Saturday, March 30, 2013

Sztokholm(Skavsta) z Warszawy już od 38zł!

Już za 38zł możemy polecieć z Warszawy (lotnisko Chopina) do Sztokholmu(Skavsta). Najbliższy wylot w tej cenie możliwy jest już za 11 dni! :)


Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet. Płatność kartą debetową. W przypadku płatności kartą kredytową, doliczana jest prowizja - 2% wartości całej rezerwacji.




Wednesday, March 27, 2013

"Szalona Środa" w PLL LOT: bilety od 444zł!


Przed kilkunastoma minutami wystartowała dobrze wszystkim znana promocja "Szalona Środa" w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Ceny biletów zaczynają się od 444zł! Zaś do Chicago możemy polecieć od 1844zł!

Szczegóły i rezerwacja biletów - > LOT.com


Göteborg z Krakowa od 78zł w dwie strony!

Już za 78zł możemy polecieć z Krakowa do szwedzkiego Göteborga! Bilety w takie cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair. 


Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet. Płatność kartą debetową. W przypadku płatności kartą kredytową, doliczana jest prowizja - 2% wartości całej rezerwacji.

Marsylia z Warszawy od 168zł!

Już od 168zł możemy polecieć z Warszawy do Marsylii. Bilety w takiej cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair.


Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet. Płatność kartą debetową. W przypadku płatności kartą kredytową, doliczana jest prowizja - 2% wartości całej rezerwacji.

Monday, March 25, 2013

Oslo(Rygge) także z Poznania od 38zł!

Także z Poznania możemy polecieć do Oslo(Rygge) za jedyne 38zł w dwie strony! Loty w takiej cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair! 

 
Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet. Płatność kartą debetową. W przypadku płatności kartą kredytową, doliczana jest prowizja - 2% wartości całej rezerwacji.

Dla miłośników latania: z Poznania do Wrocławia via Oslo(Rygge)!

A teraz jeszcze coś dla miłośników latania. Za niespełna 40zł możemy polecieć samolotem z Poznania do Wrocławia przez Oslo(Rygge). Taką możliwość mamy w piątki. Oczywiście opcja ta jest dla osób, które bardzo lubią latać, gdyż wiadomo, w tym wypadku podróż pociągiem na tym odcinku wychodzi krócej. :)



Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet. Płatność kartą debetową. W przypadku płatności kartą kredytową, doliczana jest prowizja - 2% wartości całej rezerwacji.

Paryż(Beauvais) z Wrocławia od 158zł!

Już od 158zł możemy polecieć z Wrocławia do Paryża(Beauvais). Bilety w takiej cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair. 


Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet. Płatność kartą debetową. W przypadku płatności kartą kredytową, doliczana jest prowizja - 2% wartości całej rezerwacji.

Z Wrocławia do Mediolanu(Bergamo) od 118zł!

Już za 118zł możemy polecieć z Wrocławia do Mediolanu(Bergamo). Bilety w takiej cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair. 



Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet. Płatność kartą debetową. W przypadku płatności kartą kredytową, doliczana jest prowizja - 2% wartości całej rezerwacji.

Bruksela(Charleroi) z Wrocławia od 118zł!

Już za 118zł możemy polecieć z Wrocławia do Brukseli(Charleroi). Bilety w takiej cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair. 


 Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet. Płatność kartą debetową. W przypadku płatności kartą kredytową, doliczana jest prowizja - 2% wartości całej rezerwacji.

Oslo(Rygge) z Wrocławia od 38zł!

Już za 38zł możemy polecieć z Wrocławia do Oslo(Rygge). Bilety w takiej cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair. 



Tradycyjnie lecimy z bagażem podręcznym i sami dokonujemy odprawy przez Internet.



Friday, March 22, 2013

Na Eurowizję do Malmö! Z Wrocławia już za 78zł!

Niedawno pisałem o biletach do Malmö w terminach eurowizyjnych. Dziś te bilety są jeszcze tańsze i w dwie strony możemy polecieć za jedyne 78zł!


Tradycyjnie lecimy tylko z bagażem podręcznym oraz sami dokonujemy odprawy przez Internet.



Saturday, March 16, 2013

Girona(Barcelona) od 198zł!

