Thursday, July 16, 2015

Oslo w jeden dzień!

Długo wyczekiwany wypad do Oslo już za mną. W końcu udało mi się odwiedzić trzecią skandynawską stolicę. Sztokholm i Kopenhage uwielbiam, więc Oslo miało wysoko postawioną poprzeczkę. Czy było w stanie dorównać duńskiej i szwedzkiej stolicy? Przekonajcie się sami!


"Oslo w jeden dzień" 
13/14.07.2015

Jako że nasz wylot do Oslo odbywał się ze Szczecina, już o 3 w nocy trzeba było wsiąść w pociąg. Przed tym udało mi się nawet trochę pospać. Łatwo zasnąć nie było, ale się udało. Wstałem o 1, by na spokojnie móc zacząć szykować się do wyjazdu. Na jeden dzień niby dużo nie trzeba, ale zawsze jest to dziwne uczucie, że czegoś się zapomniało.

W końcu zamówiłem taksówkę i pojechałem na dworzec, po drodze zgarniając jeszcze Darie. A z Patrycją i Mateuszem spotkaliśmy się już na dworcu. Nasz pociąg, który jechał z Warszawy, w Poznaniu pojawił się z około 10-minutowym opóźnieniem, a odjechał z ok. 20-minutowym. Na szczęście to niewielkie opóźnienie nie wpłynęło w żaden sposób na nasz wyjazd. Na stacji Szczecin-Dąbie byliśmy około godziny 6. Tam zakupiliśmy bilety na kolejny pociąg i o 6.36 udaliśmy się w kierunku szczecińskiego lotniska.

Szczecin-Dąbie
Port lotniczy Szczecin Goleniów
Port ten położony jest w Goleniowie, około 33km od centrum Szczecina. Regularne loty wykonują stąd 4 linie lotnicze: LOT, Ryanair, Wizz Air, a także Norwegian. Przy lotnisku znajduje się także stacja kolejowa "Port lotniczy Szczecin Goleniów", dzięki czemu z miasta dojechać tu możemy także pociągiem. Ze stacji "Szczecin Dąbie" dojazd trwa ok. 30 minut, a bilet kosztuje tylko 9zł. Jak ktoś ma studencki to zapłaci 4,50zł. Wysiadamy jakieś 200 metrów od wejścia do budynku terminala, także nie ma tutaj żadnego shuttle-busa. Tak bliskie położenie stacji kolejowej przy lotnisku to rzadkość. Często ze stacji na lotnisko podwozi nas jeszcze shuttle-bus. Tak jest w Oslo-Torp, w Oslo-Rygge, czy w podwarszawskim Modlinie. A tutaj nie ma takiej potrzeby, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło.

Szczecin Airport
Szczecin Airport - Departures
Sam budynek terminalu przypomina mi bardzo stare lotnisko we Wrocławiu, z którego zdążyłem jeszcze kilka razy polecieć.  Lotnisko malutkie, ale w zupełności wystarczające jak na obsługiwany ruch. We Wrocławiu pamiętam, że jak czekało się na lot, a w podobnym czasie były 2-3 odloty to robiło się dość ciasno. A znalezienie jakiegoś wolnego miejsca do siedzenia nie było wcale takie łatwe. Tu w Szczecinie takiego problemu nie było. Oprócz naszego samolotu do Oslo, o podobnym czasie odlatywał także rejs do Warszawy. Oprócz tego na płycie także można było dostrzec samolot linii Sprint Air. Zdjęcia nie mogło zabraknąć. :)

Sprint Air Saab 340 reg. SP-KPV 
My po przyjeździe na lotnisko od razu udaliśmy się na kontrolę bezpieczeństwa. W idealnym momencie udaliśmy się tam. Obyło się bez większej kolejki, choć za nami już zaczynała się tworzyć. Kontrola poszła dość sprawnie, choć niestety muszę przyznać, że jeszcze na żadnym lotnisku nie spotkałem się z tak mało sympatyczną obsługą. I to nie tylko moje zdanie, ale pozostali uważają podobnie. Myślałem, że może tak po prostu trafiłem, ale jak zacząłem czytać opinie w Internecie, to tych tego typu było niestety więcej. Osobiście uważam, że na większości polskich lotnisk kontrola bezpieczeństwa jest mało przyjemna, jednakże tutaj było wyjątkowo nieprzyjemnie.  Nie wiem z czego to wynika. Nasze humory jednakże poprawiła jakaś "gwiazdeczka", która robiła aferę o to, że jej torebka, która była na taśmie, ubrudzi się. Próbowałem dostrzec, czy była to Prada, Versace, czy może Luis Vitton, ale niestety nie udało mi się. Jednakże wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że Pani leci pewnie do Warszawy. Nie myliliśmy się.


Moment czekania na rozpoczęcie boardingu na nasz lot to idealna chwila na pierwszą kawę. W końcu długi i wyczerpujący dzień przed nami, a także noc. Około 40 minut przed odlotem przy bramce numer 3 zaczęła tworzyć się kolejka, mimo że samolot z Oslo jeszcze nie przyleciał. My nadal spokojnie siedzieliśmy sobie przy kawie. Miejsca w samolocie nam nie braknie.

Szczecin Airport Gate 3- waiting for boarding 
coffee time!
(So) coffee time!
W końcu rozpoczął się boarding, a my nadal cierpliwie czekaliśmy, siedząc przy stoliku i ostatecznie jako jedni z ostatnich wsiadaliśmy do samolotu. Szybkie zdjęcia na płycie, a następnie zostaliśmy powitani na pokładzie przez mega sympatyczną załogę.

Ryanair Boeing 737-800 reg. EI-DCJ

No to lecimy do Oslo
Już na wstępie steward zagadał do Darii, czy nie leciała poprzednim lotem, bo tak jakby ją kojarzył, a nas wszystkich powitał, czytając nasze imiona z kart pokładowych: Mateusz, Patrycja, Mateusz again. To było mega miłe. Takie indywidualne podejście do pasażera. Coś z czym się jeszcze nie spotkałem. Zawsze jestem pełen uznania i podziwu dla załóg pokładowych. Bardzo doceniam ich pracę. Pewnie to w dużej mierze przez to, że sam zawsze chciałem latać.

Nasz lot oznaczony był numerami FR8712, a obsługiwany był przez Boeinga 737-800 o numerach EI-DCJ. Załoga pokładowa to dwie stewardessy i dwóch stewardów. O ile dobrze zapamiętaliśmy imiona, to byli to: Alesia, Soraya, Tony i Lucas. Lot bardzo spokojny, bez żadnych turbulencji. W momencie gdy przelatywaliśmy akurat nad Szwecją, pilot podał także kilka informacji na temat naszego lotu. Gdy Daria wychodziła z toalety, znowu zagadał do niej wcześniej wspomniany steward. Zażartował, chcąc od niej bodajże 7 euro za toaletę. :) Na lotnisku Oslo-Rygge wylądowaliśmy przed czasem. Z samolotu wychodziliśmy jako jedni z ostatnich. Wszystko dlatego, że chciałem zrobić zdjęcie kokpitu samolotu, bo takiego jeszcze nie mam. Także poprosiłem też stewardesse o to, by spytała pilota. Bez problemów spytała, jednakże Ci przeprosili i na zdjęcie się nie zgodzili, twierdząc że nie mogą. Trochę się zdziwiłem, bo z tego co wiem z reguły piloci nie robią problemu. Może zmieniły się przepisy, kto wie. No szkoda. Podziękowałem, spytałem jeszcze tylko stewardesse czy leci może następnego dnia do Poznania i wyszedłem. A tam na dole Daria rozmawiała jeszcze ze stewardem, który zaczepił już ją wcześniej. Postałem tam z nimi jeszcze chwilę. Dziwne uczucie, bo praktycznie wszyscy już byli w terminalu, a my dalej jako jedyni na płycie. Korzystając z okazji, zostawiłem temu stewardowi także wizytówkę z adresem swojego bloga. :)

Thank you, cabin crew for a flight number FR8712 from Szczecin to Oslo(RYG)! It was a pleasure flying with a such nice crew! See you on board again! 




