Friday, April 10, 2015

Katowice Open 2015!

W poniedziałek w katowickim "Spodku" wystartował turniej tenisowe z cyklu WTA "Katowice Open", którego główną gwiazdą jest Agnieszka Radwańska. Szczęśliwie się stało, ze w moje ręce wpadły dwa bilety, które udało mi się wygrać w konkursie zorganizowanym przez lotnisko Chopina. Biorąc pod uwagę fakt ze byłem jeszcze w rodzinnym domu na Śląsku- grzechem byłoby nie skorzystać z tej nagrody. ;)



Tenis należy do moich ulubionych sportów. Ja generalnie zawsze byłem zwolennikiem sportów indywidualnych. Sam sporo w tenisa grałem. Brałem udział także w lokalnych amatorskich turniejach w swojej miejscowości. To był jedyny turniej tutaj, wiec można powiedzieć, że były to takie nieoficjalne mistrzostwa miasta. Dwukrotnie imprezę zakończyłem na finale, za trzecim razem w końcu udało si zdobyć mistrzostwo! Mimo ze teraz zbytnio już nie grywam, ciesze się ze trafiła mi się okazja by popatrzeć jak grają profesjonalistki. ;)

Z domu wyszedłem około 10, by w Katowicach być o 12.30. Miałem do przejechania jeden przystanek Przewozami Regionalnymi, a następnie Kolejami Śląskimi. Obawiałem się, że będę musiał kupować dwa osobne bilety. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że wcale tak nie jest- pan sprzedał mi bilet od razu do Katowic. Przesiadka była w Nędzy. Tak, to nazwa miejscowości. A właściwie wsi. Ale wsi z dwoma stacjami kolejowymi i z lepszymi festynami majowymi niż ma niejedno miasto powiatowe. Na miejscu rozkłady jazdy wisiały, z czego łatwo można było przeczytać z którego peronu odjeżdża pociąg. Szkoda tylko, że perony nie były oznaczone. Może kiedyś były, ale komuś tablice się przydały. Nie wnikam. Także każdy tylko czekał i patrzył, gdzie pociąg podjedzie. W międzyczasie tez przeczytałem, że w Kolejach Śląskich przysługuje mi 20% zniżki z racji mojego wieku. Dobrze wiedzieć, skorzystam w drodze powrotnej. :)

Spodziewałem się jakiegoś fajniejszego pociągu, bo wiem ze takie Koleje Śląskie też posiadają. Najwidoczniej pociągi te na trasie Racibórz-Katowice nie kursują. Pociag ten niczym nie różnił sie od poprzedniego. Dopiero gdy zobaczyłem pana konduktora, mogłem zauważyć ze jadę z innym przewoźnikiem. Młody, przystojny, elegancki konduktor w charakterystycznej dla spółki żółtej koszuli. Niestety nie obyło się bez opóźnienia- w Katowicach byłem jakieś 20 minut później. 

Na miejscu czekała już na mnie koleżanka, która niedawno wróciła z Madrytu. Tak, nie mam juz kogo odwiedzać w stolicy Hiszpanii. Musze przyznać, że to, co zobaczyłem w Katowicach zaraz po przyjeździe zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Odnowiony dworzec, połączony z galerią jak najbardziej na plus. Mimo, że jestem ze Śląska w Katowicach byłem tylko raz, ze szkołą, na jakiś targach edukacyjnych. wiec miasta i tak za bardzo nie widziałem. Nigdy nie było mi po drodze, z mojej Kuźni Raciborskiej dojazdu wygodnego nie było, więc się nie jeździło. Dlatego też to co zobaczyłem bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Do tego w galerii bezpłatne, bardzo zadbane toalety- Poznań może brać z Katowic przykład! Chociaż wiadomo, w Poznaniu bejmy, tzn. pieniądze muszą się zgadzać. ;)








Krótka wizyta w galerii, mały spacer po centrum, szybki obiad, a jak szybki to niestety fast food i udaliśmy się w stronę Spodka, by zdążyć na 16 na mecz pomiędzy Rosjanką E. Kulichkovą a K. Kanepi z Estonii.





Na mecz zdążyliśmy i udało obejrzeć się cały od początku do końca. Długi nie był. Łatwo wygrany przez niżej sklasyfikowaną w rankingu Rosjanka, choć osobiście początkowo kibicowałem Estonce. Gdy byłem młodszy zbierałem autografy- autograf Kai Kanepi do dziś jest w moje kolekcji. Ale trzeba przyznać, że młoda Rosjanka zagrała bardzo dobry mecz. Były pojedyncze momenty, w których wydawać by się mogło, że Kaia jeszcze powalczy, ale ostatecznie Rosjanka jej na to nie pozwoliła.Bardzo dobrze serwowała, choć i Estonka zaliczyła kilka asów serwisowych. Mimo to mecz zakończył się wynikiem 6:1, 6:2 na korzyść młodej zawodniczki z Nowosybirska.






