Thursday, December 3, 2015

Wtorkowe przedpołudnie w Szwecji - Nyköping 1.12.2015

Wielokrotnie na blogu pisałem o tym, jak polecieć samolotem za granicę i jeszcze tego samego dnia wrócić. Ja w ten sposób byłem już w Norwegii, Holandii, Wielkiej Brytanii, aż w końcu nadszedł czas na Szwecję. Wykorzystując loty linii Wizz Air z Poznania do Sztokholmu(Skavsta) postanowiłem odwiedzić wraz ze znajomymi szwedzką miejscowość Nykoping. Pomysł tak krótkiego wypadu dla wielu wydawał się śmieszny, a nawet wręcz nie do zrealizowania. Każdy myślał, że nie ruszymy w ogóle poza lotnisko. A jak było w rzeczywistości? O tym w dzisiejszej fotorelacji!


Nasz poranny lot oznaczony numerami W61971 zaplanowany był na godz. 6, także spania za dużo nie było. Mimo jakiś 2, może 3 godzin snu problemów ze wstawaniem nie było, przynajmniej u mnie. W końcu to kolejny lot przede mną! Szybka kąpiel, śniadanie, zabranie tego, co najpotrzebniejsze i można było dzwonić po taksówkę. Niestety o tej porze dojazd komunikacją miejską zająłby mi sporo więcej czasu, a co za tym idzie- musiałbym jeszcze wcześniej wstać. Całe szczęście poznańska Ławica jest blisko miasta, stąd taksówka nie jest jeszcze takim kosmicznym wydatkiem, jak na przykład w Krakowie. 80zł kiedyś bolało bardzo, ale nie było wyjścia. 

Gdy przyjechałem na lotnisko, Hubert, Monika, Teresa oraz Mateusz już na mnie czekali. Do odlotu mieliśmy jeszcze trochę ponad godzinę. Udaliśmy się w kierunku kontroli bezpieczeństwa, gdzie obyło się bez większych kolejek. Boarding rozpoczął się o czasie i także poszedł sprawnie, dzięki czemu dość szybko znaleźliśmy się na pokładzie naszego Airbusa A320.


Ku mojemu zadowoleniu, samolotem, który miał obsługiwać nasz lot okazała się być maszyna o numerach HA-LYN, czyli bardzo młody egzemplarz we flocie Wizzair, który swój pierwszy lot w różowych barwach wykonał 22 kwietnia tego roku. Poniżej zdjęcie naszej landryny, które zrobiłem z tarasu tuż po powrocie do Poznania. 


Wystartowaliśmy punktualnie, lot bardzo spokojny. Mimo małej ilości snu, o spaniu podczas lotu nie było mowy. Przecież około 3 miesięcy z niecierpliwością wyczekiwałem tego lotu, a dla pozostałych był to pierwszy lot w życiu. Załoga pokładowa składała się z 4 Pań, a szefową pokładu była Pani Magda. W czasie lotu powitał nas także pilot, który podał nam szczegóły dotyczące naszego rejsu,a informacja o  tym, że warunki do lądowania są dobre zdecydowanie była dla mnie tą najistotniejszą. Po zakończonym serwisie pokładowym rozpoczęliśmy zniżanie do lotniska Skavsta. Z czasem zaczęliśmy dostrzegać ląd i małe wysepki- charakterystyczny obrazek w przypadku lądowania na skandynawskich lotniskach. Lądowanie? Idealne! Żadnego szarpnięcia, nic! Brawa dla pilota!




Wylądowaliśmy 10 minut przez rozkładowym czasem, Na więcej nie było szans, gdyż lecieliśmy pod wiatr. Dlatego też nie zdążyliśmy na wcześniejszy autobus do Nyköping, no ale z tym się w sumie liczyliśmy, że będziemy musieli pojechać kolejnym, który odjeżdżał o 8.27.


Na płycie lotniska Skavsta kolejna miła niespodzianka, gdyż z Gdańska przyleciał samolot o numerach HA-LYT, czyli jeszcze nowsza maszyna we flocie Wizza, która posiada już nowe malowanie przewoźnika. W ten oto sposób po raz drugi widziałem samolot węgierskiego low-costa w nowym malowaniu. Pierwszy raz miał w miejsce w Poznaniu, gdy linia ta świętowała przewiezienie 100 milionów pasażerów, o czym poczytać możecie tutaj! Jak się okazuje, miałem szczęście, gdyż z tego co widzę to dziś już HA-LYT bazuje w Skopje.

