Thursday, August 3, 2017

#07 Podsumowania: lipiec

Kolejny miesiąc za nami. Już minęły ponad trzy miesiące od czasu, kiedy przyleciałem na Islandię. Przez moment zastanawiałem się, czy pisać tego posta, bo miesiąc ten do zbyt intensywnych nie należał, ale dla zasady post powstać musi. Mając zachowaną regularność i publikowane comiesięczne podsumowanie, będzie mi zdecydowanie łatwiej w grudniu, kiedy to przyjdzie czas na roczne statystyki lotnicze i nie tylko!



Lipiec był bardzo islandzki, jeśli chodzi o pogodę. Przez prawie dwa tygodnie pogoda była wręcz fatalna: padało, wiało i praktycznie brak słońca. Przez moment myślałem, że lato poszło już sobie na dobre, a tu nagle poprawa pogody i od dobrych kilku dni słońce nas nie odpuszcza, a nawet doświadczyłem rekordowych 22 stopni! Wyobraźcie sobie to szaleństwo! Dodatkowo przez moment były przypuszczenia, że być może niebawem wybuchnie wulkan, ale jak to już od dłuższego czasu bywa, tylko trochę postraszył... :P

Czasami bywa i tak... :P

===> Loty

Lipiec niestety bez lotów, ale za to sierpień doskonale już zaplanowany. Nie wykluczone, że na dniach zarezerwuje sobie kolejne ciekawe loty, jednakże z tym się muszę jeszcze wstrzymać, bo zależne to jest od tego, czy uda mi się załatwić za mnie jakieś zastępstwo w pracy. Jeśli tak, to we wrześniu odwiedzę nowy kraj. I to jaki! Macie jakieś typy? :)

Po pracy jeszcze niebo takie piękne, choć już widać że dzień coraz to krótszy...

Ale z takich turystycznych rzeczy, udało mi się odwiedzić Reykjavik, tym razem w przepięknej pogodzie! Słońce i szalone +17 stopni. Wtedy to był rekord i szczerze mówiąc nie wierzyłem w to, że w tym roku, w tym kraju może on jeszcze zostać pobity. :D Reykjavik z czasem doczeka się pewnie osobnej notki, ale już dzisiaj mogę Wam powiedzieć, że widok z kościoła Hallgrimskirkja zrobił na mnie wrażenie. Choć znowu sama budowla kościoła wywołuje u mnie raczej mieszane uczucia...



===> Książki

"Rekin i Baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów" to książka, której autorami są Marta Biernat i Adam Biernat. Pozycja obowiązkowa, którą musiałem zabrać sobie z Polski. Nawet nie musiałem kupować, bo już czekała na mnie w domu. :) Książka, która na pewno nie jest typowym przewodnikiem po Islandii. Sporo w niej ciekawostek o islandzkich zwyczajach, tradycjach, czy pewnego rodzaju przesądach. Choć momentami czytało mi się dość ciężko, powoli, to było też sporo momentów, które zaciekawiły mnie bardziej, jak choćby rozdział o samych Islandczykach, z którego dowiedziałem się, że moje postrzeganie ich zbyt wiele się nie różni o tego, co można przeczytać w książce. A także utwierdziłem się w przekonaniu, że Islandczycy mają niewiele wspólnego z pozostałymi narodami skandynawskimi. I zrozumiałem też, co to za słówko, które w pracy słyszę od swojego kierownika zmiany (i nie tylko) tak często - "heyrðu!'




A wy jak spędziliście lipiec? Były jakieś wakacyjne podróże czy czekają one na Was może w sierpniu? Podzielcie się swoimi planami!


6 comments:

  1. u mnie lipiec był urlopowy - weekend w Polanicy-Zdroju na Dolnym Śląsku a potem dwa tygodnie spędzone na Bałkanach. bajka a do tego cudowne temperatury i mnóstwo słońca. w Trójmieście bywa co prawda cieplej niż na Islandii, ale podejrzewam, że brak słońca odczuwaliśmy tak samo :D

    widok z kościoła w Reykjaviku przepiękny, tym bardziej, że pogoda dopisała. u mnie w listopadzie było fatalnie, ale odczucia co do bryły kościoła widzę, że mamy takie same :)

    co do nowego kraju to strzelam, że albo Kanada albo USA, bo z Islandii sporo tanich lotów w tamtym kierunku jest :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. No to widzę, że lipiec jak najbardziej udany! :)

      Co do kierunku, faktycznie miała być Kanada, ale ostatecznie wszystko w jednej chwili zupełnie się zmieniło i Kanada została przełożona na później, a teraz póki co Europa... :)

      Delete
  2. Islandia jest jednym z miejsc na mojej liscie 'To See' :) i juz teraz wiem, do kogo bede sie zwracac po rady ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chętnie służę radę! Pozdrawiam serdecznie z Keflaviku! :)

      Delete
  3. Wstyd, ale mam książkę IceStory na półce, ale jeszcze nie ruszyłam. Czas to nadrobić!
    A te kolorowe domki w Reykjavik są przeurocze.

    ReplyDelete