Friday, April 28, 2017

Pierwszy dzień w nowym kraju!

Nadszedł więc i czas na pierwszego posta z Islandii. Z kraju, który jeszcze do niedawna był zaledwie w sferze moich marzeń, a od teraz będzie moją codziennością, co najmniej przez kilka miesięcy.
Jak wyglądał lot oraz pierwszy dzień w nowym kraju? Jakie są moje pierwsze wrażenia, takie na gorąco? O tym w dzisiejszym poście!


Z Poznania wyjechałem dość wcześnie, aby uniknąć stresu w razie jakichkolwiek opóźnień itp. Wolałem posiedzieć trochę dłużej na lotnisku, a mieć spokój. Znoszenie walizek z trzeciego piętra do przyjemnych nie należało, podobnie jak wdrapywanie się z nimi do pociągu, czy wrzucanie ich na półki nad głowami w przedziale. Na szczęście nie jechałem do Warszawy sam, bo nie wiem jakbym z tym wszystkim sobie poradził. Dziękuję!


W Warszawie plan był taki by coś zjeść i kupić książkę "Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii" Bereniki Lenard i Piotra Mikołajczaka z bloga IceStory, której premiera była właśnie w dniu mojego wylotu na lodową wyspę.

Wszystko oczywiście w Złotych Tarasach, by już nigdzie nie jeździć z walizkami. Choć przez moment był pomysł, by zostawić je w przechowalni i pójść gdzieś na miasto, ale szybko przeszła nam na to ochota. Książkę udało się kupić, obiad zjedzony, więc można było jechać na lotnisko.


Odprawa na mój lot rozpoczęła się o 19. Wcześniej, tuż po przyjeździe na lotnisko, pierwsza rzecz którą zrobiłem to ważenie i mierzenie bagaży. Duży? Idealnie, 29 kilo. Podręczny? Ciężko. bo ciężko. ale dało radę go upchnąć do koszyka Wizza. Lekko tylko przepakowałem, żeby ta zewnętrzna kieszeń nie była taka wypchana i aby łatwiej walizka wchodziła w koszyk w razie kontroli. Na szczęście obyło się bez tego.

Odprawa sprawna, podobnie jak kontrola bezpieczeństwa. Małe zakupy przed lotem, w końcu czekały mnie jeszcze 4 godziny w samolocie. Przed lotem udało już się poznać kilka osób, które leciały do tej samej pracy, co ja. W samolocie nie siedzieliśmy razem, ale po przylocie łatwo było nam się wszystkim odnaleźć. Boarding rozpoczął się bardzo wcześnie. Jak się okazało, my nawet mieliśmy pierwszeństwo wejścia na pokład. Miłą niespodzianką było to, że na płycie lotniska Chopina mogłem zobaczyć Boeinga 747 linii Air India. Niecodzienny widok. :)

Mimo wczesnego boardingu, na starcie złapaliśmy jakieś pół godziny opóźnienia, które spowodowane było tym, że trzeba było odnaleźć bagaże jakiś osób, które jednak nie poleciały. I chyba wyciągając te bagaże wyjęto ich trochę za dużo, bo nie wszystkie nasze bagaże doleciały. I tak czasem niestety się zdarza, więc zawsze dobrze mieć w podręcznym jakieś ciuchy na zmianę i jakieś kosmetyki w 100-mililitrowych pojemniczkach, tak na wszelki wypadek. W szczególności, jak lecicie gdzieś z przesiadką. Wtedy prawdopodobieństwo zagubienia bagażu jest większe. Mój bagaż na szczęście doleciał, nawet jako drugi wyjechał na taśmie. :D

Lot bez jakiś większych turbulencji, raz może nieco nami pohuśtało. Jednakże lot dłużył się strasznie. W końcu od rana już byłem w drodze, zmęczenie trochę dawało o sobie znać. A ja przed wylotem jeszcze trochę się rozchorowałem, a latanie z przeziębieniem przyjemne nie jest - ból w uszach przy lądowaniu gwarantowany. Cztery godziny w takim Wizzairze to jednak już jest sporo. To nie to samo, co półtorej godzinny lot do Sztokholmu.

W końcu wylądowaliśmy na lotnisku w Keflaviku. Z samolotu wysiadaliśmy przez rękaw. Na płycie mnóstwo samolotów linii Icelandair i WOWair, co nie było oczywiście żadnym zaskoczeniem. Nie udało mi się jednak wypatrzyć nigdzie mojego ulubieńca, Boeing 757 w malowaniu zorzy polarnej, ale znalazłem już na stronie przewoźnika rozkład tego samolotu. A samoloty startujące widzę z okna, więc jest spora szansa, że jutro zobaczę jak maszyna nazwana "Hekla Aurora" odlatuje do Waszyngtonu.

