Wednesday, April 8, 2015

MMX-GDN 31.03.2015

Po dniu spędzonym w szwedzkim Malmö i po zaledwie kilku godzinach snu trzeba było udać się na lotnisko. Pobudka o 4. Pierwszy autobus o 4.55. Ah, te poranne loty. A jeszcze lot nie do Poznania, a do Gdańska. Mogę latać z różnych polskich lotnisk, ale jednak wraca się najlepiej od razu do domu. W tym wypadku od domu dzieliło mnie jeszcze 5 godzin Polskim Busem. Ale co tam. :)

O tej godzinie jeszcze ciemno. Ludzi praktycznie brak. Jedynie przy całodobowym McDonald's nieco tłoczniej i ewentualnie jacyś pijani Brytyjczycy wracający z imprezy. Na autobus przy Centralstationen czekałem tylko ja, kilka osób dosiadło się na późniejszych przystankach. Ja nauczyłem się jeździć z tego przy dworcu głównym, choć wiem, że niedaleko hostelu gdzieś też jest przystanek Flygbussarny. Ale zawsze to jeszcze zrobię sobie taki krótki spacer po mieście głównymi ulicami. 


Autobus przyjechał chwilę przed czasem, dzięki czemu nie musiałem marznąć. Mimo bardzo wczesnej godziny, kierowca powitał mnie życzliwym "Hejsann!", z uśmiechem na ustach. Wyruszyliśmy punktualnie. Na monitorach ukazał się komunikat informujący o zapięciu pasów(dzięki temu nauczyłem się nowego słówka po szwedzku, jakim jest bezpieczeństwo - säkerhet), a także o najbliższych przystankach. Na nim także zobaczyć możemy szacowany czas przyjazdu na lotnisko Sturup. 

Przyjazd na lotnisko zgodnie z planem, dzięki czemu do odlotu miałem jeszcze sporo czasu, bo praktycznie 2 godziny. Dlatego też zanim udałem się na kontrolę bezpieczeństwa, stwierdziłem że wcześniej czas na kawę. To była także odpowiednia okazja by zasmakować jeszcze kanelbulle, których jestem strasznym fanem. To takie typowo szwedzkie bułeczki cynamonowe, po które Szwedzi często sięgają, gdy piją kawę. A piją tej kawy litry. Jest nawet takie coś jak "fika". To szwedzkie słówko jest trudne do przetłumaczenia. Może być traktowane zarówno jak rzeczownik, jak i jako czasownik. Oznacza coś w stylu spotkania przy kawie. Chociaż każdy Szwed powiedziałby Wam, że to zdecydowanie coś więcej niż po prostu picie kawy. 


W międzyczasie skorzystałem z bezpłatnego Wi-Fi, by poczytać trochę o pogodzie w Polsce, bo dzień wcześniej znalazłem artykuł o tym , że nadal ma wiać silny wiatr. Spytałem nawet na Twitterze, na co gdańskie lotnisko odpowiedziało mi, że trochę wieje... . Nie pozostawało mi nic, jak wierzyć że bez problemu uda mi się wylądować. Każde ewentualne przekierowanie (z wyjątkiem przekierowania do Poznania oczywiście :P) byłoby mi bardzo nie na rękę, biorąc po uwagę, że wieczorem miałem już być na urodzinach dobrego znajomego. A wcześniej trzeba było jeszcze torta odebrać.. . :) Także jak widzicie nie było tu czasu na żadne niespodziewane wydarzenia. 

Gdy tylko wypiłem kawę udałem się na kontrolę bezpieczeństwa, na której obyło się bez większych kolejek. Wyjąłem z torby wszystkie płyny, aparatu wyjmować nie musiałem. Podobnie jak w Poznaniu - zapiszczałem. Cóż zrobić. :) Po zakończonej kontroli kliknąłem jeszcze uśmiechniętą minkę, jako pozytywna ocena przeprowadzonej kontroli- mili, uśmiechnięci celnicy, dobrze mówiący po angielsku, także nie mogło być inaczej. 

