Tuesday, September 15, 2015

Londyn w jeden dzień - 10.09.2015

Jakiś czas temu pisałem o tym, Jak zorganizować sobie jeden dzień w Londynie. W końcu i mi udało się zrealizować taki krótki wypad do stolicy Wielkiej Brytanii! Jak wrażenia, co udało się zobaczyć? O tym w dzisiejszej fotorelacji!

Westminster Station na tle Big Bena
Samolot do Londynu mieliśmy o 6.15, więc postanowiliśmy już o 4.30 zamówić taksówkę, by ok. 5 być na poznańskiej Ławicy. Tak też zrobiliśmy, a tuż po przyjeździe na lotnisku udaliśmy się na krótką wizytę na tarasie, by zobaczyć wszystkie bazujące tu samoloty. 2 Airbusy linii Wizz Air, LOT, Lufthansa, Enter Air i SAS, czyli bez niespodzianek. Chociaż nie, jedna niespodzianka była. Samolot skandynawskich linii, który "nocował" w Poznaniu nie był to model CRJ-900, który dotychczas operował na porannym locie do Kopenhagi, a mniejszy ATR. Nie wiem, czy to jakaś zmiana na dłużej, czy tylko jakaś pojedyncza sytuacja. Po cichu liczyłem także na samolot Wizza w nowym malowaniu, ale wiedziałem, że takiej niespodzianki nie będzie, gdyż przejrzałem dzień wcześniej Flightradar, by sprawdzić, gdzie bazuje dany samolot. Ale wywnioskowałem, że jest szansa by "nowego Wizza" spotkać w Londynie. :)

Poznań Ławica Airport(POZ)
Przy kontroli bezpieczeństwa mała kolejka, ale szczerze mówiąc spodziewałem się większej. Kontrolę przeszliśmy szybko  i sprawnie, choć ja na bramce zapiszczałem. Ale nic dziwnego, jak z kieszeni zapomniałem wyjąć kilka monet. Po kontroli od razu udaliśmy się do kontroli paszportowej i przeszliśmy do strefy non-Schengen. Tam czekaliśmy na rozpoczęcie boardingu. Gdy tylko ktoś z obsługi naziemnej pojawił się przy naszym stanowisku, od razu utworzyła się długa kolejka. My siedzieliśmy dalej. W międzyczasie chciałem podładować trochę telefon, bo klika procent baterii zdążyło się zużyć, ale jak się okazało - żadne z 4 gniazdek znajdujących się obok nas nie działało.


Gate 8: boarding time!
Nasz dzisiejszy samolot to Airbus A320 o numerach HA-LPN. W czasie wsiadania do samolotu udało się także całkiem ładnie uchwycić Boeinga 737 w malowaniu Enter Air o numerach SP-ENB.

Wizz Air's Airbus A320 reg. HA-LPN


Enter Air, Boeing 737 reg. SP-ENB
Na pokładzie samolotu powitała nas załoga, jednakże żadnej z Pań nie kojarzyłem z moich wcześniejszych lotów ani z rekrutacji do Wizz Air, na której kiedyś byłem. Lot bardzo spokojny, bez żadnych turbulencji. Mimo, iż ani ja, ani Jarek nie mieliśmy miejsc przy oknie, udało nam się co nieco ujrzeć. Jak to tradycyjnie na tej trasie bywa, najpiękniejsze widoki mieliśmy, gdy przelatywaliśmy na Holandią, a w szczególności jej linią brzegową. Jakieś jedno zdjęcie udało nam się zrobić. Ale ono nie oddaje tych pięknych widoków, które były. :)


W Luton powitała nas piękna pogoda i mnóstwo lądujących, jeden po drugim, samolotów linii Wizz Air. Wypatrywałem, czy np. z Budapesztu czy Bukaresztu nie przyleciała "landryna" w nowym malowaniu, ale niestety. Na pocieszenie mogę dodać, że udało się zobaczyć po raz pierwszy nowe malowanie EasyJet'a.

Easy Jet w swoim nowy malowaniu 

London Luton Airport
Do Londynu pojechaliśmy nieco wcześniej niż planowaliśmy. Nie wiedzieliśmy, ile zajmie nam kontrola paszportowa, do której o tej porze są zawsze spore kolejki, więc kupiliśmy bilety z bezpiecznym zapasem czasowym. Jednakże wszystko poszło całkiem sprawnie. Spytaliśmy Pana z "National Express" czy możemy pojechać wcześniejszym autobusem. Ten powiedział, że nie ma problemu i mamy ustawić się w kolejce. W ten oto sposób w centrum byliśmy jakieś pół godziny wcześniej niż planowaliśmy. W autobusie bez problemu podładowaliśmy sobie telefony. Wi-Fi, które być powinno, niestety nie działało. 


