Sunday, May 10, 2015

Eurowizyjnie w Kopenhadze! :)

Konkurs Piosenki Eurowizji w tym roku oglądałem po raz jedenasty, ale po raz pierwszy udało mi się być nieco bliżej tego całego wydarzenia. Czwartkowy półfinał z udziałem Polski miałem okazję oglądać na dużym ekranie w wiosce eurowizyjnej (Eurovision Village) w centrum Kopenhagi. Pierwszy swój konkurs obejrzałem w 2003 roku. Miałem wtedy 13 lat i nie pamiętam chyba nic więcej poza zwycięską piosenką z Turcji. Eurowizja zawsze budzi wiele emocji, często jest krytykowana za poziom muzyczny czy głosowanie polityczne, co nie zmienia faktu, że rokrocznie oglądana jest przez miliony ludzi nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Bardzo sporą popularnością konkurs cieszy się na przykład w Australii. 



Już rok temu miałem jechać do szwedzkiego Malmö, w którym wówczas odbywał się Konkurs. Ostatecznie nie wyszło, ale gdy tylko okazało się że Eurowizja przenosi się z Malmö do Kopenhagi (to jakieś 40km), od razu postanowiłem, że tym razem nie odpuszczę. Tym bardziej, że zarówno Szwecja jak i Dania są to bardzo lubiane i chętnie odwiedzane przeze mnie kraje, więc stwierdziłem, że Eurowizja to dobry powód do ponownej wizyty w tych stronach.


Wspólnie z koleżanką kupiliśmy bilety i w ten oto sposób w czwartek, 8 maja, około godziny 17. wylądowaliśmy na kopenhaskim lotnisku Kastrup, na którym to od razu zostaliśmy zaopatrzeni w mapki eurowizyjne, a także powitał nas duży, eurowizyjny baner, przy którym zdjęcia zabraknąć nie mogło. Chwilę przed nami zdjęcia tam robiły sobie fanki Konkursu z Niemiec. 





W Kopenhadze najpierw udaliśmy się do hostelu, by nie nosić ze sobą wszystkiego. Zabraliśmy flagi, farby do twarzy i udaliśmy się do wioski eurowizyjnej. Przed rozpoczęciem półfinału publiczność rozgrzewana była przez DJ'a, który przygrywał najbardziej znane eurowizyjne hity. Nie zabrakło "Euphorii" Loreen (Szwecja 2012), "Satelite" od Leny (Niemcy 2010), czy "My Number One" Heleny Paparizou (Grecja 2005). Czym bliżej do półfinału, tym więcej ludzi pojawiało  się na placu, a nawet deszcz przestawał padać. Po chwili głośne odliczanie i na ekranach pojawił się obraz z hali B&W Hallerne. 

Na placu panowała bardzo przyjazna i międzynarodowa atmosfera. Dostrzec było można różne flagi. My na przykład ogłoszenie wyników oglądaliśmy razem z Grekami. Najpierw to oni cieszyli się razem z nami z awansu, a chwilę później my świętowaliśmy razem z nimi. Warto podkreślić, że przy polskiej piosence "My Słowianie" ludzie bardzo dobrze się bawili i bardzo pozytywnie reagowali. Wszyscy się do nas uśmiechali, od kilku osób usłyszeliśmy, że mamy naprawdę dobrą piosenkę (między innymi tak uważali ludzie z Grecji, Włoch czy Irlandii), a po ogłoszeniu wyników usłyszeliśmy gratulacje od kilku osób. 


Chciałbym też się odnieść do zwycięskiej piosenki, która wywołuje sporo kontrowersji. W wiosce eurowizyjnej piosenka została przyjęta bardzo dobrze. Przy żadnej piosence ludzie aż tak żywiołowo nie reagowali. W chwili ogłaszania wyników, gdy pozostało jeszcze tylko jedno wolne miejsce w finale, tłumy skandowały "Austria", a radość jaka była po tym, gdy faktycznie okazało się, że to Austria jako ostatnia awansuje do finału - nie do opisania. Sam muszę przyznać, że przed Eurowizją nie byłem fanem tej piosenki, jednakże występ na żywo był bardzo dobry i szybko zrozumiałem, że Austria na pewno będzie się liczyć w walce o zwycięstwo. 

Finałowe głosowanie także wywołało w tym roku sporo kontrowersji. Polska zajęła 14. miejsce, choć gdyby w finale liczyły się tylko głosy z tele-votingu zajęlibyśmy miejsce w pierwszej piątce, a "12-stki" otrzymalibyśmy z Irlandii, Wielkiej Brytanii i Norwegii. Warto jednak podkreślić, że brak głosowania jury nie zmieniło by nic w kwestii zwycięskiego kraju. Gdyby uznać tylko głosy telewidzów, także by wygrała Austria. I to z jeszcze większą przewagą. Także w Polsce piosenka austriacka wyżej została oceniona przez telewidzów niż jury. Choć ostatecznie Conchita Wurst w finale nie otrzymała z Polski żadnego punktu, to gdyby liczyły się tylko głosy publiczności, otrzymałaby ich aż 7. Także jak widać Europejczycy głosowali na Austrię, w tym również Polacy, a doszukiwanie się faworyzowania Austrii przez jury jest raczej bezpodstawne. Jury zostało wprowadzone po to, by zapobiec sąsiedzkiemu głosowaniu. I faktycznie, w ostatnich latach można dostrzec pewną poprawę w głosowaniu, choć wciąż "12-stki" dla Rosji z krajów takich jak Azerbejdżan czy Białoruś się zdarzają i wcale nie są dla nikogo zaskoczeniem. 


Osobiście uważam, że Polska w bardzo dobrym stylu powróciła do Konkursu. Telewizja Polska zdecydowała się na wysłanie czegoś, co w Polsce było wielkim hitem, a nie próbowała znaleźć czegoś na siłę. To, co w Polsce było hitem, równie dobrze zostało przyjęte przez Europę, co mogłem zauważyć chociażby w wiosce eurowizyjnej, ale także było to widać np. na konferencjach prasowych, na których  Polska budziła spore zainteresowanie. Również pozytywnie o polskich reprezentantach wypowiadali się inni uczestnicy Konkursu, a Szwedka Sanna Nielsen na swoich kontach na portalach społecznościowych w czasie finału podzieliła się zdjęciem z naszymi, pięknymi Słowiankami. :) 

Uważam, że udanie się do Kopenhagi było świetną decyzją. Mimo, że nie byliśmy w hali i nie oglądaliśmy konkursu na żywo, fajnie było móc oglądać całe widowisko razem z ludźmi z różnych zakątków Europy. Kolejna Eurowizja odbędzie się najprawdopodobniej w Wiedniu, czyli w sumie jeszcze bliżej, także śmiało mogę stwierdzić, że z pewnością odwiedzę Wiedeń w tygodniu Eurowizyjnym, o ile nic innego nie stanie mi na przeszkodzie. 

Tekst dostępny także na TylkoKuźnia.info

No comments:

Post a Comment