Monday, February 13, 2017

FR5034 WRO-WAW: fotorelacja!

Kolejny lot już za mną. Po dłuższej przerwie ponownie odwiedziłem lotnisko we Wrocławiu, poleciałem Ryanairem, no i co najważniejsze - udało się zobaczyć Airbusa A380, który gościnnie wylądował w Warszawie. Już teraz zapraszam Was na krótką relacje z piątkowego wypadu do Warszawy.


Tak jak już wiecie z poprzedniego wpisu, mój lot do Warszawy oznaczony numerami FR5034 odlatywał z Wrocławia, co związane było z wczesną pobudką (czytaj: 4.30). Ale to nic, co to dla mnie, jeśli przede mną kolejny lot. Dlaczego leciałem z Wrocławia? Bo taniej. Może wydawać się dziwne, ale naprawdę za bilet do Wrocławia na pociąg Regio i bilet na samolot do Warszawy zapłaciłem mniej niż za najtańszy pociąg z Poznania do Warszawy. O samolocie nie wspomnę, bo w momencie gdy kupowałem bilety, czyli jakiś miesiąc temu, ceny rejsów z Poznania zaczynały się od 180zł.


Z Poznania wyjechaliśmy o 6:30. Pociąg R76900 Kamieńczyk- niby regio, ale naprawdę na poziomie i lepszy niż nie jedna TLK-a. Miałem okazję tym pociągiem jechać kilka razy do siebie do domu na Śląsk. Przyzwyczajony jestem do pociągów Regio, którymi jeździłem w czasie studiów, z Opola do domu - stare składy, w których zawsze było albo za zimno, albo za gorąco, plastikowe fotele i takie tam różne. A tu zupełnie inaczej: wagony bezprzedziałowe, gniazdka pod siedzeniami, Wi-fi, informacje o kolejnych przystankach. Elegancko! Kiedyś nie wyobrażałem sobie tłuc się pociągami regio do siebie do domu np. na święta, ale raz pojechałem. I wtedy okazało się, że pociągi regio też mogą być wygodne. Niestety, gdy legitymacja studencka skończyła ważność, to trzeba było szukać tańszej alternatywy. Kto ma legitymację, niech korzysta póki może, bo później kupowanie biletów boli.


Około 9 byliśmy już we Wrocławiu, a dwadzieścia minut później odjechaliśmy autobusem linii 106 w kierunku lotniska. Jej, jak dawno mnie tam nie było. A w moich statystykach to nadal Wrocław jest najczęściej wybieranym lotniskiem. Kilka lat spędzone w Opolu i loty "na kawę" do Norwegii zrobiło swoje. Teraz z Poznania "na kawę" to latać mogę do Szwecji. :)


Bardzo lubię wrocławskie lotnisko. Nowoczesne, bardzo przestrzenne. Strasznie zazdroszczę ludziom z Wrocławia tego, że w ciągu dnia mają do wyboru aż 3 loty Ryanair do Warszawy, na które bardzo często bilety możemy nabyć za 9 czy 21zł. Bardzo bym chciał mieć takie połączenie z Poznania, ale czekam, czekam i coś się doczekać nie mogę. W Poznaniu to ogólnie o nowości z lotniska trochę ciężko... .


Kontrole bezpieczeństwa przeszliśmy sprawnie, więc szybko znaleźliśmy się w strefie odlotów, gdzie mogliśmy trochę odpocząć na moich ulubionych fotelach i patrzeć, co dzieje się na płycie, choć jak na złość, nie działo się nic. Miał lądować Wizz z Londynu, ale się spóźnił. Także pierwszy samolot, który zobaczyłem, to... nasz Boeing. :)


W końcu rozpoczął się boarding. Zdziwiłem się, jak zobaczyłem tą kolejkę. Samolot był praktycznie pełny. A my w bonusie od wujka Ryana dostaliśmy miejsca 2D i 2E, czyli niby w drugim rzędzie, ale w praktyce w pierwszym, z dodatkową przestrzenią na nogi. Wychodzi na to, że warto się późno odprawiać na lot. :)


Na pokładzie powitała nas załoga składająca się z dwóch stewardów i dwóch stewardess. O dziwo, tylko jednak stewardessa nie była Polką. Sądząc po akcencie, obstawiam że była z Francji, choć po polsku radziła sobie całkiem ładnie. Wypowiedziane przez nią na koniec "Buziaczki, buziaczki" wywołało uśmiech na twarzach wielu pasażerów. :)

Lot bardzo krótki, ale jak wiadomo serwis musi być. Zdrapki i perfumy także. Wszystko na szybko, bo ani się człowiek nie obejrzał, a już trzeba było zniżać. Przez moment było mi trochę przykro, bo gdzieś cały czas myślałem o tym, że sam mogłem pracować dla tej linii. Mogłem być właśnie na szkoleniu. Ale ostatecznie się nie zdecydowałem, choć często do tego wracam. I pewnie nie raz jeszcze będę. Sercem bym chciał, ale rozsądek podpowiada, że powinienem odpuścić, że to raczej mało opłacalna inwestycja. Bo w Ryanairze dostać pracę jako cabin crew to żaden problem. Problemem są pieniądze, które w to włożyć trzeba. Choć z drugiej strony, kiedyś mogę też żałować, że nie spróbowałem.

