Friday, February 27, 2015

Eurolotem do Warszawy!

W sobotę musiałem być o 9 rano w Warszawie. Żaden pociąg czy autobus nie gwarantował mi tego, że zdążę na czas. Został tylko samolot. Poranny lot Polskich Linii Lotniczych LOT o 5.40, który wykonywany jest przez Eurolot, podobnie jak wszystkie rejsy naszego narodowego przewoźnika z Poznania do Warszawy. O częstotliwości lotów pisałem ostatnio przy okazji promocji LOT-u tutaj!




Kolejny lot w tym roku, pierwszy lot Eurolotem, a do tego wpadło jeszcze trochę mil w programie Miles&More. Cena biletu mimo zakupu dwa dni przed odlotem nie była kosmiczna, a standardowa, jak na tę trasę. Gdy przeprowadzałem się do Poznania, obiecałem sobie, że kiedyś polecę do Warszawy samolotem. Trochę ponad pół roku na to czekałem, aż w końcu sytuacja zmusiła i nie było wyjścia. Trzeba było lecieć!

Na lotnisku byłem coś po 4.30. Od razu udałem się do stanowiska odprawy biletowo-bagażowej. Kolejki nie było, dwa stanowiska otwarte, także poszło to bardzo sprawnie. Zanim udałem się na kontrolę bezpieczeństwa, najpierw musiałem wejść na taras widokowy. Było na co popatrzeć, gdyż na płycie znajdowały się wszystkie "nocujące" w Poznaniu samoloty: Airbus A320 linii Wizzair, Boeing 737 Enter Air, czekający na mnie Bombardier Q400, a także samoloty należące do Lufthansy i do Skandynawskich Linii Lotniczych SAS.


Do kontroli bezpieczeństwa również kolejki nie było, więc szybko znalazłem się w strefie odlotów, gdzie usiadłem sobie w okolicy swojego wyjścia. Poczytałem sobie książkę, dzięki czemu czas zleciał mi bardzo szybko. Rozpoczął się sprawny boarding. Następnie przejażdżka autobusem, a na płycie czekał na nas już nasz samolot.




Tak jak wcześniej wspomniałem, rejs ten odbywa się na numerach LOT-u(LO3942), ale wykonywany jest przez Eurolot samolotem Bombardier Q400 o znakach rejestracyjnych SP-EQB, który na pokład może maksymalnie zabrać 78 pasażerów. 



Na pokładzie samolotu powitała nas szefowa pokładu Pani Katarzyna, a kapitan podał kilka danych dotyczących naszego lotu. Wszyscy szybko i sprawnie zajęli swoje miejsca, więc personel pokładowy rozpoczął zapoznawanie pasażerów z instrukcjami bezpieczeństwa.


Ostatnie sprawdzenie, czy wszyscy mają zapięte pasy i po chwili znaleźliśmy się na pasie startowym. Ani się nie obejrzałem kiedy samolot znalazł się w powietrzu. Nie da się ukryć, że takimi małymi samolotami lata się nieco inaczej. Mnie bardziej zawsze fascynowały te większe, te największe na razie poza moim zasięgiem, bo raczej żaden dłuższy lot się nie szykuje póki co, chociaż kto wie, życie lubi zaskakiwać. :) Jednakże podczas tego lotu przekonałem się do tych mniejszych samolotów. Lot krótki, bardzo przyjemny, nawet nie zatkało mi tak uszu. Nie to co w moim ostatnim locie do Madrytu, gdzie na Barajas lądowałem z zatkanymi uszami i ze strasznym bólem głowy. O zmęczeniu nie wspomne. Tutaj zupełnie inaczej, mimo niespełna 2 godzin spania w nocy. Ostatnio na pewnym blogu czytałem, że Norwegowie coraz chętniej dojeżdżają do pracy... samolotami (np. z Bergen czy Stavanger do Oslo). Hmm.. w sumie też mogłbym tak latać. Ciekawe, kiedy by mi się znudziło. :)



Gdy tylko została wyłączona sygnalizacja "zapiąć pasy" personel rozpoczął serwis pokładowy. W przypadku lotów krajowych Polskich Linii Lotniczych LOT jest to wafelek Prince Polo i woda mineralna bądź herbata. Ja wybrałem wodę gazowaną. Serwis poszedł sprawnie. Ciekawi mnie jak wygląda serwis, a raczej "sprzedaż na pokładzie" na rejsach krajowych Ryanaira. Czasu mało, samolot zdecydowanie większy. Ale podejrzewam, że ludzie nie kupują tak chętnie jak na dłuższych lotach. O ile nic nie pokrzyżuje mi planów, już w marcu się o tym przekonam i na pewno tutaj o tym napiszę. Następnie załoga pozbierała od pasażerów wszystkie śmieci i zacząła przygotowywanie kabiny do lądowania.


Kilka minut przed czasem wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina w Warszawie. Na płycie lotniska czekał na nas autobus, który zabrał nas do terminala. Tam w hali odbioru bagaży poczekałem na koleżankę, która w Warszawie wylądowała jakieś 5 minut po mnie, rejsem LO3850 z Wrocławia.



Podsumowując, lot bardzo udany. Samolot bardzo wygodny, wystarczająco miejsca na nogi, a cały lot odbywał się pod okiem przesympatycznej załogi pokładowej. Szkoda, że już niedługo Eurolot zniknie z polskiego nieba. Na pewno nie jest to fajny okres dla osób pracujących w załodze pokładowej. Ciężko latać i uśmiechać się mająć świadomość, że za miesiąc można być bez pracy. Ale wierzę, że osoby te znajdą zatrudnienie w innych, ciekawych liniach! Tego też im życzę! Bo chciałbym jeszcze kiedyś polecieć z tak miłą załogą jak na moim locie do Warszawy... . :)

1 comment: