Sunday, February 7, 2016

Dlaczego tak bardzo lubię Szwecję?

Ci, którzy mnie dobrze znają dobrze wiedzą, jakim uczuciem darzę Szwecję. Ci, którzy mnie czytają, też pewnie zdążyli już to zauważyć. Szwecję uwielbiam już od dobrych kilku lat, wiele razy zdążyłem już ten kraj odwiedzić, a szczególnie jego stolicę - Sztokholm. Często ludzie mnie pytają, dlaczego? Co w tym kraju jest takiego wspaniałego? Wtedy nie wiem od czego mam zacząć. Dlatego też lektura książki Katarzyny Molędy "Szwedzi. Ciepło na Północy" zainspirowała mnie do napisania tego tekstu. Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z tej właśnie książki.


Na książkę polowałem od dłuższego czasu. W końcu udało ją się zamówić w promocyjnej cenie na stronie Matrasa i już jakieś 2 czy 3 dni później książka była w moim posiadaniu. Przed rozpoczęciem lektury czytałem kilka recenzji, między innymi na moim ulubionym Szwecjoblogu. W wielu recenzjach podkreślano to, że autorka zbyt mocno zachwala Szwecję. Że widać to, że kocha ten kraj, a troche krytykuje "polskość", co mnie wcale nie dziwi. Moi znajomi dobrze wiedzą, że często lubię sobie ponarzekać, na to co mi się w Polsce nie podoba i zawsze porównuje to do Szwecji. Mentalność Szwedów, ich podejście do wielu spraw jest zupełnie inne niż nas, Polaków. My lubimy narzekać. Zawsze. Jakkolwiek by nie było, zawsze znajdzie się coś, co jest nie tak. Zatem co tak bardzo w Szwecji cenię, a co irytuje mnie w Polsce?


-Możemy przyjść jeszcze dziś, tak około czternastej.
- Około czternastej jestem w pracy.
- Nic nie szkodzi, zostaw  nam klucz w tej skrzynce na dole, wrzuć, jak będziesz jechać do pracy.
To dialog między autorką książki a hydraulikami, którzy przyszli coś naprawić, jednakże zabrakło im jakiejś części, więc chcieli wrócić później, by to zrobić.  W Szwecji ludzie sobie ufają, o czym sa przekonałem się zaraz po przylocie do Sztokholmu. Recepcja w hostelu czynna była do 18, a ja dotarłem na miejsce trochę później- Panią z recepcji mijałem w drzwiach. Na szybie recepcji czekała na mnie koperta. A w niej... kod do drzwi do mojego pokoju. No bo skoro koperta jest dla mnie, to nikt inny przecież nie ma prawa jej otworzyć. Innym razem, w Malmö strasznie padał deszcz, a chciałem wyjść na miasto. Gdy tylko w recepcji wspomniałem o tym, że nie mam parasola - od razu go dostałem, usłyszawszy tylko "Oddasz, jak wrócisz" :) Ostatnio w Nyköping w jednym ze sklepów była promocyjna cena na kawę dla studentów. Spytaliśmy, czy rabat też nas dotyczy jeśli mamy polskie legitymacje. Pani powiedziała, że tak, sprzedała kawę po niższej cenie, nawet nie sprawdzając naszych dokumentów.

Ale w kwestii zaufania największym zaskoczeniem była dla mnie procedura potwierdzania podpisu. Kiedy składałam dokumenty do instytucji takich jak Urząd do spraw Migracji czy Urząd Podatkowy, wymagano potwierdzonej kopii paszportu. Już się zastanawiałem, gdzie będę po te potwierdzenie biegać, kiedy doczytałam, że "potwierdzić może członek rodziny, przyjaciel lub znajomy, uwierzytelniając dokument swoim podpisem i podając numer telefonu"

Tak, ja kiedyś aplikowałem na studia w Szwecji, które ostatecznie nie doszły do skutku. Wtedy również musiałem dostarczyć kopię swojego paszportu potwierdzoną przez kogoś. Potwierdziła mi ją koleżanka Milenka. Pamiętasz? :)

Malmö
Dla wielu obcokrajowców na tych kursach pierwszym zaskoczeniem jest odkrycie, że w Szwecji do wszystkich mówi się na ty. Do nauczyciela, do szefa, do rodziców, do nieznajomej staruszki, do posła, lekarza, księdza. [...] "ty" jest demokratyczne: nie widzi różnicy stanowiska, wieku ani płci. 
W Szwecji wszyscy są równi, do wszystkich zwracamy się na "ty". No, prawie do wszystkich, bo wyjątkiem jest rodzina królewska. Nie ma wątpliwości czy należy powiedzieć "cześć" czy "dzień dobry", bo zawsze możemy powiedzieć po prostu "hej"- będąc w Szwecji będziemy to życzliwe "hej!" słyszeć wielokrotnie. W Polsce nie jest tak łatwo. Kiedyś nawet rozmawiałem ze znajomą ze Szwecji, która mówiła mi, że ciężko było jej się  przyzwyczaić do polskiego sposobu zwracania się do wykładowców na polskiej uczelni. Jesteśmy bardziej oficjalni. Uczeń do nauczyciela nie mówi na ty, a nawet jak się trafi jakiś młody, nowoczesny nauczyciel, który sobie na to pozwoli, to nie jest to zbyt dobrze postrzegane. Ale i tak najbardziej nie mogę zrozumieć tego jak niektórzy nauczyciele w szkołach średnich wymagają by zwracać się do nich "Panie profesorze". W życiu w liceum nie użyłem takiego określenia. Bo niby dlaczego mam tak mówić do nauczyciela, który jest zaledwie magistrem? Na taki tytuł trzeba zapracować.



Wiele osób, które po raz pierwszy odwiedzają Szwecję, mówi o tym, co najbardziej rzuca się w oczy, są uśmiechnięci i pogodni ludzie. Tymczasem w Polsce pokutuje stereotyp "zimnego Szweda"
Zimy Szwed? Tak, słyszę to bardzo często od swoich znajomych, którzy nie byli nigdy w Szwecji. Szwedzi są mili i niezmiernie pomocni. W końcu razem ze swoimi sąsiadami - Norwegami i Duńczykami, zajmują czołowe miejsca wśród najszczęśliwszych narodów.


O ile jednak zagadnięty na ulicy Szwed na pewno odpowie uprzejmie, o tyle Szwed niezagadnięty dosyć rzadko odzywa się do obcych ludzi z własnej inicjatywy. Mniej też jest skłonny do wyświadczania przysług, o które wprost nie jest poproszony: żadna polska dama na pomoc w niesieniu walizki liczyć nie może. Ustępowanie miejsca w tramwaju czy w autobusie też nie jest tak oczywiste jak u nas. 