Do rozpoczęcia boardingu na mój lot pozostało jeszcze sporo czasu, dlatego też z książką w ręku udałem się w jakieś miejsce z dobrym widokiem na płytę lotniska. Cały ja! I w ten oto sposób podziwiać mogłem samolot skandynawskich linii SAS, który kilka minut przed nami odlatywał do Sztokholmu, na główne lotnisko - Arlanda. Z lotniska Sturup lotów do Sztokholmu jest mnóstwo. Polecieć możemy różnymi liniami. Do wyboru mamy skandynawskie linie lotnicze SAS, Norwegiana, jak i Malmo Aviation. Aż mnie to trochę zdziwiło, biorąc pod uwagę bliskość lotniska w Kopenhadze, z którego częstotliwość lotów do stolicy Szwecji jest podobna, o ile nie większa. Z centrum Malmö na lotnisko jedzie się ok. 40 minut, pociągi na kopenhaskie lotnisko Kastrup jadą ok. 25 minut. Dlatego też lotnisko Sturup obsługuje głównie ruch krajowy, a także loty Wizz Air z krajów takich jak Polska czy Rumunia, z których korzystają obywatele tych państw, którzy pracują w południowej Szwecji czy też w Danii. Aktualnie węgierski przewoźnik do Malmo lata z 13 miast, w tym z 4 polskich: z Gdańska, Warszawy, Katowic oraz od niedawna także z Poznania! Na stronie przewoźnika widnieje także Bydgoszcz, ale jest to związane wyłącznie z tym, że gdy zamknięte będzie lotnisko w Gdańsku, samoloty Wizz Air lądować będą w Bydgoszczy. 

Niestety, odbijające się światło nie pozwoliło na zrobienie ładnych zdjęć :(
W momencie gdy rozpoczął się boarding, przed gate'em numer 6 zacząła formować się kolejka. O dziwo nie wcześniej, chyba, że coś przeoczyłem. :) Po chwili stania w kolejce mogliśmy zobaczyć jak na pasie ląduje nasz Airbus, który przyleciał po nas z Gdańska. Kilkanaście minut później wylądował drugi różowy Airbus, ten natomiast z Katowic, który nie wracał od razu na Śląsk,. gdyż najpierw wykonać musiał lot do Tuzli w Bośni i Hercegowinie.

Nieco zabawna sytuacja miała miejsce w czasie, gdy pasażerowie z Gdańska wysiadali z samolotu. Ci którzy wysiadają przodem, wychodzą przez rękaw. Ci z tyłu, schodzą schodami w dół, następnie w górę do rękawa. Z tym że pierwsze osoby, które wysiadały przednim wyjściem zamiast iść prosto, przez rękaw, to zaczęły schodzić schodami w dół. A wiadomo, jak pójdzie jedna osoba, to za nią wszyscy. :)

W końcu i my zostaliśmy wpuszczeni do samolotu. Tradycyjnie wybrałem tylne wejście, by zająć jakieś miejsce w którymś z rzędów za skrzydłem. Udało się usiąść przy oknie, a do mnie dosiadła się pewna szwedzka para. W siedzenie nikt mnie nie kopał, także miejsce wybrałem dobrze, nie mogę narzekać. Gdy pozostali pasażerowie zajmowali jeszcze swoje miejsca, ja w tym czasie mogłem podziwiać Airbusa A320 o numerach HA-LYG, który czekał na pasażerów odlatujących do Tuzli. 


Standardowo załoga zapoznała nas z instrukcjami bezpieczeństwa. Następnie przeszła po kabinie, by upewnić się, że ta jest gotowa do startu. Później już kołowanie, aż w końcu znaleźliśmy się na pasie. No i nareszcie ten najlepszy moment: głos silników, ta prędkość.. w końcu oderwanie od ziemi! Coś pięknego! Czy jest ktoś, kto tego nie lubi? Przyznawać się! :)


Początkowo lot bez rewelacji. Chmury, więc widoki słabe, jak zobaczyć możecie poniżej...