Autobus przyjechał, choć z kilkuminutowym opóźnieniem. Z lotniska Skavsta do Nykoping kursuje autobus linii 515. Bilety kupić możemy na lotnisku, w hali odlotów, w tym samym punkcie, w którym kupić możemy bilety na autokary Flygbussarna do Sztokholmu. Jednorazowy bilet kosztuje 26SEK. Można kupić od razu także bilet na powrót. Do autobusy wsiadamy przodem i kasujemy bilet.

Po około 10 minutach jazdy byliśmy na dworcu autobusowym w Nyköping (Bussterminalen). Wcześniej autobus zatrzymuje się jeszcze na dworcu kolejowym (Centralstation), Popatrzeliśmy na zegarki i okazało się, że mamy równe dwie godziny do spędzenia w tej szwedzkiej miejscowości, więc nie czekając ani chwili rozpoczęliśmy spacerowanie po miasteczku.


Nie mieliśmy żadnego konkretnego planu, więc początkowo poszliśmy po prostu przed siebie. Pierwsze co nam rzuciło się w oczy, to okna ozdobione świątecznymi gwiazdami czy świecznikami. Ciężko było o okno bez którejś z tych ozdób. Po powrocie o świecznikach udało mi się doczytać na blogu "Hemma hos Johansson".

Po chwili jednak skorzystaliśmy z mapy, którą zabraliśmy i wyruszyliśmy w kierunku portu, a następnie centrum miasta. Nyköping to malutkie miasteczko, gdyż zamieszkuje je ok. 30tys. mieszkańców. Jednakże należy pamiętać o tym, że szwedzkie realia są nieco inne. Tam Uppsala, która jest czwartym największym miastem w Szwecji ma ok. 140 tys. mieszkańców, a to mniej więcej tyle co w Polsce ma... Rybnik.




Pogoda nam bardzo dopisała. Sprawdziły się wszelkie prognozy i choć było chłodno, bo na chodnikach utrzymywały się przymarznięte kałuże, to cały czas świeciło słońce. Także był lekki skandynawski powiem chłodu, jednakże bardzo ubolewaliśmy, że nie ma śniegu, gdyż po cichu liczyliśmy trochę na to.






Oprócz spaceru weszliśmy także do supermarketu ICA, by kupić trochę szwedzkich słodyczy. Standardowo były to czekolady Marabou, cynamonowa bułeczka (kannelbulle), a także po raz pierwszy skusiłem się na Julmust. To taki tradycyjny szwedzki napój bożonarodzeniowy. Gdzieś kiedyś nawet czytałem, że w Szwecji sprzedaż coca-coli w grudniu bardzo spada właśnie ze względu na popularność Julmustu. Przed odjazdem z miasta wypiliśmy jeszcze po kawie, na którą otrzymaliśmy nawet rabat studencki. Duża czarna kawa kosztowała zaledwie 15SEK, czyli jakieś 7,50zł. To naprawdę mało jak na szwedzkie ceny.


Wtedy też poprosiłem Panią kasjerkę, czy mogłaby wydać mi nowe 20 koron, gdyż niedawno w Szwecji pojawiły się nowe banknoty,  które póki co występują razem z tymi starymi. Pani początkowo stwierdziła, że niestety nie ma, jednakże jak powiedziałem, że bardzo bym chciał, bo nigdy jeszcze takiej nie miałem, to Pani jeszcze raz dokładnie sprawdziła i gdzieś na dole znalazło się nowe 20 koron z wizerunkiem znanej pewnie większości z Was... Astrid Lindgren. :) Po raz kolejny w Szwecji doświadczyłem tego typu życzliwości. I jak ja mam ich nie uwielbiać? :)










Autobus powrotny przyjechał o czasie. Kilka minut po godzinie 11 byliśmy już na lotnisku, gdzie jeszcze zrobiliśmy małą sesję zdjęciową i następnie udaliśmy się na kontrolę bezpieczeństwa, którą przeszliśmy bardzo szybko i bezproblemowo. Lotnisko Skavsta to małe, typowo low-costowe lotnisko, które nie ukrywam, że jest jednym ze słabszych lotnisk, na jakich byłem. Największym plusem lotniska jest obsługa. Chociaż ja to w Szwecji na każdym lotnisku, na każdym dworcu, czy też w każdym sklepie mam wrażenie, że ludzie są bardzo mili i pomocni.