Od 198zł możemy polecieć z Wrocławia do Hiszpanii, a dokładnie do Girony! Lotnisko to znajduje się około 100km od Barcelony. Loty w tej cenie oferuje nam irlandzki tani przewoźnik Ryanair.


Tradycyjnie lecimy tylko z bagażem podręcznym oraz dokonujemy odprawy online i sami drukujemy swoje karty pokładowe.

Malmö od 78zł, w terminach eurowizyjnych - od 144zł!



Już od 78zł możemy polecieć z Wrocławia do szwedzkiego Malmö. Loty w takiej cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair.


Nieco więcej, bo 144zł zapłacimy za bilety na tej trasie w terminach eurowizyjnych. Kilka osób prosiło mnie kiedyś o informowanie o tanich biletach do Malmö na Eurowizję.


Tradycyjnie podróżujemy tylko z bagażem podręcznym oraz odprawiamy się przez Internet i sami drukujemy swoje karty pokładowe.

Thursday, March 14, 2013

Oslo(Rygge) z Poznania od 38zł!

Już od 38zł możemy polecieć z Poznania do Oslo(Rygge). Loty w takiej cenie oferuje nam irlandzki przewoźnik Ryanair! 


Tradycyjnie lecimy tylko z bagażem podręcznym oraz odprawiamy się przez Internet.

Sunday, March 10, 2013

Londyn - 26/27.02.2013


Do Wrocławia wyjeżdżaliśmy już kilka minut po 4. Przed wyjazdem nawet udało mi się coś pospać. Nasz pociąg przyjechał nawet chwile przed czasem. Bardzo miły konduktor, który pozwolił nam trochę zaoszczędzić na biletach. Dobry początek!;) A na autobus linii 406 również nie musieliśmy długo czekać, więc szybko znaleźliśmy się na lotnisku. ;)

Na lotnisku na początku udaliśmy się na taras widokowy, następnie kontrola bezpieczeństwa, a później małe zakupy na strefie wolnocłowej. W Londynie dwie moje koleżanki ze studiów zgodziły się nas przenocować, więc prezenty kupić trzeba. ;) Na lotnisku spać nie chcieliśmy, gdyż powrót mamy dopiero na drugi dzień  po 13. 

Boarding rozpoczął się dość wcześnie i poszedł sprawnie. Nawet miła pani przypomniała mi, że w lipcu mój dowód traci ważność. Do samolotu szliśmy pieszo. Zajęliśmy miejsca w 25. rzędzie. Wystartowaliśmy punktualnie. Widoki, jakie mieliśmy przez okno możecie zobaczyć poniżej. 


Lądowanie dość twarde. No i oczywiście ten cudowny dźwięk informujący o tym, ze wylądowaliśmy. Na Stansted byliśmy 20 minut przed czasem, więc mieliśmy ponad godzinę do naszego autobusu. Niby dużo, myśleliśmy że zdążymy jeszcze na jakąś kawę, ale nic z tego, gdyż kontrola paszportowa szła bardzo powoli. Tunelem przeszliśmy na przystanek autobusowy, gdzie nasz autobus już na nas czekał. Jechaliśmy przewoźnikiem Terravision, gdyż wychodziło taniej niż np. Easy busem. Ogólnie bilety kupowaliśmy bardzo późno, kosztowały nas 15 funtów w dwie strony.

Ze Stansted pojechaliśmy na Victoria Station, po drodze mijając London Eye, Big Bena czy jeszcze wcześniej-Millennium Dome. z Victorii standardowo pod Buckingham Palace. Ogólnie w Londynie szaro. Nastepnie pojechaliśmy na Piccadily Circus, żeby coś zjeść. Najpierw deser w McDonalds, a później obiad w azjatyckiej knajpie. Trochę dziwna kolejność, ale ok. :D




Podobnie jak ostatnio- 6 funtów za obiad i jedliśmy ile chcemy, ale nie był to ten sam lokal, w którym byłem ostatnio z Michałem. Ten znajdował się praktycznie naprzeciwko tamtego. Był trochę większy wybór jedzenia. Spróbowaliśmy też chińskiego piwa Xiantao




Na Piccadily też porozglądaliśmy się za jakimiś pamiątkami. Ogólnie nie będę się rozpisywać na temat miejsc, w których byliśmy, bo w większości były to te same miejsca co ostatnio. Z tym, że tym razem zobaczyliśmy nawet mniej, bo jakoś ten czas tak bardzo szybko zleciał.



Jako, że dziewczyny miały bilety peak-off, o 17 najpóźniej musieliśmy być na Oxford Street. Ledwo udało nam się zdążyć. Mieliśmy niecałe 10 minut na przesiadkę na inną linię i na przejechanie jeszcze jednej stacji i nagle metro stanęło. Więc stwierdziliśmy, że nie będziemy ryzykować i ten kawałek przejdziemy pieszo. Z Bond Street Station nie jest tak daleko do Primarka.Tam sam trochę się obkupiłem, bo jak nic nie kupować jak spodnie można już za 5 funtów dostać czy buty za 3 funty. Dobrze, że wcześniej udało mi się kupić fajną torbę z Lonsdale'a za 4 funty- inaczej nie wiem jakbym się zapakował. Najbardziej bałem się że nigdzie nie spakuje poduszki, ale Marta upchnęła to w swojej torebce. A już żartowaliśmy że, któraś z dziewczyn będzie muiała udawać,że jest w ciąży. :D Chociaż może z poduszka w ręce by wpuścili do samolotu, bo z kocami chyba można, więc tu może jest podobnie, ale nie wiem.



Po 19 jechaliśmy do Mileny i Agaty. Tam odebrano nas ze stacji metra i poszliśmy na mieszkanie. Mieliśmy możliwość pójścia na basen, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy. Tam trochę posiedzieliśmy przy piwie, zjedliśmy kolacje (za co baaardzo dziękujemy!). Milena na  do pracy, a Agata o 3 w nocy odwoziła swoje siostry na lotnisko. My wstawaliśmy około 7, a.jakieś 40 minut później wychodziliśmy na autobus. W ten o to sposób zaliczyłem pierwszą przejażdżkę autobusem, gdyż tak to zawsze wszędzie metrem. 
Autobusem mieliśmy jechać 40 minut, ale jechaliśmy prawie dwa razy tyle ze względu na korki. Czym  bliżej Victorii, tym wolniej jechaliśmy. W końcu wyszło tak, że zostało nam 15 minut na zalezienie naszego stanowiska, co początkowo nie było takie proste, ale w końcu się udało i zdążyliśmy na nasz autobus. Nawet jeszcze dało się pożegnać z Agata, która właśnie wróciła ze Stansted


Na lotnisku pierwsze co to szukaliśmy jakiegoś jedzenia.gdyż nic tego dnia jeszcze nie jedliśmy, bo nie było kiedy. Po śniadaniu przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa i poszliśmy na kawę. Dłuo nie posiedzieliśmy, a już wyświetlił się komunikat "go to gate 44". Ogólnie ilość wyjść i ogólne rozmiary lotniska robią wrażenie, mimo że to nie jest największe i najważniejsze lotnisko w Londynie. Jak już dotarliśmy pod nasz gate to kolejka oczekujących na lot do Wrocławia była już spora, a na ekranach wyświetlał się już komunikat o rozpoczętym boardingu.

W momencie startu, w anglii zaczęło pokazywać się słce. W drodze powrotnej zajęliśmy miejsca praktycznie w tej samej części samolotu. A ja chyba nawet siedziałem na tym samym miejscu co w locie do Londynu- 25B.

Lot spokojny, choć w jednym momencie zaświeciła się sygnalizacja "zapiąć pasy", ale jakiś większych turbulencji nie było. Po części załoga pokładowa składała się z tych samych osób, z którymi lecieliśmy do Londynu. 

Później jeszcze tylko przejazd do centrum Wrocławia, chwila czekania na jakiś pociąg do Opola i po 20 byliśmy w akademiku. :) 

Jak pisałem już wcześniej, były to moje pierwsze totalnie darmowe loty! :) Niewiele brakło, a bym go nie wykorzystał, gdyż napisałem maila do Ryanaira z datami, w których chce go wykorzystać, jednakże okazało się, że to musi być wysłany zeskanowany, cały voucher. W momencie, gdy wysyłaliśmy vouchery, było już po czasie, ale mimo to bilety zostały nam wystawione. :)

Wyjazd udany, szkoda tylko, że pogoda była taka typowo londyńska. :)

Monday, March 4, 2013

Londyn(Stansted) z Wrocławia od 178zł!

Z Wrocławia do Londynu(Stansted) w systemie rezerwacyjnym Ryanaira możemy znaleźć bilety za 178zł w dwie strony. Tradycyjnie lecimy tylko z bagażem podręcznym (który w Ryanair jest większy niż ten bezpłatny w Wizzair).



Saturday, March 2, 2013

London - 22.02.2013

Bilety do Londynu zarezerwowałem już w listopadzie. Zaraz po tym, jak wróciłem z mojej pierwszej wizyty w stolicy Wielkiej Brytanii, zobaczyłem, że z Poznania można lecieć za 8zł w dwie strony, więc nawet się nie wahałem. Zapytałem kolegę, czy lecimy. Ten się zgodził, więc bilety kupiłem.

Wylot mieliśmy w czwartek rano, więc już w środę o 21 wyjeżdżaliśmy z  Opola. We Wrocławiu mieliśmy przesiadkę na pociąg do Poznania.


Tutaj też spotkała nas dość nietypowa sytuacja, gdyż pewna dziewczyna chodziła po pociągu i zbierała pieniądze na bilet, gdyż została okradziona (dokumenty też jej ukradziono, więc konduktor nie mógł wypisać jej biletu kredytowego). Chwilę wcześniej też ktoś do nas podszedł i powiedział, że brakuje mu na bilet, ale nic nie daliśmy, gdyż nie bardzo w to wierzyliśmy. Ale w przypadku tej dziewczyny naprawdę było widać, że jest zdesperowana i wydawała się być wiarygodna. Niewiele, ale jednak coś jej dołożyliśmy. Słychać było, że w innych przedziałach też jej ludzie pomagali.


Ogólnie pociągiem dobrze się jechało. Była to TLK-a z obowiązkową rezerwacją miejsc, więc siedzieliśmy (w drodze powrotnej nie było już tak dobrze :P ), w przedziale tylko 4 osoby, więc jechało się bardzo wygodnie. Spać oczywiście nie spałem, jak to ja.



W Poznaniu byliśmy coś przed 3. Autobus na Ławice mieliśmy w jakieś pół godziny później, więc udaliśmy się w poszukiwania działającego biletomatu. Znaleźliśmy dwa biletomaty, jednakże żaden z nich nie działał. Trudno, bilet kupiliśmy u kierowcy. Autobusem trochę osób jechało na Ławicę, jednak w większości nie byli to pasażerowie, a pracownicy lotniska.



Na lotnisku byliśmy dość wcześnie. Jeszcze nawet nie rozpoczęła się kontrola bezpieczeństwa, więc mieliśmy czas na zjedzenie śniadania i wypicie reszty płynów. Pod nasz gate przeszliśmy dość późno. Wcześniej odwiedziliśmy jeszcze sklep wolnocłowy w celu zakupienia prezentu dla koleżanek z Londynu. Tworzyła się już kolejka do gate'u, ale mimo tego udało nam się zająć miejsce przy oknie, przy którym usiadł Michał- w końcu to był jego pierwszy lot samolotem. Przed startem jeszcze odladzanie, a potem już tylko spokojny lot na Luton. ;)

Po przylocie kontrola paszportowa. Taka uwaga- jeśli ktoś ma paszport to warto lecieć na paszport, gdyż dla osób z tymi nowymi paszportami kolejek praktycznie nie ma, więc pozwoli to zaoszczędzić trochę czasu. :)

Kupiliśmy jeszcze tylko jakieś jedzenie i picie i udaliśmy się na przystanek, gdzie stał już nas bus, który zawiózł nas na Earl's Court, skąd metrem udaliśmy się na Victoria Station, a stamtąd spacer w kierunku Buckingham Palace.


 
Później szliśmy po prostu przed siebie i jakoś tak wyszło że trafiliśmy na Piccadily Circus. Tam kilka.zdjęć, Michał tez zrobił zdjęcie jakimś kibicom piłkarskim z Pragi. Ogólnie tego dnia było mnóstwo kibiców z Czech- zarówno na mieście, jak i na samym lotnisku w.nocy, gdyż tego dnia Chelsea grała ze Spartą Pragą.