Moss Lufthavn Rygge 

Gdy wyszliśmy tylko z budynku terminala nasz autobus do Oslo już stał. Od razu do niego wsiedliśmy, jako jedni z pierwszych pasażerów. Przejazd trwał godzinę, a przez całą drogę mogliśmy podziwiać mnóstwo skał wzdłuż dróg, a także przejechać kilkoma tunelami, których w Norwegii jest mnóstwo, a największy ma... ponad 24 kilometry.


Pogoda początkowo nas nie rozpieszczała. Po wylądowaniu deszczu nie było, ale gdy jechaliśmy autobusem, ten co jakiś czas się pojawiał. Gdy wyszliśmy z dworca autobusowego (Bussterminalen) to także nie padało. Od razu naszym oczom ukazał się budynek hotelu Radisson Blue Plaza Hotel. Tuż przed wyjazdem trafiłem na bloga "Ja w Norwegii", gdzie przeczytałem że na 34. piętrze tego hotelu znajduje się bar, który dostępny jest nie tylko dla gości hotelowych, ale także dla osób z zewnątrz. Wiedziałem, że to będzie miejsce, którego sobie nie odpuszczę. Za pierwszym razem wejść się nie udało, gdyż bar był jeszcze zamknięty. Ale za to w korytarzu hotelu udało się spotkać mnóstwo stewardess linii Emirates. Jak zwykle idealne! Dokładnie takie, jak w tych wszystkich spotach reklamowych tego przewoźnika.


Chwilę po tym jak wyszliśmy z hotelu rozpadało się. Dlatego też stwierdziliśmy, że to dobry moment na pierwszą przerwę na jedzenie. Wylądowaliśmy oczywiście w McDonald's. Tam zjedliśmy, podładowaliśmy telefony trochę i... przestało padać. Co więcej, nawet wyszło słońce i w pewnym momencie chodziliśmy po mieście w t-shirtach, a i okulary przeciwsłoneczne się przydały.

Zaczęliśmy więc od spaceru po najbardziej znanej ulicy w Oslo, jaką jest Karl Johans Gate, która prowadzi od Dworca Głównego aż po Zamek Królewski (Slottet). Nie brakuje tam restauracji, pubów czy dobrych sklepów.






Następnie udaliśmy się w kierunku Oslofjorden, po drodze mijając inne zabytki norweskiej stolicy jak choćby muzeum Ibsena. Odpuściliśmy sobie póki co dzielnicę Aker Brygge. Jak się później okazało, to było bardzo dobre rozwiązanie. Przy Oslofjorden załatwiliśmy także sprawę pamiątek. Moja mama ma już całą lodówkę w magnesach. Z Norwegii jeszcze nie ma, więc nie mogłem wrócić bez. Jednakże kupiłem za mało pocztówek. Liczyłem, że na lotnisku kupię coś ciekawego, ale niestety wybór był słaby.










Spacerując dalej, coraz bardziej zbliżaliśmy się do tego, na co czekałem najbardziej- budynek Opery w Oslo. Niesamowite, modernistyczne dzieło sztuki, Wygląda tak, jakby wyrastała z fiordu. W całości dostępna jest dla ludzi, dzięki czemu z jej dachu możemy podziwiać Oslo, w tym skocznie w Hollmenkollen czy tzw. Barcode, przez niektórych nazywany norweskim Manhattanem. To grupa kilku wysokich, nowoczesnych budynków. Na pierwszy rzut oka, w ogóle do siebie nie pasujących budynków, a tak naprawdę razem prezentują się genialnie. A wieczorem to już w ogóle, widok niesamowity!









Następnie mieliśmy w planach znowu coś zjeść. W restauracji "pod złotymi łukami" oczywiście, a gdzie by indziej. Przeszliśmy przez Dworzec Główny, Bussterminalen, mijając także Oslo Spektrum, czyli sale koncertową, którą osobiście kojarzę głównie za sprawą Norsk Melodi Grand Prix, czyli norweskich preselekcji do Eurowizji. Samą Eurowizję hala także gościła raz. Szczerze mówiąc gdyby nie napisy informujące o tym, że w tym miejscu znajduje się Spektrum to chyba w ogóle nie zwróciłbym na to uwagi.

Zanim jednak poszliśmy zjeść stwierdziliśmy, że robimy drugie podejście z wjazdem na 34. piętro. I tym razem się udało. Na drzwiach podobnie jak wcześniej była informacja, że trzeba wejść przez główne drzwi hotelu. Tak też zrobiliśmy i wjechaliśmy do góry. Drzwi, które wcześniej były zamknięte, tym razem nie były. I tak w ten oto sposób ukazał nam się taki widok z okna... . Choć zastanawiam się jak tam na górę można wjechać tą windą znajdującą się na zewnątrz... Bardzo się cieszę, że w odpowiednim momencie trafiłem na bloga "Ja w Norwegii". Tusen takk! :)


Jednogłośnie stwierdziliśmy, że to zdjęcie było robione w Polsce :D




Z głównych atrakcji, które chciałem zobaczyć została nam jeszcze jedna - park Vigelanda. Nie darowałbym sobie, gdybym tam nie poszedł. Na mapie wydawało się to dość daleko. Każdy był już trochę zmęczony, ale stwierdziliśmy, że idziemy. Mogliśmy oczywiście podjechać tramwajem, ale przecież mieliśmy jeszcze tyle czasu, że spacer był dobrym rozwiązaniem. Na Karl Johans Gate zatrzymaliśmy się nawet na chwile by posłuchać śpiewającego Pana. Dobry był, więc wrzuciliśmy mu kilka koron.

Po drodze weszliśmy jeszcze do marketu. Stwierdziliśmy, że wypadałoby napić się jakiegoś norweskiego piwa. Wybór padł na Ringnes. Za puszkę 0,5l zapłaciliśmy bodajże 28NOK, czyli jakieś 14zł. Wypyliśmy go kawałek przed parkiem Vigelanda, w okolicy jakiegoś stadionu i kortów tenisowych. Generalnie w Norwegii podobnie jak w Polsce picie w miejscach publicznych nie jest dozwolone, ale czytałem w Internecie, że w Oslo przymykają na to trochę oko, choć już w Bergen czy Stavanger jest inaczej. Koleżanka, z którą w Oslo mieliśmy się spotkać, ale ostatecznie niestety nie wyszło, także mówiła, że co najwyżej możemy dostać jakieś upomnienie. Siedzący obok nas Norwegowie także mieli 4-pack Ringnesa, więc i my wypiliśmy sobie po jednym piwie. Wieczorem mieliśmy ochotę na kolejne, ale już było niestety za późno. Sklepy otwarte, ale alkoholu już się nie kupi. Półka czy lodówka z piwami zasłonięta kratą i nie ma. Mocniejszy alkohol kupuje się w specjalnych sklepach Vinmonopollet, ceny są kosmiczne, sklepów jest niewiele, bodajże w niedziele są zamknięte, a w sobotę otwarte przez kilka godzin. Ale z tego co mi wiadomo, Norwegowie doskonale sobie z tym radzą. Często latają samolotami, często pływają promami, to zawsze z zapasem zapewne wracają. :)



Park Vigelanda położony jest w dzielnicy Frogner i składa się on z 212 rzeźb przedstawiających łącznie prawie 600 postaci. My od razu zacząliśmy szukać jednej rzeźby, którą można spotkać na wielu pocztówkach z Oslo. Szybko nam się udało. Jak doczytałem w domu, rzeźba ta przedstawia Rozzłoszczonego chłopca - Sinnataggen. Stamtąd także mogliśmy zobaczyć jeszcze skocznię narciarską w Hollmenkollen.










Wracając z parku, w Oslo było jeszcze jasno, choć dochodziła już chyba 22. Kolejna przerwa w McDonalds, a gdzie by indziej, i jak wyszliśmy z niego to dochodziła 23. A tam nadal jasno. Zaskoczyły nas bardzo fontanny.... na torach tramwajowych.


Przed nami ostatnie miejsce, którego jeszcze nie widzieliśmy, a chcieliśmy zobaczyc. Mianowice dzielnica Aker Brygge. Nowoczesna, luksusowa część miasta. Tutaj za piwo na mieście zapłacimy pewnie coś ok. 100NOK. Tak, 50zł. Wybraliśmy sobie idealną porę na jej zwiedzanie, bo zaczynało się już ściemniać, a miejsce te jest bardzo ładnie oświetlone. Znajdujące się tam nowoczesne, szklane budynki robią naprawdę wrażenie. Aż się człowiek trochę rozmarzył... .







Obiecaliśmy sobie, że jeszcze koniecznie musimy udać się pod Operę, by zobaczyć jak prezentuje się w nocy. Warto było zobaczyć podświetloną operę, a jeszcze większe wrażenie robił widok z dachu Opery, a największe wrażenie robił na mnie widok na Barcode. Czy także hotel Radisson Blue Plaza. Przez chwilę nawet pomyśleliśmy, że teraz tam też mogłyby być niezłe widoki. Ale stwierdziliśmy, że o tak późnej porze ciężko było by nam tam pewnie wejść. Dodatkowo my już byliśmy bardzo zmęczeni, także nie wyglądaliśmy już najlepiej. :P Na Operze posiedzieliśmy jeszcze trochę, by nacieszyć się widokami, bo wiedzieliśmy, że to się za chwilę skończy. Zaczynało się robić dość chłodno, więc udaliśmy się w kierunku dworca autobusowego, a tam już czekaliśmy na nasz autobus, który mieliśmy o 4 rano.










Na dworcu był Internet, a także sporo gniazdek, by podładować telefony. Dziewczyny nawet coś pospały. My z Matim tak nie bardzo. Ja w pewnym momencie to miałem jeszcze ochotę zrobić sobie spacer, by sprawdzić czy jakieś 7-eleven jest może otwarte, ale ostatecznie odpuściłem sobie. Autobus przyjechał trochę przed czasem. Przez okno autobusu nacieszyłem się jeszcze widokiem na Barcode, a potem to już nic nie pamiętam. Zmęczenie dało o sobie znać i obudziłem się dopiero przed lotniskiem.




Na lotnisku ruch spory, rano 4 czy 5 startów. W końcu lotnisko w Rygge to jedna z baz Ryanaira. Stąd też w budynku terminala można było spotkać mnóstw stewardów i stewardess, w tym spotkaliśmy Pana stewarda z naszego lotu. Ale nie tego, z którym rozmawialiśmy. Nasz lot był o 9, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu by trochę pospać, ogarnąć się czy napić się kawy. Na lotnisku to chyba nawet ja na jakąś godzinę zasnąłem. Kontrola bezpieczeństwa sprawna. Pochodziliśmy jeszcze trochę po sklepach, które trochę mnie rozczarowały. Nie było żadnych kartek typowo z Oslo, tylko takie ogólne, z Norwegii. A do tego nie było piwa Ringnesa, które chciałem kupić do domu. Mateusz z Patrycją wzięli jakieś inne, ja ostatecznie nie wziąłem żadnego.


Przy naszej bramce oczywiście już kolejka. Na płycie już czekał na nas samolot o numerach EI-DLV. Na pokładzie powitała nas załoga. 3 stewardów i jedna stewardessa. Jak nie trudno się domyślić, z lotu za wiele nie pamiętam. Obudziłem się jak zaczęliśmy zniżać do lotniska w Poznaniu. Lądowanie dość twarde. Jak to powiedziała Patrycja, chyba tylko dzięki temu się obudziła. Na płycie stało kilka samolotów, ale moje zmęczenie wygrało i nie zrobiłem ani jednego zdjęcia.