Nasz samolot, który przylatywał z Wrocławia, pojawił się ok. 10 minut wcześniej przed rozkładowym czasem przylotu. Boarding poszedł sprawnie i po chwili na pokładzie powitała nas ta sama załoga, z którą o godzinie 6 wylatywaliśmy z Poznania.



Dla nas to był 2 lot tego dnia, natomiast dla załogi czwarty. Pogoda dobra, to i widoki przez okno piękne. Tym razem lecieliśmy z wiatrem, więc lądowanie około 30 minut przed czasem wcale nie dziwi. Zniżaliśmy, tak jak obstawiałem, od strony miasta, jak ja to mówię, także mogliśmy z góry podziwiać znane nam miejsca w Poznaniu, między innymi Inea Stadion. Fajnie ląduje się w mieście, w którym się mieszka. :)








W momencie wysiadania z samolotu akurat startował samolot skandynawskich linii lotniczych SAS do Kopenhagi. Jak się potem dowiedziałem, lotem tym podróżowały między innymi polskie piłkarki ręczne, które 5 grudnia rozpoczną swój udział w Mistrzostwach Świata w piłce ręcznej. 

W ten oto sposób o 6 rano wyleciałem z Poznania, by o 13.30 z powrotem być na miejscu. Zaliczyłem dwa loty samolotem, odwiedziłem kolejne szwedzkie miasto, skosztowałem Julmustu, zjadłem swoje ulubione szwedzkie słodkości, a i kilka razy powiedziałem do kogoś coś po szwedzku. Czy było warto? Tak, zdecydowanie! I nie wykluczone, że kiedyś to powtórzę. Tym bardziej, że taka możliwość będzie dostępna także w sezonie letnim, także kto wie.. . :)



Dziękuję swoim współtowarzyszom, za wspólny wyjazd. Fajnie, że kolejne osoby zobaczyły, że latanie może być fajne. Część z nich pytała o kolejne loty, także chyba się podobało. :) Cieszę się, że po raz kolejny miałem okazję lecieć z poznańskiego lotniska. Te loty umocniły tylko Ławicę na pierwszym miejscu wśród najczęściej wybieranych w tym roku przeze mnie lotnisk w Polsce. Ale do statystyk powrócę jeszcze niebawem, bo to już powoli ten czas na roczne podsumowanie. Jednakże już mam nadzieję, że w przyszłym roku poznańskie lotnisko jako pasażer będę odwiedzać jeszcze częściej. Bo przecież jak nie latam to również tam bywam. A jak! Pozdrowienia także dla całej załogi naszych lotów. Zawsze mam ogromny szacunek dla pracy wykonywanej przez stewardessy i pilotów. W końcu to oni dbają o nasz komfort i bezpieczeństwo. A do Wizzaira mam ogromny sentyment i cieszę się, że po raz kolejny linia ta mnie nie zawiodła i do swojej listy mogę dopisać dwa kolejne, udane loty... . ;) Po przylocie do Poznania na jednej z grup poświęconych lotnictwu znalazłem zdjęcie z mojego lotu. Jak się później okazało, nie tylko my lecieliśmy "na kawę" do Szwecji. :) Czyli jak widzicie takich jak ja jest więcej. :)


Także grudzień rozpoczął się fantastycznie. Głęboko wierzę, że cały miesiąc będzie udany. Choć oczywiście na żadne loty w tym roku już szans nie ma... :) Pod tym względem to nie pozostaje nic jak czekać na to, co przyniesie kolejny rok. :)

6 comments:

  1. Lubie czytać takie relacje, sama myślę coraz częściej o tym, aby zrobić sobie taka krótką wycieczkę :-)

    ReplyDelete
  2. Swietny pomysł :) Szkoda, że lot powrotny nie był później, żeby spędzić na miejscu więcej czasu.
    Ale mi narobiłeś "smaka" na taki wypad! Ale z maluchem to już nie tak prosto, bo niezbyt zdrowe takie latanie :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na dłużej można polecieć np. z Gdańska. :) No ale domyślam się, że z dzieckiem to już nie jest tak łatwo po prostu sobie polecieć... . :)

      Delete
  3. Butelkę Julmustu kupiłeś na lotnisku czy w Nykoping? Jeśli to drugie jak Ci się udało z nią przejść :)

    ReplyDelete
  4. Julmust kupiłem w Nykoping i nie było mu dane polecieć ze mną do Polski, bo wypiłem :)

    ReplyDelete