Na Victoria Station od razu udaliśmy się po jakąś kawę i bilety na metro. Powiedzieliśmy, że chcemy tylko przez jeden dzień pojeździć po ścisłym centrum Londynu, więc Pani załadowała nam Oyster kart za 5 czy 6 funtów. Bez Oyster Card przejazdy są o wiele droższe. O ile dobrze zrozumiałem, bez karty Oyster za dobowy bilety musielibyśmy zapłacić 12 funtów. Karta Oyster kosztuje 5 funtów plus doładowanie, z tym, że można ją zwrócić, ale nie wiem jaką kwotę dokładnie zwracają. Czy całe 5 funtów, czy tylko część. 


Zwiedzanie Londynu tradycyjnie rozpoczęliśmy od Buckingham Palace, pod którym tłumnie gromadzili się turyści. Następnie przeszliśmy się przez Green Park, w którym spotkać możemy... wiewiórki. :)
Buckingham Palace

Buckingham Palace

Poranna kawa przed Buckingham Palace

Jedna z wielu wiewiórek w Green Parku
Next station: Westminster. Czyli nasza pierwsza przejażdżka metrem pod Big Bena i rzut okiem na London Eye. Choć dystans ten spokojnie możemy przejść pieszo, my stwierdziliśmy, że to już pora na pierwsze użycie naszych Oyster Card. Po drugie, ja londyńskie metro uwielbiam. Choć pewnie gdybym tam mieszkał i codziennie dojeżdżałbym tak do pracy, mówiłbym inaczej. :)

Gdzie by tu teraz pojechać? :)
Pod Big Benem czasu trochę pobyliśmy. Wiadomo, zrobienie idealnego selfie trochę zajmuje. :D Tam też przyjechała do nas Milena - ta sama Milena u której byłem w Madrycie. Bo my z Milenką to nie ważne gdzie nas poniesie - i tak się spotkamy! :)

London Eye, na które zawsze szkoda mi pieniędzy :)


Ja, Jarek i... Big Ben! 

Jest Big Ben, czerwony autobus i od razu wiadomo gdzie jesteśmy!

Kolejne miejsce, które my, a w szczególności Jarek, który pierwszy raz był w Londynie, musieliśmy zobaczyć to Tower Bridge. Podjechaliśmy metrem, następnie przespacerowaliśmy się trochę wzdłuż Tamizy, wcześniej widzieliśmy jeszcze mierzącego prawie 310 metrów wysokości drapacza chmur - The Shard, a także przeszliśmy przez Borough Market- taki targ z jedzeniem z całego świata. Szybko uciekaliśmy stamtąd, bo robiliśmy się od razu głodni.  A idąc wzdłuż Tamizy mogliśmy zobaczyć londyńskie City czy St. Paul's Cathedral. A nad nami nie brakowało ciągle latających samolotów.

British Airways!


Tower Brigde

A tu Swiss!

widok na City! Uwielbiam!

Następnie znowu wsiedliśmy w metro, a następnie zrobiliśmy sobie krótką przerwę w McDonald's, bo zrobiliśmy się trochę głodni, a w gazecie "Metro" znaleźliśmy kupony, dzięki czemu za 2 funty mogliśmy kupić Big Maca ze średnimi frytkami na przykład. :)

My z Milenką! 

Czasu było coraz mniej, a my w planach mieliśmy jeszcze kilka miejsc w okolicy do odwiedzenia. Zaczęliśmy od Trafalgar Square, a stamtąd udaliśmy się na Picadilly Circus, a następnie w okolice China Town, w poszukiwaniu niedrogich pamiątek. :) Pozwoliliśmy sobie także zajrzeć do M&M's World! 

Trafalgar Square


M&M's World

Piccadilly Circus

Na sam koniec zaliczyliśmy krótką wizytę w Primarku. Mieliśmy sobie odpuścić, ale Milena stwierdziła, że niedaleko miejsca w którym byliśmy jest jeden sklep tej sieci, więc pozwoliliśmy sobie wejść. Szybko przeszliśmy przez dział męski, ale nic specjalnego nie rzucało się nam w oczy. Chyba pierwszy raz wyszedłem z Primarka z niczym, nawet skarpetek nie kupiłem. Gdybym miał więcej czasu, pewnie bym coś znalazł, a tak to sobie odpuściłem.