Ryanair Boeing 737-800 reg. EI-DLV

Moss Lufthavn Rygge


Z lotniska autobusem pojechaliśmy do miasta. Zanim każdy udał się do siebie, stwierdziliśmy, że dobrym zakończeniem wyjazdu będzie... McDonald's. Teraz przez najbliższy miesiąc chyba żadne z nas tam nie zawita. Jakie to było fajne, jak za 4 zestawy zapłaciliśmy tyle, co Norwegowie płacą za jeden. Pojedliśmy, więc teraz można było spokojnie położyć się spać. Ja zasnąłem ok. 14, przebudziłem się wieczorem. Przez chwilę nie mogłem spać dalej, ale wypiłem piwo i zasnąłem. Obudziłem się na drugi dzień rano, jeszcze lekko obolały, więc od razu pojechałem na basen na Termy Maltańskie.


Wyjazd bardzo udany, chyba każdy wrócił zadowolony. Ja bardzo. Wyjazd trudny i męczący ale wszyscy daliśmy radę! :) Zmęczenie ogromne, no ale co zrobić, czasami można się trochę poświęcić. Oslo zobaczyłem, masę zdjęć zrobiłem, a wspomnień też mi nikt nie zabierze. Często dużo ludzi chce gdzieś ze mną lecieć, ale wtedy zawsze się znajduje jakieś ale. Bo jak to bez spania? Albo jak to spać w pokoju kilkuosobowym w hostelu? Na pewno nas okradną. No cóż, jak kto woli. Też lubię czasami nieco więcej wygody. Też wolałbym czasami spać w jakimś dobrym hotelu niż w hostelu, no ale niestety jeśli chodzi o Skandynawię to ceny hoteli zabijają. Jednakże ja zamiast marudzić wolę działać i tak w oto ten sposób odwiedziłem już 11. europejską stolicę, a mój lot z Oslo do Poznania był moim 65 lotem. Bo latanie i kraje skandynawskie kocham i każda chwila spędzona w samolocie,  w Danii, w Szwecji czy Norwegii daje mi mnóstwo radości. I motywacji, by w końcu porządnie wziąć się za ten szwedzki czy norweski.

Kolejny lot? Jest jeden w planach na wrzesień, ale to nie skandynawskie kierunek. Ale może coś skandynawskiego jeszcze w międzyczasie wpadnie. Tym razem wyjątkowo 120 koron przywiozłem ze sobą, więc może to po prostu znak, że do Norwegii trzeba w najbliższym czasie wrócić... ;)

11 comments:

  1. Fajne zdjęcia:) Dla mnie Oslo zdecydowanie jest najmniej ciekawym miejscem w Norwegii w jakim byłam. Mimo wszystko na pewno trochę innym, niż wszystkie stolice, więc polecam:) Park Vigelanda szczególnie;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dla mnie ogólnie skandynawskie stolice są inne niż pozostałe, dlatego zawsze ciężko mi je porównywać z takim Londynem na przykład :) Zupełnie inna bajka :)

      Delete
  2. W oslo warto jeszcze odwiedzic muzeum vikingow i koniecznie udac sie na skocznie narciarska, piekny widok na cale oslo :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki za rekomendację muzeum Wikingów. A skocznie na pewno też jeszcze kiedyś odwiedzę. :)

      Delete
  3. Małe jest piękne, haha! :D Strasznie mi się podobają te fontanny na torach, chciałabym je zobaczyć. :( Tak swoją drogą, moim zdaniem Oslo jest cudowne, i muszę się tam kiedyś wybrać! :)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polecam jak najbardziej! Sam pewnie wybiorę się tam ponownie. Są miejsca, do których fajnie się wraca- myślę, że Oslo spokojnie mogę do nich dopisać :)

      Delete
  4. Jakim autobusem jechałeś i za ile NOK??

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ryggeekspressen za 300NOK w dwie strony, przy zakupie przez Internet. Na miejscu jest chyba nieco drożej ;)

      Delete
    2. Bo jest też taka strona Nettbuss.no Timeekspressen. Ceny od 70 NOK. Dzięki za odpowiedź ;)

      Delete
  5. czyli kolejna wyprawa za Tobą :) Norwegia jest i w moich planach, ale musi jeszcze troszkę poczekać :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polecam jak najbardziej! :) Ja czekam na Twoją relację z Grecji! :)

      Delete