Friday, May 5, 2017

Keflavik

Kilka pierwszych dni pracy już za mną, więc teraz przyszedł czas na kilka dni odpoczynku. Na Islandii zawitało lato - słońce świeci cały dzień! Nie ma silnego wiatru, nie pada deszcz, a termometry wskazują prawie 10 stopni, w związku z czym na ulicach można spotkać Islandczyków w t-shirtach, czy nawet w krótkich spodenkach. Naprawdę, widziałem takie przypadki. W taką pogodę tutaj na wyspie nie można siedzieć w domu więc i ja ruszyłem poznawać okolicę. Może nie w krótkich spodenkach, ale kurtkę na chwilę można było zdjąć. 



Miasto, w którym mieszkam to Reykjanesbær, choć jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś używał tej nazwy. Miasto kilkanaście lat temu powstało z połączenia kilku mniejszych miasteczek, w tym Keflaviku, w jedno. Liczba mieszkańców Reykjanesbær wynosi ponad 16 tysięcy. To naprawdę sporo jak na Islandię. 


Po gminie jeżdżą 4 lokalne autobusy, które są bezpłatne, co bardzo ułatwia życie tutaj. W mojej okolicy poza siłownią i jedną restauracją za wiele nie ma. Na szczęście do samego Keflaviku jedzie się autobusem jakieś 10-15 minut. W autobusach najczęściej spotkać można Polaków albo dzieci wracające ze szkoły. W krótkich spodenkach. 


Dziś po raz pierwszy wybrałem się w zwiedzania okolicy sam i powoli zaczynam się tutaj już odnajdywać. Wiem, gdzie jest bank, poczta, a także jak dotrzeć do Bonusa. Udało mi się namierzyć też basen, natomiast siłownię mam, tak jak już wspominałem, tuż pod domem. 




Keflavik jest małym, ale przyjemnym miasteczkiem. Mógłbym je porównać z takim na przykład szwedzkim Nykoping czy norweskim Sandefjord. Do tego jego położenie nad oceanem powoduje, ze daleko nie trzeba szukać pięknych widoków! 













Taka piękna pogoda ma się jeszcze przez chwilę utrzymać. Jutro ma być nawet 12 stopni! Trzeba korzystać! Tym bardziej, że wolne mam aż do niedzieli włącznie. Lubię tutejszy system pracy, w którym jest taki fajny balans między pracą, a życiem prywatnym. Ale o pracy napiszę więcej niebawem. Póki co jest za wcześnie, by obiektywnie i precyzyjnie wszystko opisać. Ale na razie jest super, mimo że 12-godzinne zmiany w nogach się mocno czuje. 


Ale cieszy mnie fakt, że spędzam tyle czasu na lotnisku, że ciągle rozmawiam po angielsku, w rożnych językach, mam kontakt z pasażerami z różnych zakątków świata, a czasem także z załogami pokładowymi. Nawet podstawowa znajomość szwedzkiego bardzo mi tu w pracy pomaga, bo łatwiej mi zrozumieć wiele islandzkich słówek, dlatego bez problemu rozróżnię sałatkę z kurczaka od tej z łososiem.:D  To także daje mi motywację do tego, by odświeżyć języki, które trochę zaniedbałem. Francuski w szczególności! A i jakieś islandzkie słówka ciągle poznaje. Nawet umówiłem się z jedną Islandką w pracy, że ona będzie do mnie mówić po islandzku i tłumaczyć na angielski, a ja dziennie mówię jej jakieś dwa nowe słówka po islandzku. A do tego prawie zawsze, jak jestem w pracy to widzę samolot Icelandaira w malowaniu zorzy polarnej - Hekle Aurore. Mam nadzieję, że kiedyś mi ładnie ustawi się do zdjęcia. :P

Także wszystko idzie po mojej myśli. I oby tak dalej.


Polecam także:

6 comments:

  1. Zazdroszczę widoków jak i odwagi!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Nie ukrywam, że najtrudniej było podjąć decyzję... :)

      Delete
  2. Podziwiam tę Twoją znajomość języków obcych :D! Szacun, serio. Zawsze podziwiałam tego typu osoby. Mnie języki obce wchodzą strasznie słabo, albo nawet wcale.

    Co do życia na Islandii to w tych krótkich spodenkach to istne szaleństwo przy takiej pogodzie. Dla nich jednak to normalność jak widać ;) Darmowe autobusy są pocieszające, bo dają więcej możliwości przemieszczania się w obrębie gminy i poznawania okolicy. System zmianowy też dość wygodny, więc czekam na więcej postów.
    Pozdrawiam i dużo słońca życzę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo! Nowe posty niebawem! :)

      Delete
  3. Oglądając te zdjęcia czuję zapach Islandii, taki świeży, cudowny. Nigdzie na świecie tak nie pachnie :)

    ReplyDelete