Thursday, January 26, 2017

Nyköping 24.01.2017 - fotorelacja!

W tym roku na pierwszy lot nie musiałem czekać tak długo, jak w poprzednim.  Już 24 stycznia około 5 nad ranem zameldowałem się na poznańskim lotnisku, z którego udałem się po raz kolejny na kilka godzin do Szwecji. Co robiłem przez ten czas w swoim ulubionym kraju? Czy było warto? O tym w dzisiejszej notce!

Nasz wylot zaplanowany był na godzinę 6:00, więc na lotnisko pojechaliśmy taksówką, jak to zawsze bywa w przypadku tak wczesnych lotów. Po przyjeździe od razu udaliśmy się na kontrolę bezpieczeństwa, gdzie wszystko poszło bardzo sprawnie i po około 10 minutach byliśmy już w strefie odlotów.

Około 5.50 był już praktycznie "boarding completed". Jednakże samolot musiał udać się jeszcze na stanowisko do odladzania. Wystartowaliśmy kilka minut po 6. Obłożenie samolotu słabe, co jednak w ogóle mnie nie zdziwiło, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze w niedzielę bilety za 78zł w dwie strony dostępne były dla wszystkich.


Lot bardzo spokojny, bez żadnych turbulencji. Pierwsza kawa tego dnia również za nami. W Szwecji wylądowaliśmy trzy minuty przed czasem. Choć Pani, która siedziała za nami i w trakcie lądowania rozmawiała już przez telefon twierdziła, że lot opóźniony. Tak, dobrze przeczytaliście, rozmawiała przez telefon... .


Gdy wylądowaliśmy w Szwecji było jeszcze ciemno, ale niebo wyglądało imponująco. Czy było zimno? Tak, początkowo tak. Trzymanie telefonu w ręce bez rękawiczki było wyzwaniem. Jednakże później było bardzo słonecznie, a co za tym idzie całkiem przyjemnie. Zdecydowanie przyjemniej i cieplej niż w Poznaniu, gdy wróciliśmy.




Tak jak obstawaliśmy, na wcześniejszy autobus do Nyköping nie zdążyliśmy, więc do kolejnego mieliśmy prawie godzinę. Nie poszliśmy do miasta pieszo, tak jak ostatnim razem. :P Dlatego też udaliśmy się na górkę spotterską w okolicy lotniska, którą odkryliśmy ostatnim razem, jak byliśmy tam w październiku.






Spacer z lotniska tam zajmuje maksymalnie 10 minut. Zdążyliśmy zobaczyć start samolotu do Gdańska, a następnie wróciliśmy na przystanek przed terminalem. W międzyczasie zrobiliśmy jeszcze zdjęcie stojącemu na płycie Ryanairowi. Autobus przyjechał zgodnie z planem. Bilety kupiliśmy u kierowcy, jednakże należy pamiętać, że w autobusie za bilet nie zapłacimy gotówką. Aktualnie bilet w jedną stronę kosztuje 30 koron. Po niespełna 15 minutach byliśmy już w Nyköping.



Przeszliśmy się główną ulicą miasta. Tam też zahaczyliśmy o sklep, żeby kupić to, co w Szwecji zawsze kupić trzeba: czekoladę Marabou (ok. 25kr), cynamonowe bułeczki (7,90kr za sztukę), a także kawę Löfbergslilla, bo w domu się właśnie skończyła (ok. 35kr).


Ale główna atrakcja była dopiero przed nami. Co prawda nie było to zaplanowane, tak po prostu wyszło. Przechadząjąc się ulicą




My na skosztowanie semli skusiliśmy się w cukiernio-kawiarni Mekka Konditori przy Östra Storgatan 15, gdyż zachęciła nas tamtejsza promocja na semle z kawą za 49SEK. Czyli kolejna już tego dnia kawa, a w sumie to dwie, bo tam można było sobie kawę dolewać. Nic dziwnego, w końcu Szwedzi kawę to piją litrami. ;) Czy semla smakowała? Bardzo! Nawet nie wiecie, jak kusiły te które stały tuż obok nas, na wystawie. :D

Cóż, cynamonowe bułeczki (kanelbulle), które uwielbiam, nauczyłem się robić sam, więc może kiedyś nauczę się robić własne semle. :)



Po tym udaliśmy się w kierunku portu, jednakże czasu było coraz mniej, więc zrobiliśmy tylko dokumentacyjne zdjęcie i zaczęliśmy zawracać w kierunku dworca autobusowego. Po raz drugi tego dnia udało mi się kupić bilety po szwedzku. Z zamówieniem semli było nieco trudniej, jak Pani zaczęła pytać o rodzaje, wtedy się poddałem. :)





Na lotnisku od razu udaliśmy się na kontrolę bezpieczeństwa, na której kolejki praktycznie nie było. Tym razem również poszło szybko i bezproblemowo. Natomiast w sklepie wolnocłowym poznaliśmy nowe koleżanki, które podobnie jak my, do Szwecji przyleciały na 5 godzin.

Miło było poznać! Do zobaczenia na kolejnym locie! :) Liczę, że pierwsze loty bardzo się podobały i zachęcą do kolejnych! :) 



Na locie powrotnym obłożenie wcale nie było większe. Ale możemy się pochwalić, że leciała z nami finalistka ostatniej edycji Top Model - Ewa. ;P

Tym razem mieliśmy okno! :) Na szczęście, bo widoki nad Szwecją były naprawdę ładne. Nad Poznaniem niestety już było nieco słabiej. Niby lądowaliśmy od strony miasta, a były takie chmury, że ziemie zobaczyliśmy już praktycznie przy samym lotnisku. Sam lot spokojny, raz tylko nami lekko zatrzęsło, ale było to chwilowe i nawet nie zapaliła się sygnalizacja "zapiąć pasy". 



W Poznaniu wylądowaliśmy 10 minut przed czasem. Do domu z lotniska jechaliśmy prawie tyle, co trwał nasz lot. Niestety od kiedy nie jeździ na Ławicę linia "L" to czas dojazdu trochę się wydłużył.

Jednakże początek roku uznaję za udany! Dwa kolejne loty już za mną i raz moja ulubiona Szwecja już odwiedzona. Szkoda tylko, że nie było śniegu. To moja trzecia wizyta w Szwecji zimą i nigdy nie mogę trafić na obfite opady śniegu. Może kiedyś w końcu się uda. :)



4 comments:

  1. Mati zachęcasz do takich jednodniowych podróży! Zabierz mnie kiedyś!!! Pozdrawiam Izka! ������

    ReplyDelete
  2. Super przygoda! Kiedyś będąc w Sztokholmie celebrowałam fikę i spróbowałam bułeczek cynamonowych, a teraz często piekę je w domu na śniadanko. Mniam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też uwielbiam robić szwedzkie cynamonowe bułeczki. :)

      Delete