Zanim rozpakowaliśmy się była już prawie 3 nad ranem, czyli 5 polskiego czasu. Nie mogę powiedzieć, żebym się wyspał. Nie wspominając już o tym, jaki byłem obolały. O jakimś długim spaniu nie było mowy, bo trzeba było wstać na spotkanie z pracodawcą, gdzie zaczęliśmy załatwiać różnego rodzaju formalności związane z pobytem i pracą tutaj. Ale nie trwało to jakoś mega długo, a prawie wszystko udało się załatwić, z wyjątkiem konta w banku, które założyłem dzień później.


Dzięki temu już pierwszego dnia znalazło się trochę czasu na małe zwiedzanie okolicy. Po naszym miasteczku jeżdżą darmowe autobusy. Nie kursują oczywiście z taką częstotliwością jak na przykład tramwaje w Poznaniu, ale ważne że są, bo to bardzo ułatwia funkcjonowanie tutaj, bo odległości są spore. Wierzę, że dzięki temu nauczę się robić bardziej przemyślane zakupy, bo niestety w Poznaniu, mając pod nosem Kauflanda, Biedronkę i Netto, nigdy mi to nie wychodziło.





Ogólnie rzecz biorąc wszystko to, co przed wyjazdem czytałem o islandzkiej pogodzie to w stu procentach się sprawdza. W trakcie mojego pierwszego dnia doświadczyłem wiatru, deszczu, śniegu, gradu, a chwilami słoneczka również nie brakowało. Wychodząc z domu w momencie gdy ładnie świeci słońce, trzeba liczyć się z tym, że chwilę później złapie nas pewnie deszcz. Wczoraj tak udało nam się zdążyć przed gradem. Temperatury tutaj aktualnie z tego co słyszałem to niewiele się różnią od tych, które są aktualnie w Polsce. Choć w chwili pisania tego posta, za oknem mam prawdziwą zimę - takiego śniegu dawno nie widziałem. Zobaczymy, czy coś się utrzyma, czy zaraz zniknie.

Byłem już na pierwszych zakupach na miejscu. Oczywiście w Bonusie, czyli w takiej islandzkiej Biedronce. Żeby było zabawniej, spotkałem tam koleżankę koleżanki, która też tutaj niedawno zaczęła pracę. Także jak widzicie malutka ta Islandia. :P Ale o Bonusie i ogólnie o robieniu zakupów na Islandii, a w szczególności o cenach, zrobię pewnie za jakiś czas osobny wpis, gdy tylko sam trochę poznam tutejsze realia. Choć nie powiem, po pierwszych zakupach w Bonusie byłem mega ciekawy ile pieniędzy zniknie z mojego konta. Jak się okazało, nie było aż tak źle, jak można by się spodziewać. A, co ciekawe - pani kasjerka w sklepie była Polką. Tutaj polski słyszy się naprawdę często, jak już gdzieś się kogoś spotka.


Wszyscy moi znajomi mówili mi, że wyjeżdżam gdzieś na koniec świata. Momentami można tutaj się trochę tak poczuć. Ale to wszystko ma tutaj swój urok, nawet ta okropna pogoda. Mam nadzieję, że z dnia na dzień coraz lepiej będę poznawać okolicę, bo póki co to te wszystkie podobne do siebie budynki w okolicy powodują, że mam trochę problem z orientacją w terenie.





Pracę zaczynam dopiero drugiego maja, więc czas na poznawanie okolicy jest. Więc teraz skupię się bardziej na okolicy, a z czasem będę wybierał się także w inne zakątki wyspy, od stolicy zaczynając. Ode mnie autobusem do Reykjaviku to niespełna godzina drogi.



12 comments:

  1. Czekam na więcej zdjęć!!!
    Mega mnie ciekawi jak to wszystko tam wygląda :)
    Powodzenia życzę

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo! Z czasem na pewno będzie tego więcej! Stay tuned! :)

      Delete
  2. Pozdrów Islandie! To, że jest tam dużo polaków wcale mnie nie dziwi. Napisz gdzie bedziesz pracował jak możesz
    powodzenia x 1000
    na pewno będzie super!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pozdrowię, pozdrowię! O pracy też pewnie niebawem coś napiszę! :)

      Dziękuje i pozdrawiam! :)

      Delete
  3. Aaaa Hekla Aurora to pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy gdy w końcu wylądowałam w marcu. Piękny samolot! Mam nadzieję, że uda mi się nim kiedyś polecieć ;) Powodzenia na Islandii!

    ReplyDelete
  4. Ja również jestem ciekawa co dalej. I powodzenia w aklimatyzacji do zmiennych warunków pogodowych. Pewnie do wszystkiego można się przyzwyczaić. To musi być ciekawe uczucie, lecieć tak daleko i tak często wpadać na rodaków :D

    ReplyDelete
  5. Chciałabym takiego kolosa zobaczyć:)
    Islandia to marzenie mojej Córki, dla mnie trochę za zimno;)
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  6. Owszem, pogoda nie rozpieszcza. :P Chociaż prognozy na przyszły tydzień są bardzo obiecujące :D

    ReplyDelete
  7. A my na Islandię być może polecimy we wrześniu. Mamy takie plany, nie wiadomo, czy je zrealizujemy, ale plany są.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trzymam kciuki, żeby się udało! :)

      Delete