Tuesday, October 18, 2016

Malmö/Kopenhaga- 16-18.09.2016

Ledwo co wróciłem z Tel Awiwu, a już na horyzoncie był kolejny lot. Jako, że nie opłacało mi się na jeden dzień wracać do Poznania, zostałem w Warszawie, gdzie mieszka moja mama. Przy okazji mogłem pozwiedzać trochę stolicę, w której bardzo lubię bywać. A na zakończenia swojego 2-tygodniowego urlopu jeszcze krótka wizyta w swoich ulubionych krajach: w Danii oraz w Szwecji! Czyż nie piękne zakończenie urlopu? :)




W Warszawie podczas tych dwóch dni udało mi się zobaczyć kilka miejsc w tym mieście, których dotychczas nie miałem okazji zobaczyć. Nie zabrakło także wizyty na lotnisko. Pojechałem specjalnie po to, by zobaczyć startującego Boeinga 777 linii Emirates do Dubaju.



Mimo tylu wizyt w polskiej stolicy, nigdy nie byłem na tarasie widokowym w Pałacu Kultury i Nauki. Tym razem nie odpuściłem. Bilet wstępu kosztował 20zł. Na szczęście nie było zbyt dużych kolejek. W końcu mogłem zobaczyć uwielbiane przeze mnie warszawskie wieżowce z nieco innej perspektywy.



hotel Mariott




Kierunek -> Malmö

W piątek z samego rana czekał mnie już kolejny lot. Wraz z moją mamą polecieliśmy do Malmö. Tym razem także moja mama chciała przekonać się, jak wspaniałym krajem jest Szwecja i... Dania, bo o Kopenhagę również zahaczyliśmy. 
Poranne loty są ciężkie. Zawsze wiąże się to z pobudką w okolicach 3 nad ranem. My pospaliśmy nieco dłużej, bo na całe szczęście mieliśmy podwózkę na lotnisko. Sprawnie przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa, a następnie udaliśmy się na kawę, a już chwilę później usłyszeliśmy komunikat, o tym że boarding na nasz lot właśnie się rozpoczął! Po sprawdzeniu kart pokładowych udaliśmy się do samolotu. Jak się okazało, kolejny raz w tak krótkim czasie miałem szczęście, gdyż do Malmö polecieliśmy samolotem w nowym malowaniu o numerach HA-LPW. Przygotowania do startu trwały dość długo, gdyż czekaliśmy niestety na spóźnialskich, przez co wystartowaliśmy z lekkim opóźnieniem. Btw. a jak wy uważacie, na spóźnialskich powinno się czekać, czy zamykać bramki o godzinie, która wskazana jest na karcie pokładowej? 


W samolocie kolejna niespodzianka, gdyż szefową pokładu okazała się być stewardessa, którą miałem okazję spotkać kiedyś w Poznaniu, kiedy to Wizz Air świętował przewiezienie 100mln pasażerów (link). Niestety siedziałem, jak to z reguły bywa w moim przypadku, w tylnej części kabiny i nie bardzo miałem okazję, by porozmawiać. Lot krótki, całkiem przyjemny. Po godzinie z minutami już lądowaliśmy w Szwecji. 




W samym centrum Malmö byliśmy już przed godziną 9. Do miasta dojechaliśmy tradycyjnie autokarem firmy Flygbussarna, który obsługuje wszystkie najważniejsze lotniska i porty w Szwecji. Z rana na ulicach pusto. Na szczęście pogoda dopisywała. Może nie było jakoś super ciepło, ale w końcu to już wrzesień. Najważniejsze, że nie padało i świeciło słońce. :) Jak to z reguły bywa w Szwecji, pierwsze rzeczy które kupiliśmy to cynamonowa bułeczka i kawa. Nawet udało mi się to zrobić po szwedzku. :P



Na Malmö zaplanowany mieliśmy cały piątek. Do południa chodziliśmy sobie po centrum miasta, a następnie udaliśmy się do Västra Hamnen, a stamtąd mieliśmy blisko do naszego hotelu, do którego zameldować mogliśmy się po godzinie 15. 





Hotel, który wybraliśmy to Park Inn by Radisson., który położony był w bardzo dobrej lokalizacji. Spacerkiem do dworce około 15-20 minut, z okien można było podziwiać wieżowiec Turning Torso, czy słynny most nad Sundem. Btw. ktoś może oglądał serial "Most nad Sundem"? :) Ogólnie z hotelu byliśmy bardzo zadowoleni. Bardzo smakowało nam tamtejsze śniadanie, na którym można było nawet znaleźć szwedzkie klopsiki. Aż żałowaliśmy, że mieliśmy tylko jedno śniadanie- na drugie się nie załapaliśmy, bo już o 5 musieliśmy opuścić hotel, by zdążyć na nasz samolot. 



Jeśli chodzi o Västra Hamnen to jak już pewnie wiedzie, jest to moja ulubiona część miasta, w której zawsze spędzam sporo czasu. Czy w dzień, łapiąc promienie słońca, czy wieczorem, podziwiając zachodzące słońce. Dosłownie co chwilę można także dostrzec jakiś startujący bądź lądujący samolot na kopenhaskim lotnisku Kastrup. Zawsze warto zaopatrzyć się w jakieś jedzonko czy coś. :) Idąc od centrum, mijamy ogromny supermarket. My akurat mieszkaliśmy dosłownie na przeciwko niego. 


Za to kocha się Szwecję...

I za to też... :)
Kolejnego dnia, po pysznym śniadaniu udaliśmy się w kierunku Malmö Centralstationen, skąd pojechaliśmy pociągiem do Kopenhagi. Po chwili poszukiwań w końcu udało się znaleźć automat, w którym można było zapłacić gotówką. Generalnie to stwierdziłem, że następnym razem nie biorę ze sobą do Szwecji gotówki.


Podróż do Kopenhagi trwała jakieś pół godzinki, a trasa wiodła przez słynny most nad Sundem. Już sam przejazd tym mostem jest ogromną atrakcją. Dla mnie był to już chyba 7 przejazd- wrażenia rewelacyjne. Jedziemy mostem, następnie wjeżdżamy w tunel i po chwili jesteśmy już w Danii! :) 



W Kopenhadze na dworcu zahaczyliśmy o toaletę, za którą zapłaciliśmy... kartą. Mnie tego typu rzeczy w Skandynawii już nie dziwią, jednakże dla mamy lekkie zaskoczenie było. :) Po wyjściu z dworca od razu naszym oczom ukazała się ogromna kolejka. No tak, sobota, więc całe rodziny z dziećmi wybierają się do ogrodów Tivoli. Osobiście nigdy jeszcze nie byłem, ale chętnie kiedyś bym się wybrał. Chyba najchętniej przed świętami... :) 


W Kopenhadze pokazałem mamie to, co najważniejsze, czyli przeszliśmy przez pełną sklepów z pamiątkami ulicą Stroget, odwiedziliśmy port Nyhavn, czyli to miejsce, które chyba najbardziej kojarzy się wszystkim z Kopenhagą, a także odwiedziliśmy syrenkę (Den lille havfrue). Właśnie, a może to ona najbardziej kojarzy Wam się z Kopenhagą? A może jednak Hans Christian Andersen, którego pomnik także widzieliśmy? :)


Kto kojarzy, co to za sklep? :)


Jest i ona!


Nyhavn <3
W Kopenhadze było już nieco chłodniej, ale nie przeszkadzało nam to w zwiedzaniu. Zdjęcia porobione, pamiątki kupione, kawa w Kopenhadze wypita, także można było wracać do Szwecji, gdzie było nieco bardziej słonecznie. :) 


W drodze powrotnej musieliśmy się przesiąść na lotnisku Kastrup. Aktualnie przywrócone zostały kontrole graniczne przy wyjeździe z Danii, więc pociągi dojeżdżają tylko do stacji København Lufthavn Kastrup, tam trzeba się przesiąść na drugi peron, gdzie przy wejściu nasze dowody bądź paszporty zostaną sprawdzone. Nie ukrywam, że przez chwilę wystraszyliśmy się czy nasze dowody nie zostały w teczce z kartami pokładowymi w pokoju. Na szczęście odłożyliśmy je, tak jak należy, odruchowo, do portfela. W sumie przemieszczanie się między Danią i Szwecją dzięki mostowi jest tak proste, że człowiek wręcz zapomina, że przekracza granicę. :)






Po powrocie do Szwecji wróciliśmy do hotelu, a następnie udaliśmy się do sklepu, by kupić coś do jedzenia i picia i udać się na deptak na Västra Hamnen, by nacieszyć się jeszcze tamtejszymi widokami. Poczekaliśmy na zachód słońca, a następnie wróciliśmy do pokoju, gdyż wiedzieliśmy, że jutro znowu bardzo wczesna pobudka... 







Mama Kopenhagą była zachwycona, zdecydowanie bardziej przypadła jej do gustu niż Malmö, ale to raczej nikogo nie dziwi. Ciężko w ogóle ze sobą porównywać te dwa miasta. Choć ja zawsze będę podkreślać to, że Malmö bardzo lubię i chętnie tam wracam. W końcu to tam zaczęła się moja fascynacja Szwecją. 8 lat temu właśnie pierwszy raz byłem w Szwecji i tak tam ciągle wracam i wracam. Bo podobno każdy ma takie swoje miejsce, do którego może wracać, bo czuje się tak jak u siebie. Dla mnie takim miejsce jest Szwecja.


Co mnie najbardziej cieszy? To, że mama mogła zobaczyć to, o czym jej tak często opowiadałem. Jak sama przyznała, czasem to co mówiłem wydawało jej się zbyt piękne, a teraz sama mogła się o tym przekonać. Ten  porządek, ta uprzejmość ludzi pracujących w usługach czy te zawsze zatrzymujące się na przejściu dla pieszych samochody. Także następnym razem chyba będzie trzeba zabrać mamę do Sztokholmu... :)






2 comments:

  1. Zazdroszczę, pewnie, że fajne zakończenie urlopu, zwłaszcza, że są to miejsca, które lubisz, Pozdrawiam:)

    ReplyDelete