  
Następnie spacer w kierunku Westminsteru, Big Bena i przejście nad Tamizę, skąd ładnie prezentuje się słynne London Eye. :) 


 
Następnie wsiadamy w metro, a później wieża Tower, Tower Bridge, a także podziwiać mogliśmy największy budynek w Londynie - The Shard.



Ogólnie bardzo dużo podróżowaliśmy tego dnia metrem. Michał miał Travelcard na dwie strefy, z tym że wersje peak-off, przez co nie mogliśmy jeździć metrem w godzinach szczytu, ale nie stanowiło to dla nas jakiegoś wielkiego problemu- godziny szczytu spędziliśmy na Oxford Street. Ja przy pierwszej wizycie w Londynie kupiłem sobie kartę Oyster, którą teraz tylko doładowuję, jak przyjeżdżam. Z kartą tą też nie muszę martwić się o wydatki na metro, gdyż jeśli wydam równowartość biletu dziennego (Travelcard) to automatycznie tego dnia żadne środki za przejazdy nie są już ściągane z mojej karty.  


Metrem udaliśmy się  na stacje Leicester Square w celu odwiedzenia londyńskiego China Town, gdzie też zamierzaliśmy zjeść obiad (swoją drogą China Town znajduję się zaraz przy Picadilly Circus, więc praktycznie już tu raz byliśmy). 


Pochodziliśmy trochę po okolicy i dość szybko znaleźliśmy lokal, którego szukaliśmy. "Mr. Wu"- to lokal, o którym sporo czytałem w Internecie, m.in. na forum Fly4free. Jest to typowe miejsce z kuchnią azjatycką, w którym płacimy £5.50 i jemy tyle ile chcemy. Jedzenie smaczne, choć wybór nie był jakiś mega duży. Ale cena jak najbardziej dobra i na pewno można pojeść

Gdy zbliżały się godziny szczytu w londyńskim metrze, udaliśmy się na Oxford Street. A tam jak zwykle mnóstwo czerwonych autobusów na drogach i chodniki pełne ludzi obładowanych torbami z Primarka czy też z innych sklepów. My też zahaczyliśmy o Primarka, a później spotkaliśmy się z Mileną i Agatą, a także z siostrami Agaty, które akurat były u niej w Londynie w odwiedzinach.

Gdy dziewczyny pojechały do domu, my jeszcze podjechaliśmy na Piccadily Circus, a później wysiadliśmy na stacji Westminster, by zobaczyć jak prezentuje się Big Ben i London Eye w nocy. Warto było. 

 

Później już tylko powrót na Victorię i czekania na nasze autobus na Luton. Na lotnisko jechało dość sporo osób, głównie Czesi. Na lotnisko także było ich mnóstwo, a do Pragi w nocy odlatywały bodajże 3 samoloty. Dlatego też ciężko było o dobre miejsce do siedzenia. A jeśli już jakieś było, to przy drzwiach, gdzie strasznie wiało. Dlatego też wybraliśmy podłogę. Michał trochę pospał, ja nie bardzo. Później zmieniliśmy na chwilę miejsce, później poszliśmy coś zjeść i jakoś to zleciało. Następnie kontrola bezpieczeństwa, kawa i odlot do Poznania z małym opóźnieniem. 

W Poznaniu mieliśmy trochę czasu do naszego pociągu, który odjeżdżał o 14.40. Poszliśmy więc coś zjeść do McDonalds. Tam też jeszcze spotkaliśmy się z moim kolegą Arturem, a później wszyscy razem poszliśmy na dworzec, gdyż Artur też jechał pociągiem, tyle że w innym kierunku. W pociągu - 3 godziny stania, czyli podobnie jak ostatnio jak wracałem z Poznania. We Wrocławiu udało się chociaż na chwilę usiąść. Dopiero wtedy poczułem jak bardzo jestem zmęczony i jak chce mi się spać. Bałem się, że prześpię Opole, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. 

W Opolu powitał nas mocno sypiący w oczy śnieg. W akademiku byłem coś po 19. Szybki prysznic i spać. I tak obudziłem się na drugi dzień, na bieg Justyny Kowalczyk. :) 

Wyjazd udany, Londyn nie zawiódł, z tego co wiem Michał też zadowolony. Byliśmy cholernie zmęczeni, ale czasami warto się nieco poświęcić. 

A relacja z drugiego wypadu do Londynu też już niedługo. :)