London calling!
Z Victorii odjazd na lotnisko Luton zaplanowany mieliśmy na 16.40. Wolałem kupić nieco wcześniejszy kurs, gdyż obawiałem się, że o tej godzinie mogą być spore korki w Londynie. Jak się okazało, wcale się nie myliłem. Nasz autobus przyjechał z ok. 30-minutowym opóźnieniem, a z samego Londynu wyjeżdżaliśmy ok. półtorej godziny, a cały nasz przejazd trwał dobrze ponad 2 godziny.

Jednakże dzięki temu, że na lotnisko wyjechaliśmy odpowiednio wcześnie, nie musieliśmy się martwić o to, czy zdążymy na samolot. Mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc zdążyliśmy coś zjeść, a następnie przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa, na której, o dziwo, nie było kolejek. Później oczekiwanie na lot. Nie ukrywam, lotnisko Luton jest jednym z najmniej lubianych przeze mnie lotnisk. Co mnie najbardziej tam irytuje? To że nie ma gdzie usiąść, ale sklepów jest pod dostatkiem. Typowo komercyjne lotnisko. No i to wyczekiwanie, aż wyświetli się gate, pod który mamy się udać, na 30 minut przed lotem. Wszyscy wyczekują, wpatrują się w tablicę i nagle start!

Co z tego, że numer bramki się wyświetlił, że w kolejce się ustawiliśmy, jak po pewnym czasie usłyszeliśmy, że nasz lot jest opóźniony. Niby nie dużo, ale ostatecznie wystartowaliśmy z ok. 40-50 minutowym opóźnieniem, które na trasie udało się minimalnie nadrobić. Szczerze mówiąc to opóźnienie wcale mnie nie dziwiło. Często jak patrzę na tablicę lot to ten lot jest choć minimalnie opóźniony. No ale co się dziwić, samolot cały dzień lata, więc o złapanie gdzieś jakiegoś małego opóźnienia nie trudno. Ponownie lot tym samym samolotem, jednakże z nową załogą. Tym razem kojarzyłem dwie stewardessy ze swoich poprzednich lotów, w tym jedną, która na tym locie była szefową pokładu.

Wróciliśmy bardzo zmęczeni. Do tego stopnia, że z lotniska do domu wzięliśmy znowu taksówkę, nie patrząc nawet o której odjeżdża jakiś nocny autobus. Wyjazd jak najbardziej udany, nawet pogoda nam dopisała, z czym w Londynie bywa różnie. Szkoda tylko, że w tak krótkim czasie nie ma możliwości spotkania się z tymi wszystkimi, z którymi by się chciało. Znajomych w Londynie jest dużo, dlatego przepraszam, że nawet nie pisałem, że jestem, ale wiedziałem, że nie wystarczy mi na wszystko czasu... .


Piccadilly Circus, London's Underground

Nie wiem czy zachęciłem Was do odwiedzenia Londynu, czy nie, ale ja nie żałuję, że poleciałem na tak krótko! Z tego co wiem, Jarek także wrócił zadowolony, także wyjazd uznaję za udany i już nie mogę doczekać się na kolejny. Póki co nic zarezerwowanego nie ma, ale jakiś pomysł w głowie już jest... . :)

8 comments:

  1. Fajna relacja, też planowałem taką jednodniówkę, też z POZ i w tych samych godzinach, ale na planach się skończyło ;)
    Pomyśl nad jakimś kierunkiem południowym. Ostatnio orientowałem się jak wygląda z Bergamo, ale wtedy wylot trzeba zaliczyć z Okęcia, a dopiero przylot do Poznania. Lotnisko bardzo blisko tego uroczego włoskiego miasteczka u podnuża Alp. Widoki nieziemskie ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wstyd się przyznać, ale nie byłem w Bedgamo. A to jakby nie patrzec, taka troche stolica taniego latania :D ;)

      Delete
    2. Źle umieściłem odpowiedź, patrz niżej ;)

      Delete
  2. Ja też nie byłem ale widziałem na zdjeciach. Nie wiem czy oglądałeś ale jakiś czas temu Jakub Porada nagrał cykl programów dla Dzień Dobry TVN o tanim lataniu. Polecam. Zwiedził dziesiątki miejsc w Europie. Latał jak jeszcze były loty za 1 zł. Można wziąść przykład i zobaczyć co można tam zwiedzić ;)

    ReplyDelete
  3. szczęściarz! ja, jak byłem w Londynie, to trafiłem na paskudną pogodę, cały dzień lało :>

    ReplyDelete
  4. Bardzo lubię Londyn! Byliśmy tam dwa dni przed przylotem do Polski. Odwiedziliśmy także Bristol. Chodzenie po tym mieście to sama przyjemność! Kilka fotek z UK zamieściliśmy na naszej stronie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też Londyn uwielbiam, ma w sobie taki jakiś klimat, który bardzo mi odpowiada :)

      Delete