A tuż po tym meczu, ku naszemu zdziwieniu na kort wyszła Agnieszka Radwańska. Wiedzieliśmy ze meczu Polki nie zobaczymy, gdyż ta grać miała nie wcześniej niż przed 20.15. Ale mieliśmy szczęście i mogliśmy chociaż popatrzeć na trening najlepszej polskiej tenisistki. A co więcej, po treningu udało się także zdobyć autograf Agnieszki na turniejowym plakacie.;) Także super, biorąc pod uwagę fakt, ze nie liczyłem na to ze ja chociaż gdzieś z daleka zobaczę.


Fajnie było móc zobaczyć profesjonalny mecz na żywo, tym bardziej ze siedzieliśmy jeszcze przy samym korcie. Okej, przyznaję, ogólnie ciężko tam w Spodku było nam się odnaleźć i jak się później okazało, miejsca chyba tez zajęliśmy złe. Ale na meczu była bardzo mała frekwencja, także nie było z tym problemu. Gdy tylko usłyszałem ten dźwięk odbijającej się piłeczki, od razu zatęskniłem trochę za kortem. Milena zresztą też wspomniała, że znowu by pograła. Nie od dziś wiadomo, ze tenis uważany jest za jedną z bardziej kulturalnych dziedzin sportu. Na meczu jest cisza, wszystkie dzwonki w telefonach wyłączone, żadnych zdjęć z lampa błyskowa. Oklaski dopiero po zakończonej wymianie, a klaskać nie wypada, gdy punkt zdobyty jest z błędu przeciwnika. Tak też na meczu było. Cieszy bardzo to ze mogliśmy być tak blisko tego wszystkiego. Od zawsze marzyłem, by pojechać na jakiś turniej tenisowy. Kiedyś był turniej w Warszawie, J&S Cup. To jeszcze czasy kiedy Marta Domachowska była najwyżej sklasyfikowaną polską rakietą. Strasznie chciałem pojechać do Warszawy. Nigdy mi się nie udało, a tu proszę, taka okazja! Cieszę się, że ją wykorzystałem! :)

Tak jak wspomniałem, na meczu Agnieszki zostać nie mogłem, gdyż nie miałbym już jak wrócić do domu. Ale jak przyjechałem załapałem się jeszcze na fragment w telewizji - zwycięstwo Agnieszki cieszy. ;)



Jak się okazuje, chyba nie co za wcześnie pochwaliłem Koleje Śląskie. W drodze powrotnej kupiłem sobie w automacie bilet z 20% zniżką, dla osób poniżej 26 roku życia. Przy kontroli biletów, widząc że konduktor czeka na jakimś dokument, podałem mu moją nieważną legitymację studencką, sądząc że jest tam data urodzenia. Ten nawet nie przeczytał dobrze, co jest napisane na moim bilecie i od razu powiedział mi, że legitymacja jest nieważna. Powiedziałem, że dałem ją tylko po to, by udowodnić, że mam mniej niż 26 lat, ale jeśli to problem mogę znaleźć w portfelu dowód. Ten dalej swoje, że mam bilet studencki i nieważną legitymację. A ja byłem przekonany, że studenckiego nie kupowałem. Poprosiłem go o ten bilet, ale ten mi go nie dał, dalej mówił to samo, aż w końcu doczytał na bilecie, że to nie była zniżka studencka. Nie powiem, poczułem się trochę niefajnie, że ktoś od razu chciał ze mnie zrobić oszusta. Myślicie, że usłyszałem jakieś przepraszam czy coś? Nic z tych rzeczy, Pan jakby nigdy nic po prostu oddał mi bilet i sobie poszedł... . To mnie zirytowała zdecydowanie bardziej niż 20-minutowe opóźnienie... .


Na szczęście nie zmienia to faktu, że w Katowicach spędziłem naprawdę bardzo miły dzień, w miłym towarzystwie. Dzień, który tak pozytywnie zaskoczył. Bo przecież nie spodziewałem się nawet, że zobaczę Agnieszkę Radwańską, a tutaj nawet autograf wpadł. :)

Dziękuję Milena za wspólnie spędzony dzień! Podziękowania także dla lotniska Chopina za bilety! :)


2 comments:

  1. I pomyśleć jak bardzo jedna inwestycja potrafi zmienić postrzeganie Katowic. Niegdyś brudny i zamieszkały przez narkomanów dworzec, który strachem witał nawet za dnia, dziś stał się ładną i przyjazną wizytówką nieciekawego miasta.
    atka

    ReplyDelete