Nawet nie wiem o której dokładnie wystartowaliśmy i lądowaliśmy, ale Flightradar podpowiada, że 300km pokonaliśmy w niespełna 40 minut. :) Gdy tylko samolot dotknął pasa, od razu zaczęliśmy się rozglądać, czy przez okno nie widać Airbusa A380 linii Emirates - w końcu to dla niego tutaj przylecieliśmy. Udało nam się go dostrzec, a potem czekaliśmy z niecierpliwością, gdzie zatrzyma się nasz samolot.Mieliśmy szczęście! Zaraz po wyjściu z samolotu tuż przy terminalu, przy rękawie, dostrzec mogliśmy dzisiejszego gościa specjalnego w towarzystwie samolotu innej arabskiej linii - Qatar Airways. 


Do odlotu A380 do Dubaju mieliśmy jeszcze trochę, więc poszliśmy szybko coś zjeść, a następnie udaliśmy się na taras widokowy, gdzie w międzyczasie obserwowaliśmy inne lądujące i startujące samoloty. Widzieliśmy LOT-owskie Dreamlinery, samolot TUI, który przyleciał właśnie z Jamajki, Turkish Airlines w niecodziennym, bardzo ładnym malowaniu, a także latający dla LOT-u samolot linii Nordica, którego barwy bardzo przypadły mi do gustu. Na lotnisku Chopina praktycznie ciągle coś ląduje i startuje, więc jak kogoś fascynują samoloty to nudzić się nie będzie.



W końcu przyszedł czas na start lotu o numerach EK180 do Dubaju. Na tarasie zgromadziło się sporo osób, które z niecierpliwością wyczekiwały startu. Były dzieci, młodzież, a także ludzie starsi. O przylocie A380 do Warszawy było głośno. Nawet moja mama, która mieszka w stolicy, jak tylko gdzieś usłyszała o tym, to od razu zaczęła się zastanawiać, czy przylecę do Warszawy. :D

Samolot wystartował, wzbudzając zachwyt zgromadzonych na tarasie osób. Zdjęć niestety nie mam, z tarasu, przy święcącym słońcu zrobienie czegoś dobrego telefonem było ciężkie. A aparat jest na Śląsku- miał przed 10. dotrzeć, ale nie dotarł.

W styczniu dostałem model tego samolotu, właśnie w malowaniu Emirates! Teraz ten samolot udało mi się po raz pierwszy zobaczyć. Więc teraz nie pozostaje nic, jak pod koniec roku zagościć na pokładzie tego olbrzyma... :)


W Warszawie mieliśmy jeszcze kilka godzin, więc mogliśmy na spokojnie zjeść jakiś normalny obiad i przejść się na Stare Miasto, mimo okropnego mrozu. Na Starym Mieście jeszcze można było dostrzec trochę świątecznych dekoracji i napić się grzanego wina - skorzystaliśmy, pewnie po raz ostatni w tym sezonie wypiliśmy grzane wino gdzieś na mieście. :) W końcu idzie wiosna! To znaczy, chciałbym żeby już przyszła. :)


W końcu trzeba było wracać do Poznania. Nie wiem dlaczego, ale byliśmy przekonani, że mamy miejsce w wagonie bezprzedziałowym. To się nieźle zdziwiliśmy! Chociaż na pociąg narzekać nie mogliśmy. Mieliśmy miejsca przy oknie, siedzenia wygodne i były gniazdka, które bardzo się przydały po całym dniu w Warszawie! :)



6 comments:

  1. Na samolotach zupełnie się nie znam, ale domyślam się, że było to duże wydarzenie dla kogoś, kto się nimi interesuje :D Nadal nie mam pierwszego lotu za sobą, ale na pewno się podzielę wrażeniami, jeśli będzie miało to w końcu miejsce. Znam ten ból oddania legitymacji i drogich biletów. To było takie straszne... Nigdy nie pomyślałam, aby pierwszy lot odbyć na terenie Polski :D Muszę to rozważyć!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myślę, że taki krótki lot krajowy mógłby być dobrym rozwiązaniem na początek. Gdyby się nie spodobało, zawsze można wrócić pociągiem. :)

      Delete
  2. Też tak myślę, że nasze wrocławskie lotnisko jest ładne i cieszę się, że jest wiele możliwości. Na lotnisko z domu samochodem jadę jakieś 7 minut:)
    W Poznaniu miałam międzylądowanie na Maderę, ale nie wiele widziałam.
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  3. Nic tylko pozazdrościć takiej bliskiej odległości od lotniska. Od bardzo dobrego lotniska! :) Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  4. Podziwiam wyczyn jakim było wstanie o tak wczesnej porze, by móc zobaczyć największy samolot świata. A380 zawsze robi wrażenie, nawet jeśli się go widzi setny raz ;) Szkoda, że przyszłość największych kolosów, czyli A380 i B747 wygląda dość niepewnie...

    ReplyDelete
  5. Hehe, nie należę do ludzi, którzy lubią wcześnie wstawać, ale na lot zawsze mi to idzie nieco łatwiej :)

    ReplyDelete