w tym rejonie Tajlandii. Ale jest jedno ale! Ilość łódek z turystami jest ogromna i na plaży ciężko by nie wejść w kadr jakiejś chińskiej turystce, która akurat pozuje do zdjęcia, podrzucając chustę w górę.













Kolejnym miejscem przy którym zatrzymaliśmy się tylko na chwilę, gdzie mogliśmy zrobić zdjęcia z łódki to "Monkey Beach", choć słowo plaża tutaj jest bardzo na wyrost. Małpki były, owszem, ale w samym Ao Nang przy plaży też mieliśmy okazję je raz spotkać.




Po spotkaniu z małpami, przyszedł czas na lunch w formie bufetu, który czekał na nas na Phi Phi Don.


Po obiedzie przyszła jeszcze kolej na snorkeling, na który zatrzymywaliśmy się dwa razy. Choć pływać niby potrafię to nie ufam sobie aż na tyle, by do wody wskakiwać bez kamizelki. Był to mój pierwszy snorkeling w życiu i na pewno nie ostatni. Widok kolorowych rybek przepływających tuż przed Twoimi oczami to coś pięknego! Nie mam niestety zdjęć, chociaż chińskie turystki potrafił w wodzie rozmawiać przez skype i pokazywać wszystko na żywo. Wybaczcie moją amatorszczyznę.


Hong Islands

To kolejna wycieczka speed boatem, na którą się wybraliśmy. Rozważaliśmy także wycieczkę "4 Islands", ale we wszystkich biurach, w których pytaliśmy polecano nam "Hong Islands". Czynnikiem, który zdecydował o tym, że postawiliśmy na wyspy Hong był fakt, iż na miejscu było więcej czasu na spędzenie trochę czasu na plaży. Pomijając fakt, że na transfer z hotelu czekaliśmy jakieś pół godziny, to wybór tej wycieczki był strzałem w dziesiątkę. 


Tym razem organizatorem wycieczki była firma Aonang Photo Travel. Cena wycieczki figurująca w ulotce reklamowej to 2400 bathów plus 300 bathów za wstęp na teren parku narodowego od osoby, my ostatecznie 2400 bathów to zapłaciliśmy łącznie za dwie osoby, plus koszty wstępu na teren parku. 


Tutaj także w cenie były takie rzeczy jaki transfer z hotelu, maski do snorkelingu, lunch, świeże owoce czy woda pitna na pokładzie. W trakcie wycieczki odwiedziliśmy 4 miejsca: Pakbia Island, Lading Island, Hong Lagoon, a także Hong Beach, gdzie mieliśmy aż 2 godziny na plażowanie i snorkeling. Choć muszę przyznać, że akurat na tej wycieczce trafiliśmy akurat na najsłabszą pogodę. Ale może to i lepiej. Nasza skóra słońca miała zdecydowanie dość. 




































Night Market w Krabi

Ostatniego wieczoru w Ao Nang wybraliśmy się na nocny market w Krabi. Po tym, jak w samym Ao Nang jedzenie nas trochę zawiodło, liczyliśmy że na nocnym markecie znajdziemy to, czego szukamy. Market ten odbywa się tylko w weekendy. Koszt transportu wykupiony w jednym z biur podróży kosztował 150 bathów od osoby. Praktycznie wszędzie była taka sama cena. Kierowca nas zawiózł i o wyznaczonej godzinie przyjechał po nas z powrotem.






















Podsumowując, zatrzymanie się w Ao Nang było bardzo dobrym pomysłem. Widząc tłumy turystów na Phi Phi, cieszyłem się, że nie zdecydowaliśmy się na tamtą wyspę. Dzięki pobytowi mogliśmy odpocząć i poczuć się jak na wakacjach, a jednocześnie odwiedzać okoliczne, unikając ciągłego przemieszczania się z miejsca na miejsce z walizkami. I choć samo miasteczko nie jest jakoś wybitnie urokliwe, to zatrzymanie się tam w celu odkrywania pięknych miejsc w tym rejonie Tajlandii jest bardzo dobrym pomysłem. Oby jednak nie za długo, bo przy dłuższym pobycie może Wam się już tam nieco nudzić.




Zobacz także:




8 comments:

  1. Bardzo interesująca relacja.Piękne zdjęcia.

    ReplyDelete
  2. Replies
    1. Nie da się ukryć. Tajlandia jest pełna przepięknych miejsc! :)

      Delete
  3. No i po co ja to przeczytałam? Po co ja obejrzałam te wszystkie zdjęcia? Teraz mam ochotę na egzotyczną kuchnię, piękną plażę i rajski odpoczynek :P Pędzę dorzucić sobie jeszcze te drinki w Bangkoku :D

    ReplyDelete
  4. Jak widzę te ciągłe wichury u siebie za oknem to również tęsknię. ;P O kuchni nie wspominając. W Poznaniu na pocieszenie jest mnóstwo azjatyckich knajp, kilka naprawdę dobrych, jednakże w Keflaviku dużo słabiej pod tym względem. Na szczęście udało mi się znaleźć jedno miejsce z dobrym ad thaiem. Jeszcze gdyby kosztował tyle, co w Tajlandii... :D :D

    ReplyDelete
  5. Planuję dokładnie taką sama trasę, więc posty jak dla mnie idealne, na pewno do nich wróce przed samym wyjazdem! Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zdecydowanie polecam, południowa Tajlandia jest przepiękna! Pozdrawiam! :)

      Delete