Fakt, raczej nie mamy co liczyć, że nieznajomy Szwed zaczepi tak o sobie nas na ulicy, ale jeśli już my o coś zapytamy- zrobi wszystko, by nam pomóc. Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Sztokholmie. Poleciałem tam sam. Tuż po wyjściu z dworca autobusowego zaczepiłem pewną Szwedkę, by spytać ją o drogę. Ta zamiast wytłumaczyć mi, w którą stronę mam iść od razu powiedziała, że idzie w tym samym kierunku, więc możemy iść razem. I tak poszliśmy, po drodze wspólnie rozmawiając. Wielokrotnie, gdy pytałem o drogę, Szwedzi pomagali jak tylko mogli. Często nie wiedzieli, gdzie dana ulica jest, ale wtedy od razu wyciągali swojego iPhone'a i sprawdzali na mapie. Innym razem, gdy wraz z kolegą szedłem do Globen, jeden Pan przeszedł kawałek z nami, by pokazać nam, gdzie mamy iść, choć sam szedł w zupełnie odwrotnym kierunku.  Jeszcze innym razem, jadąc autobusem z Kopenhagi do Malmö byłem jedynym pasażerem. Starszy kierowca przywitał mnie głośnym i życzliwym "Tjena" - to takie bardziej potoczne "cześć", powiedziałbym nawet, że takie nasze polskie "siema"? Od razu spytał mnie dokąd jadę. Ja powiedziałem, że na dworzec centralny w Malmö. No i Pan zatrzymał mi się praktycznie przed samymi drzwiami dworca, choć przystanek znajduję się kawałek dalej. Ostatnio w Nyköping, kupując kawę poprosiłem panią, by wydając resztę, 20 koron, dała mi nowy banknot. Ta powiedziała, że nie ma. Gdy powiedziałem, że szkoda, gdyż nigdy go jeszcze nie miałem i bardzo bym chciał, ta poszukała jeszcze raz dokładnie i gdzieś na samym dnie znalazła mi nowe 20 koron z Astrid Lindgren!



Na temat ustępowania miejsca w komunikacji miejskiej rozpisywać się nie będę. W Szwecji nigdy nie zwracałem na to szczególnej wagi, natomiast o tym jak to wygląda w Polsce można by napisać osobnego posta. U nas w opinii wielu ustępowanie miejsca to wręcz obowiązek. Niektórzy o swoje miejsce w tramwaju wręcz dopominają się i walczą. Szkoda tylko, że często są to osoby które aż tak tego miejsca nie potrzebują... .


Największą jednak różnicą - oprócz tego, że kierowcy jeżdżą wolniej, ostrożniej i bardziej przestrzegają przepisów- jest stosunek do pieszych. Piesi mają pierwszeństwo. Zawsze. Czasem można by, niestety, odnieść wrażeniem, że nawet wtedy gdy mają czerwone. Przepisy pozwalają na przechodzenie na czerwonym świetle, kiedy nie ma samochodów. Moim zdaniem mieszkańcy Sztokholmu trochę tego nadużywają. 
Tak! Jedna z tych rzeczy, którą w Szwecji zauważyłem od razu i zawsze ją podkreślam. Tam na pasach można przechodzić z zamkniętymi oczami. Co do czerwonego światła, na początku w Sztokholmie bałem się na nim przechodzić, choć widziałem, że wszyscy to robią. Szwecja jest droga, więc wizja mandatu za przechodzenie na czerwonym świetle trochę przerażała. Ale z czasem zacząłem przechodzić jak Szwecji. I w sumie dzięki tej książce dowiedziałem się, że wcale w ten sposób nie łamię przepisów! :)


Szwedzi lubią też śpiewu słuchać- w telewizji jest masa programów typu Idol, a poza tym coroczne, seryjne święto kiczowatego popu: Melodifestivalen. Festiwal Melodii to tak naprawdę eliminacje do Eurowizji- podczas kolejnych koncertów wyłaniani są finaliści, a zwycięzca jedzie na finał konkursu. Przed telewizorami zasiadają miliony Szwedów, rodzinnie(dzieci uwielbiają festiwal), a w dniu finału na ulicach jest jakby puściej. 
Szwedzi Melodifestivalen kochają, choć autorka książki zdecydowanie ich entuzjazmu nie podziela. Ja Melodifestivalen uwielbiam i oglądam od kilku lat. Dla mnie, poza muzyką, to także doskonała lekcja szwedzkiego. A więcej o festiwalu przeczytać możecie tutaj!
Jeśli chodzi o obsługę, różnica między polskimi a szwedzkimi sklepami jest spora. Pierwsze, co zawsze zestresowanemu Polakowi, który nie ma chwili do stracenia, rzuca się w oczy to powolność sprzedawców. Krojenie wędliny w plasterki zajmuje wieczność. Pakowanie bluzki, wkładanie sprzętów do pudełka- wszystko to robi się w skupieniu, nieśpiesznie, starannie. Jeśli podczas tych powolnych operacji ustawi się kolejka, nie wpływa to w najmniejszym stopniu na ekspedienta, który metodycznie wykonuje swoje zadania.
"Czy może Pan zawołać kogoś jeszcze do kas?" Tego typu pytanie pewnie słyszeliście nie raz. Czy to w Biedronce, czy w jakiejś odzieżowej sieciówce. Uwierzcie, że jest to jedno z najmniej lubianych przez sprzedawców pytań. Czy ludzie naprawdę myślą, że osoba kasująca nie zawołałaby do pomocy kogoś, jeśli by miała taką możliwość? Najwidoczniej zawołać nie ma kogo i dwoi się i troi by jak najszybciej rozładować kolejkę. W zamian za to usłyszy, że bluzka jest źle złożona. Mało tego, jedna osoba nie zdąży odejść jeszcze od kasy, a kolejna już stoi mu za plecami. Nie wiem, jak wy, ale ja tego nie lubię. Zarówno jako klient, jak i sprzedawca. W Szwecji często jest specjalny system wołania do kas, w wielu miejscach musimy pobrać numerek. Nikt nie podjedzie do kasy w sklepie czy w banku, gdy nie zostanie zawołany. W Polsce też można coraz częściej spotkać sklepy z jedną kolejką, gdzie sprzedawcy wołają do konkretnego stanowiska. Niestety klienci często ich wyprzedzają....
Mężczyźni też mają tu fryzury! (Trochę inaczej niż bardzo wielu mężczyzn w Polsce, którzy ich z kolei nie mają.). Mój szwedzki przyjaciel po pierwszej wizycie w Polsce spytał: Dlaczego wszyscy faceci mają identyczne strzyżenie, a raczej przycięcie maszynką ustawioną na kilka milimetrów?[./..] Kolory, fasony, pasemka i style fryzur męskich są tu przeróżne. [...] W ogóle faceci świetnie tu wyglądają i są bardzo zadbani. Nie mniej, a często nawet bardziej niż kobiety wymuskani i wystylizowani. Słyszałam nawet, że zdaniem niektóryhch macho-Finów wszyscy faceci w Szwecji to geje, bo kto to widział, żeby heterycy tak się stroili i pielęgnowali. [...] Szwedzi miejscy ubierają się bardzo dobrze: idąc przez miasto z przyjemnością oglądam sobie ludzi. 

Kiedyś obiecałem sobie, że pójdę w Szwecji do fryzjera. Zawsze podobały mi się oryginale fryzury Szwedów, jednakże gdy zobaczyłem cennik stwierdziłem, że wolę te pieniądze przeznaczyć na coś innego. Szwedzi mają styl, to fakt. Zdarzają się tacy, którzy są trochę w tym wszystkim przekombinowani, ale nie wszyscy tacy są. A nawet jeśli ktoś taki jest, nikt specjalnie nie  zwraca na to uwagi. Eleganckie ciuchy, zawsze starannie dopasowane, czasami nawet można mieć wrażenie, że o rozmiar za małe. Mają też w czym wybierać, bo jest wiele fajnych skandynawskich marek, które sam bardzo też lubię. A i tak najlepszy jest dla mnie widok, jak tylko temperatura przekroczy 0 stopni i Szwedzi zaczynają rozpinać swoje kurtki i podwijać nogawki.... :)
Mam nadzieję, że powyższe przykładowe cytaty zachęcą do lektury książki "Szwedzi. Ciepło na północy". To naprawdę tylko garstka przykładów. Z książki możecie dowiedzieć, że jeszcze więcej ciekawostek o Szwedach. Jeśli ktoś z moich znajomych chciałby tę książkę przeczytać, oczywiście mogę pożyczyć.

A może ktoś z Was był w Szwecji lub ma wśród swoich znajomych Szwedów? Jakie macie doświadczenia z tym krajem i jego mieszkańcami? Jest coś, co Wam się podoba, a być może Was irytuje? 




15 comments:

  1. Porównywanie Szwedów do Polaków to jak osła do psa. To jest całkwiem inna kultura, całkiem inny klimat, inna mentalność ludzi, i przede wszystkim INNA HISTORIA! To w duzej mierze ona ukształtowała nas Polaków! Trzy zabory, I wojna światowa, II wojna światowa, komunizm, bieda. Wtedy Szwedzi żyli jak pączki w maśle, podczas gdy Polacy walczyli z okolicznościami historii. Jeszcze dużo wody w Wiśle musi przepłynąć, jeśli w ogóle zbliżymy się (jeżeli w ogóle) do Szwedów.
    Kolejna rzecz to zamożność. U nas w Polsce liczy się każda złotówka, gdyż jesteśmy biedniejsi. Szwedzi pieniędzy mają pod dostatkiem stąd żyją spokojniej i nie są tacy "chciwi".
    Co do przechodzenia na pasach to w Szwecji żyje ok. 10mln, a w Polsce ok. 38mln. na zdecydowanie mniejszej powierzchni = mniej samochodów.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak, bez wątpienia historia miała tu spory wpływ. Gdybyśmy byli zamożniejsi, to też może pewne rzeczy postrzegalibyśmy inaczej...

      Delete
  2. Nie byłam nigdy, ale chętnie bym się w końcu do Szwecji wybrała. Moje uwielbienie jednak to Italia, bo i klimat i temperament jest mi bliższy:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja znowu nie byłem we Włoszech, ale Mediolan ostatnio kusi. :)

      Delete
  3. no cóż, same plusy, przedstawiłbyś też jakieś minusy, żeby nam, Polakom, nie było przykro :P a co do tego "profesora" w szkole, to popieram, jak ktoś tak się do mnie zwraca, to od razu poprawiam, że takiego tytułu jeszcze nie zdobyłem :]

    ReplyDelete
    Replies
    1. I to jest nauczyciel! :) A co do minusów Szwecji? Czym dalej na Północ, tym zimniej i ciemniej :P

      Delete
  4. No bo jak tu nie kochać Szwecji??? :)

    ReplyDelete
  5. Nieźle, też muszę się w końcu do tej Szwecji wybrać. Bardzo ciekawie piszesz! A co do sklepów to z takim brakiem kultury spotkałam się tylko i wyłącznie w Polsce. To bardzo smutne, ale prawdziwe. Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. No niestety. A Szwecję jak najbardziej oczywiście polecam :)

      Delete
  6. Ze Szwecją na razie łączą mnie kryminały ☺ Ale to kolejny ciekawy kraj i kultura do odkrycia ☺

    ReplyDelete
  7. Ze Szwecją na razie łączą mnie kryminały ☺ Ale to kolejny ciekawy kraj i kultura do odkrycia ☺

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też je uwielbiam :) W szczególności te, których akcja dzieje się w Sztokholmie, gdyż czytając o pewnych miejscach, od razu sobie je przypominam.... :)

      Delete
  8. Byłam w Szwecji raz. Wybrałam się do miejscowości na poludniu kraju i obie bardzo przypadły mi do gustu. Te ich domki,porządek, właśnie pomocna dłoń gdy o coś się zapyta, uśmiechy pani siedzącej na kasie w Mc Donald's. Chętnie wybrałabym się raz jeszcze do Szwecji,tym razem albo do stolicy,albo gdzieś na północ.
    Tę książkę mam na liście do przeczytania. Uwielbiam jednak "Dzieci z Bullerbyn " ❤

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak, "Dzieci z Bullerbyn" nie da się nie lubić! <3 :) Chciałbym kiedyś przeczytać w oryginale po szwedzku, ale to jeszcze czas... :)

      Delete