Wednesday, September 28, 2016

Tel Awiw - 6-13.09.2016

Na lot do Tel Awiwu czekałem bardzo długo, jednakże jak to z reguły bywa, zleciało bardzo szybko. W tym roku wziąłem sobie urlop we wrześniu, czyli wtedy, kiedy praktycznie większość jest już po swoich urlopach. Jak się okazało, planowanie wypoczynku na wrzesień to całkiem fajna i opłacalna sprawa. Wszystkie wakacyjne ciuchy udało mi się kupić na wyprzedażach. Koszulka za 10zł? Kąpielówki za 20zł? To ja rozumiem! :D

DLACZEGO TEL AWIW?

Kiedyś koleżanka pożyczyła mi książkę Michała Piróga "Chcę żyć". Lektura wciągnęła mnie tak bardzo, że większą część udało mi się przeczytać już w Polskim busie na trasie Wrocław-Poznań. W książce tej Michał Piróg pisał o swoich wyjazdach do Tel Awiwu. O mieście wyrażał się w samych superlatywach. Właśnie wtedy powiedziałem sobie: "kiedyś tam polecę!"

No i tak pewnego wieczoru, w lutym, przy piwie w pubie "van Gogh" w Poznaniu, koleżanka studiująca hebraistykę, zaczęła opowiadać o Tel-Awiwie i wtedy padło postanowienie, że w wakacje lecimy do Izraela! Można by pomyśleć, że takie spontaniczne pomysły, które powstały przy piwie, raczej skazane są na porażkę. Faktycznie, ostatecznie skład się co nieco zmienił, ale ja tak jak sobie postanowiłem, tak też zrobiłem!


BILETY

Ceny biletów do Tel Awiwu sprawdzałem regularnie. Postanowione było, że 800zł to kwota, której nie możemy przekroczyć. To takie maksimum, które możemy zapłacić. Jak myślicie, udało się taniej? Pewnie, że tak! Ale po kolei!

Jeśli chodzi o tanie linie lotnicze to w grę wchodziły 3 opcje: Wizz Air z Warszawy, Wizz Air z Katowic albo EasyJet z Berlina(SXF). Dodatkowo liczyliśmy na jakąś "Szaloną Środę" w PLL LOT, bo coś mi się kojarzy, że kiedyś można było upolować bilety za jakieś 550zł. Był moment, że dobrą ofertę miały linie lotnicze Ukraine International Airlines(ok. 600zł), jednakże ja postanowiłem jeszcze poczekać na bilety Wizz-a, które powoli robiły się coraz to tańsze. I tak pewnego dnia w Wizz Air wystartowała promocja :-20% na wszystkie loty dla osób z Wizz Discount Club". Od razu sprawdziłem cenę - 380zł w dwie strony. Długo się nie zastanawiałem i jeszcze przed południem bilety były moje! Co więcej, jakiś czas później w Wizz Air wystartowała kolejna promocja - ok. 30% zniżki na dodatkowy bagaż. W ten oto sposób również sporo udało mi się zaoszczędzić na bagażu, który na tych dłuższych lotach, w sezonie tani niestety nie jest. Co oczywiście nie zmienia faktu, że łącznie za bilet zapłaciłem ok. 600zł. Jak widać, Wizz Air znowu nie zawiódł.

W końcu nastał długo oczekiwany dzień wylotu. Około 7 rano wyszedłem z domu: tramwaj, pociąg i już kilka minut po godzinie 10 byłem na Dworcu Centralnym w Warszawie. Co prawda lot dopiero o godzinie 16.20, ale zawsze wolę jednak wyjechać nieco wcześniej, bo to różnie może być. Chwilę po mnie była także Natalia. Mieliśmy czas by spokojnie coś zjeść i wymienić pieniądze. Na lotnisko pojechaliśmy pociągiem. Połączenie Lotniska Chopina z centrum Warszawy linią kolejową było świetnym pomysłem. Pomyśleć, że niektórzy by to lotnisko najchętniej zamknęli i wybudowali nowe. Cóż... .


W terminalu akurat odbywała się odprawa na lot Emirates do Dubaju. Od razu sprawdziłem tablicę lotów i okazało się, że jeśli wszystko pójdzie szybko i sprawnie to zdążę zobaczyć start Boeinga 777! Udało się! Niestety zdjęcie żadne ładne nie wyszło, ale gdy wróciłem do Polski i byłem przez dwa dni w Warszawie to wróciłem na lotnisko specjalnie po to, by złapać Emirates'a! Oto i on! :)

Emirates Boeing 777 WAW-DXB
Na nasz lot chcieliśmy odprawić się już wcześniej, jednakże kazano nam wrócić na 2 godziny przed lotem, mimo że na tablicy z odlotami przy naszymi locie wyświetlała się informacja "Check-in Open". Jak wróciliśmy to była już spora kolejka do odprawy, ale wszystko szło sprawnie, podobnie jak kontrola bezpieczeństwa.


Trochę przed naszym lotem wylądował Airbus A320 linii Wizz Air o numerach HA-LYS- to jeden z tych, który posiada już nowe malowanie przewoźnika. Samolot ten miałem okazję spotkać kiedyś w Poznaniu. Wtedy, gdy Wizz Air świętował przewiezienie 100 milionów pasażerów (link). Maszyna ta lata w Wizzair od 30 czerwca 2015, czyli to bardzo młody egzemplarz. Miałem ogromną nadzieję, że to właśnie nim polecimy do Izraela. Jak chwilę później się okazało, przeczucie miałem dobre. Szybka kontrola paszportowa, boarding i już byliśmy na pokładzie samolotu o numerach HA-LYS. W końcu pierwszy lot landryną w nowym malowaniu! To taki mały prezent urodzinowy od Wizz'a! :) Wystartowaliśmy z małym opóźnieniem, co spowodowane było sporym ruchem na lotnisku.

Wizz Air, A320, HA-LYS, W61559 WAW-TLV


A poniżej zdjęcie naszego samolotu, tuż po starcie, z nami na pokładzie! O zdjęcie poprosiłem na Facebook'u na Grupie Miłośników Lotniska Chopina. Zdjęcie wykonał Krystian Truszkowski, za co bardzo dziękuję!

Wizz Air A320 reg. HA-LYS, W61559 WAW-TLV 6.09.2016 fot. Krystian Truszkowski
Na pokładzie powitały nas trzy panie stewardessy i jeden pan steward. Wśród pasażerów głównie polscy pielgrzymi lub Izraelczycy. Tych drugich zdecydowanie nie dało się nie zauważyć. Kiedyś gdzieś w Internecie spotkałem się z opinią, że dla stewardess loty do Izraela to jedne z tych najmniej lubianych i najcięższych. Na pokładzie głośno, a stewardessy wielokrotnie miały problem by przejechać z serwisem, bo Panie z Izraela ciągle stały gdzieś w przejściach. Ogólnie czułem się trochę jak na bazarze. Chociaż lot ten w porównaniu z powrotnym to był jeszcze całkiem przyjemny- na locie powrotnym ciągle musiałem wstawać, by kogoś przepuścić i co jakiś doznawałem wstrząsów na fotelu, jak ktoś z tyłu się o niego opierał. Nie, nie były to dzieci. W ten oto sposób już w samolocie miałem przedsmak tego, co czeka mnie w Tel Awiwie.... Poza tymi szczegółami leciało się całkiem przyjemnie, choć słuchawki na uszach to oczywiście obowiązkowo. Miałem miejsce 13F, czyli te z dodatkową przestrzenią na nogi, przy wyjściu ewakuacyjnym. Miejsce to udało mi się dokupić za... 7zł. Ogólnie są one sporo droższe, więc chyba był w systemie jakiś błąd. Grzechem byłoby nie skorzystać. :D


Na lotnisku w Tel Awiwie postaliśmy jeszcze trochę w kolejce do kontroli paszportowej. O samym lotnisku i kontrolach na nim więcej napiszę jeszcze w dalszej części tej notki.Wszystko poszło pomyślnie, więc odebraliśmy bagaże i wtedy już mogłem powiedzieć: "Jestem w Izraelu!". 


Do centrum Tel Awiwu pojechaliśmy pociągiem, za który zapłaciliśmy 13,50NIS. Ogólnie to niektóre ceny będę podawać w izraelskich szeklach, ale przelicznik jest mniej więcej 1:1. Na stacji kolejowej bez problemu można było połączyć się z Internetem, podobnie jak w pociągu czy na lotnisku. Ogólnie znalezienie jakiejś sieci Wi-Fi w Tel Awiwie do trudnych rzeczy nie należało. Nawet na plaży można było coś złapać.


Było już dość późno. Nie do końca wiedzieliśmy na której stacji jest nam lepiej wysiąść. Uczyniliśmy to na trzeciej i to okazało się być dobrym wyborem. Obawialiśmy się, że nie złapiemy już żadnego autobusu, a jednak udało się. Trochę nam to zajęło, ale ogarnęliśmy. Jeśli chodzi o bilety autobusowe, to jednorazowy przejazd kosztuje 5,90NIS, a bilety kupujemy u kierowcy.

NOCLEG

Założenie było takie, że nocleg ma być tani, gdyż osobiście za nocleg nie lubię przepłacać. Ceny w Tel Awiwie do tanich nie należą, więc w ogóle nie było mowy o jakimś hotelu.W grę wchodził jakiś hostel, bo lepiej zapłacić za nocleg mniej, a mieć więcej na własne wydatki na miejscu. Ostatecznie wybór padł na  OVERSTAY TLV HOSTEL zlokalizowany przy ulicy Derekh Ben-Zvi 47.


Głównym powodem tego wyboru była cena, gdyż za nocleg w pokoju wieloosobowym z klimatyzacją zapłaciliśmy ok. 70zł za noc. Przyzwyczajony jestem do cen w szwedzkich hostelach, gdzie rzadko płacę mniej niż 100zł za noc, więc cena jak najbardziej mnie satysfakcjonowała.


Hostel położony jest w niezbyt ciekawej okolicy, tuż przy jakiś warsztatach samochodowych. Blisko było do Starego Portu w Jaffie, natomiast dotarcie na plaże zajmowało nam jakieś 25 minut spacerkiem. W hostelu do dyspozycji gości był także bar na dachu oraz jacuzzi. Można było kupić tam piwo w cenie 13-20NIS- drożej niż w sklepie, ale taniej niż gdziekolwiek na mieście. Co nas bardzo tutaj zaskoczyło, do pokojów nie dostawało się kluczy. Trochę dziwne, ale jakoś do tego przywyknęliśmy. Pokoje typowe jak na hostel- 4 piętrowe łóżko. Mając łóżko na dole, trzeba było uważać na głowę, znowu łóżka górne nie miały ani drabinki, ani barierek. I mimo, że mam ponad 180cm wzrostu, cieszę się, że miałem łóżko na dole. Można by się nieco przyczepić do czystości, zwłaszcza w kuchni i do śniadania, które niby było, ale my z niego nie skorzystaliśmy ani razu, bo zbytnio nie zachęcało. Wiadomo, że to hostel więc nie spodziewałem się nie wiadomo jakiego śniadania, jednakże te kilka miseczek w kuchni: z sałatą, z marchewką i z jakimiś smarowidłami(bo szczerze mówiąc ciężko mi powiedzieć co tam dokładnie było...) do mnie nie przemówiły w ogóle. Mimo tych kilku minusów, było całkiem w porządku. Myślę, że gdybym jeszcze raz chciał wybrać się do Tel Awiwu na kilka dni i zależałoby mi na tanim noclegu, niewykluczone że skusiłbym się ponownie na ten sam hostel.



PLAŻE W TEL AWIWIE

Przeglądając różne blogi podróżnicze przed swoim wylotem do Izraela na wielu z nich czytałem, że to właśnie plaże są największą atrakcją tego miasta.Trudno się z tym nie zgodzić. Nie było dnia, żebyśmy nie spędzili tam choć chwili. Czy to w dzień, opalając się, czy taż wieczorem. Bo o każdej porze jest tam pięknie. Plaże rozciągają się na długości ok. 14km, w pobliżu nie brakuje luksusowych hoteli jak chociażby Hilton, a także znajduję się tam słynna promenada, na której spotkamy mnóstwo miejscowych biegających czy jeżdżących na rowerach.



Przy plażach często można spotkać tabliczki informujące o zakazie kąpieli, które po prostu oznaczają, że w miejscu tym nie ma ratownika. Jednakże spotkacie tam mnóstwo osób zażywających morskich kąpieli. No ale w Tel Awiwie ogólnie wszelkiego rodzaju zakazy są chyba tylko po to żeby były. Zakaz wprowadzania psów na plażę? Zakaz grillowania w parku przy promenadzie? Żebyście widzieli, jakie tam w piątek wieczorem odchodziły grille! Samochody na przejściach dla pieszych raczej się nam zatrzymywały, to fakt,  ale na przykład w połowie pasów. Tak, że nie było widać, czy jest już zielone, czy jeszcze czerwone.



Na plaży do dyspozycji plażowiczów wszystko co potrzeba: możliwość wypożyczenia leżaków czy parasoli, szafki na rzeczy czy toalety. Co ciekawe, w Tel Awiwie często ludzie, którzy chcą popływać proszą innych o popilnowanie swoich toreb czy plecaków. Jest to dosyć częste zjawisko. Z czasem w ogóle mnie to nie dziwiło.



Idąc brzegiem, gdy już mamy dość leżenia na plaży, warto zwiedzić stary port w Jaffie, który tuż obok plaż jest największa atrakcją tego miasta. Stamtąd także można zobaczyć, jak wspaniale prezentuje się linia brzegowa... :)











Leżąc na plaży mogłem podziwiać także samoloty, które latały tam co chwilę. W pobliżu znajduje się lotnisko Tel-Awiw Sde-Dov, które obsługuje samoloty wojskowe i ruch krajowy, więc z plaży można było podziwiać, jak samoloty (głównie linii ARKIA) zniżały do lotniska... :) Nieco wyżej na niebie dostrzec było inne samoloty, z pewnością lecące na główne lotnisko Tel Awiwu. Nie raz miałem okazję zobaczyć Boeinga 747 linii El-Al. :) Niestety żadnego ładnego zdjęcia nie udało się zrobić. :)


WIEŻOWCE

To także jeden ze znaków rozpoznawczych tego miasta. Gdy planowałem wakacje w Tel Awiwie, gdy oglądałem zdjęcia w Internecie, zdjęcia wieżowców zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Uwielbiam tego typu budynki. To także sprawiło, że zacząłem postrzegać to miasto jako ogromną, nowoczesną metropolię.






No właśnie, zacząłem postrzegać, jednakże rzeczywistość trochę rozczarowała. Piękne plaże, świetna infrastruktura w pobliżu plaż, w mieście mnóstwo drapaczy chmur, a gdzieś pomiędzy tym zupełnie coś innego. Nie brakowało starych budynków, które wyglądały jakby miały zaraz się rozsypać. Na temat czystości w mieście również można by mocno dyskutować, a idąc chodnikiem co jakiś czas trzeba było uważać, czy coś nie kapie nam na głowę. Na ulicach nie brakuje również bezpańskich kotów - jest ich tam mnóstwo! I o ile zdjęcia, które zobaczymy w Internecie, wpisując hasło Tel Awiw, mogą sugerować, że jest to miasto, które niewiele się różni od takich europejskich stolic jak Londyn czy Paryż, to jak już tam jesteśmy i poznamy to miejsce nieco lepiej to dostrzegamy, że ze wspomnianymi wcześniej miastami ma to niewiele wspólnego.

Tęczowe flagi to częsty widok w Tel Awiwie







JEDZENIE I CENY

Jak już wcześniej wspomniałem Tel Awiw do najtańszych miast nie należy. Na szczęście przyzwyczajony już jestem trochę do cen panujących w Skandynawii, więc aż takiego szoku nie doznałem. :) Były rzeczy, których ceny były kilkakrotnie wyższe niż w Polsce. Na przykład za jedno opakowanie jakiejś wędliny, która u nas kosztuje jakieś 3-5zł, tam zapłacić trzeba było około 16-20zł. Także mogę powiedzieć, że przez tydzień byłem wegetarianinem. :D Nic dziwnego, że w samolocie do Warszawy pierwsze co zrobiłem to zamówiłem kanapkę z kurczakiem! :D

Ale już na przykład 2-litrowa Coca-Cola w sklepie kosztuje jakieś 6-8zł, piwo ok. 8zł, jeśli chodzi o te zagraniczne typu Heineken, Tuborg czy Carlsberg, wtedy musimy zapłacić ok. 10-12zł.

am:pm Sieć sklepów, w Tel Awiwie jest ich mnóstwo. Tam robiliśmy większość zakupów.

Miejscem wartym odwiedzenia jest targ Carmel Market, gdzie wiele rzeczy można było kupić sporo taniej, w szczególności owoce. To właśnie w Tel Awiwie zjadłem najlepsze mango w życiu!


Ale nie tylko owoce były na targu tanie. Były również stoiska ze słodyczami, gdzie mogliśmy za 10zł kupić na przykład 5 Snickersów, gdzie w sklepie za takiego batona musielibyśmy zapłacić ok. 6zł. Na Carmel Market można znaleźć praktycznie wszystko. Artykuły domowe, które omijałem szerokim łukiem, bo ja niestety bardzo lubię takie rzeczy i ciągle coś kupuję, pamiątki czy kosmetyki z Morza Martwego. Ja na pamiątkę kupiłem sobie dwie rakietki z piłką do grania na plaży. Nie wiem, jak oni ten sport nazywają, ale wszyscy na plaży w to grają. Hałasuje to strasznie, ale miało to swój klimat! :D


Na bazarze jest oczywiście głośno! Każdy chce nam coś sprzedać, każdy sprzedaje najlepsze rzeczy! Jak widzą, że jesteś turystą to od razu zaczynają do Ciebie mówić po... rosyjsku. Znowu przydał się rosyjski, bo z językiem tym w Tel Awiwie można spotkać się na każdym kroku. Mieliśmy ten komfort, że Natalia mówiła po hebrajsku, a ja po rosyjsku, więc z komunikowaniem się większego problemu nie mieliśmy. Na targu oczywiście warto się targować, chociaż ja tego nie mam we krwi i nie jestem w tym dobry. :P


Jeśli nie chcecie zbankrutować na napojach to warto odwiedzić także sieć kawiarni "Cofix", gdzie wszystko kupicie za jedyne 5NIS! Lubiliśmy tam wpadać, po kawkę mrożoną! :)


W wielu miejscach możemy znaleźć także stosika oferujące świeżo wyciskane soki, np. z pomarańczy czy granata. Ceny wahają się między 10-20NIS. Osobiście żałuję, trochę że nie skosztowałem soku z granata.


McDonald's w Izraelu też oczywiście jest, ale wyjątkowo sobie odpuściłem. Będąc w Tel Awiwie koniecznie trzeba zjeść  falafela, którego można dostać praktycznie wszędzie. Ceny są różne. Jedliśmy falafela za 6 szekli, ale jedliśmy też takiego za 17 szekli. Oba były dobre, ten drugi jednak był bardziej obfity w różnego rodzaju dodatki, co nie zmienia faktu, że nawet ten za 6 szekli głód zaspokajał.




Ostatniego dnia, tuż przed wyjazdem wybraliśmy się jeszcze do lokalu "Dr. Shashouka", by zjeść tradycyjną szakszukę, czyli danie którego podstawą są pomidory i jajka. Osobiście danie smakowało mi bardzo i głodny stamtąd nie wyszedłem. Nawet upatrzyłem już sobie w Poznaniu jedno miejsce, gdzie można zjeść szakszukę na śniadanie i pewnego dnia się chętnie wybiorę. A może kiedyś nawet sam zrobię... :)






BEZPIECZEŃSTWO i LOTNISKO

Czy w Tel Awiwie jest bezpiecznie? To pytanie często zadają sobie osoby wybierające się tam. Też mnie to zastanawiało, często znajomi pytali, czy się nie boję. Był moment, że zacząłem się wahać, ale po przeczytaniu wielu relacji na różnych blogach stwierdziłem, że nie ma czego. I faktycznie, w trakcie całego wyjazdu ani razu nie poczułem się narażony na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Oczywiście, że wszelkie środki bezpieczeństwa w Tel Awiwie są mocno zaostrzone. Tam nie wejdzie się do galerii handlowej bez kontroli torebki. To samo jest na dworcach autobusowych czy kolejowych. Ale to w sumie powodowało, że czułem się jeszcze bardziej bezpiecznie.

Znowu port lotniczy Tel Awiw-Ben Gurion znane jest jako lotnisko o najbardziej zaostrzonych kontrolach. Po przybyciu do Izraela kontrola poszła dość sprawnie. To znaczy Natalia musiała odpowiedzieć na kilka pytań, po co, na ile, z kim przylatuje do Izraela, ale mnie już pytania ominęły. Jednakże trochę czasu zajęło, zanim kontrole paszportową udało nam się przejść. Ludzi było sporo, z czasem otwarte zostały kolejne stanowiska, jednakże nikt tam się nie spieszył, żeby poprosić kolejną osobę. Pani bardziej była zajęta smsowaniem z innym Panem pracującym na lotnisku, bo było widać, jak się do siebie uśmiechali i patrzyli w telefon. I tak na zmianę. Ale o ludziach jeszcze napiszę później.

Znowu przy powrocie do Polski, a wracałem już sam, cała moja kontrola trwała około dwóch godzin. Najpierw długa kolejka do odprawy biletowo-bagażowej. Już stojąc w kolejce Pan dwa razy sprawdził mój bagaż jakimś przyrządem. Następnie kontrola paszportu i kilka pytań odnośnie mojego bagażu. Poszło sprawnie, bo Pani podziękowała mi i mogłem udać się do stanowiska odprawy, bez jakiegoś dokładnego sprawdzania bagażu itp.. Po check-inie udałem się w kierunku odprawy paszportowej, po drodze jeszcze jeden Pan sprawdził mój paszport. Na kontroli paszportowej korzystałem z automatu, jednak coś poszło nie tak i musiałem pójść do tradycyjnego stanowiska. Tam bez problemu. No to kontrola bezpieczeństwa. Tutaj coś Pani nie spodobało się w moim bagażu podręcznym, więc trzeba było go przeszukać. Jak się okazało, był to mój wizytownik. Jednak to nie był koniec kontroli mojego bagażu. Pani wzięła mnie z bagażem na bok i sprawdzała każdy przedmiot, przejeżdżając go jakimś przyrządem. Gdy wszystko było ok, mogłem udać się do autobusu, który zabrał mnie do Terminalu 1, gdzie czekałem już na start swojego samolotu. Wszystko to zajęło 2 godziny. Kontrole jak widzicie szczegółowe, ale nie były jakoś bardzo nieprzyjemne, jak czytałem na niektórych forach.


Ogólnie rzecz biorąc wyjazd do Tel Awiwu był bardzo dobrym pomysłem. Odwiedziłem miasto, które jakiś czas temu jeszcze wydawało się trochę nieosiągalne. Jeśli ktoś z Was szuka idealnego miejsca na wypoczynek i plażowanie to Tel Awiw jest do tego dobrym miejscem. Sam bym z chęcią jeszcze tam poleciał. Jednakże nie jest to na pewno miejsce, w którym mógłbym zostać na dłużej. Mi bliżej do Skandynawii, gdzie wszystko jest uporządkowane. Tam o porządku i jakiś regułach ciężko mówić. Ludzie w sklepach nie zwracają na Ciebie uwagi. Nie usłyszysz "dzień dobry", bo oni zajęci są rozmową przez telefon. Na ulicy ciężko o "dziękuję", "proszę", czy "przepraszam". Nie ma co liczyć na to, że ktoś nam się usunie z drogi. Na niektórych przystankach o rozkładzie jazdy można było pomarzyć. A Pani w sklepie bardziej dbała o to, by nie połamać sobie paznokci, a jak ktoś o coś zapytał to... potrafiła nakrzyczeć. :D


Jak to mówią, co kraj to obyczaj. Jednakże Bliski Wschód to zupełnie nie moja bajka. Zwiedzić owszem, bo każde nowe miejsce, nowa kultura to zawsze jakieś ciekawe doświadczenie. O to też przecież chodzi w podróżowaniu.


To nie zmienia oczywiście faktu, że z Tel Awiwu wróciłem z mnóstwem fajnych wspomnień i zdjęć, z czego bardzo się cieszę! I dziękuję Natalii za wszystko! Gdyby nie ona, nadal Tel Awiw byłby na mojej liście miast do odwiedzenia. A tak już zaliczone! I to w bardzo dobrym towarzystwie, a zarazem ze świetnym przewodnikiem!


No comments:

Post a Comment