Ale z czasem na szczęście było coraz ładniej... 



Ale najlepsze i tak było ciągle przede mną. Najpierw linia brzegowa, a później już przelot gdzieś nad Trójmiastem. Strasznie żałuję, nie nie udało mi się na zdjęciu uchwycić PGE Areny, którą udało mi się zobaczyć z góry... :)






W Gdańsku lądowanie o czasie. Warunki do lądowania nie były takie złe. Zanim wysiadłem z samolotu, przez szybę zdążyłem zobaczyć jeszcze innego lądującego różowego Airbusa. Ten również przyleciał ze Szwecji, ale ze stolicy. A co jeszcze ciekawsze, w momencie gdy czekałem już na autobus do centrum Gdańska, moim oczom ukazał się startujący Eurolot. Radość ogromna, gdyż był to ostatni start tego przewoźnika, który mogłem zobaczyć. Dzień później Eurolot już nie istniał. Pożegnalna notka Eurolotu na blogu również była.(link)


Do Polskiego Busa miałem jeszcze trochę ponad godzinę, więc poświęciłem ten czas na jakieś szybkie zakupy oraz na wizytę w KFC. Fajnie było najeść się za 10zł - w Szwecji jest to niewykonalne. Zestaw w McDonald's to jakieś 30zł. Jednakże bardzo rozczarowało mnie KFC. Nie chodzi o jedzenie, bo te jest zawsze dobre. Chodzi o to, że z jakiegoś powodu tego konkretnego dnia nie można było płacić kartą... za b-smarty. Ale dlaczego? Skąd ten podział? Totalnie tego nie rozumiem. Na szczęście miałem gotówkę, a głodny byłem niemiłosiernie, więc kupiłem, ale nie powiem, trochę mi się to nie spodobało. Rozumiem awarie terminale, czy coś w tym stylu, ale brak możliwości płacenia kartą za konkretne produkty? Bzdura!


Na dworcu autobusowym na przystanku Polskiego Busa ludzi mnóstwo. Od razu domyśliłem się, że pewnie o podobnej godzinie autokarów odjeżdża więcej. I tak też było. Charakterystyczne autokary, zawsze bardzo dobrze oznaczone, dzięki czemu bez problemu możemy się zorientować gdzie który jedzie. Oczywiście to nie wystarcza, bo i tak co chwile ktoś musi spytać któregoś z kierowców "A do Poznania on jedzie?". Pisze jak byk Warszawa. Kierowcy, mimo kilku podobnych pytań, z uśmiechem na twarzy odpowiadali każdemu. Gratuluję cierpliwości. :)


Z Gdańska wyjechaliśmy o czasie. Przede mną było 5 godzin drogi. Mimo, że podróż pociągiem czasowo praktycznie zawsze wychodzi korzystniej, ja mimo to często decyduję się na Polskiego Busa. Ostatnio jechałem TLK do Warszawy. Nie było niestety wagonu bezprzedziałowego. Jechaliśmy w 8-osobowym przedziale. Wszystkie miejsca zajęte. A każde delikatne poruszenie nogą skutkuje kopnięciem kogoś. A tutaj miałem podwójne miejsce dla siebie, gniazdko elektryczne i bezpłatne Wi-Fi.

Pogoda w czasie jazdy zmieniała się jak w kalejdoskopie. Przez te 5 godzin widziałem praktycznie wszystko: deszcz, śnieg, grad. Brakowało tylko tęczy. Gdy napisałem to na Twitterze, Polskibus szybko odpowiedział... zdjęciem tęczy! :)


W Poznaniu na szczęście nie padało, także udało mi się nie zmoknąć w drodze do domu. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Poszedłem do sklepu, a w drodze powrotnej, jakieś 300 metrów od bloku złapała mnie taka ulewa, że jak wychodziłem wieczorem na urodziny, to kurtkę miałem jeszcze tak mokrą, że ciężko było ją w ogóle założyć... . 

1 comment: