Tuesday, January 29, 2013

Dortmund - 19.01.2013

Dortmund (Niemcy)
19.01.2013


Dortmund to jedno z miast, do których można polecieć na tzw. jednodniówkę. Taką możliwość mamy z Katowic, a jeszcze do niedawna była z Wrocławia. Ja leciałem z Wrocławia, jednakże w drodze powrotnej leciałem do Poznania, dzięki czemu miałem kilka godzin na wizytę w Dortmundzie, a później odwiedziłem jeszcze Poznań. :)

Początkowo miałem lecieć coś po 6 rano, jednakże w związku z tym, że Wizzair przestał latać na trasie Łódź-Dortmund, która obsługiwana była przez samolot z Wrocławia, moja godzina wylotu zmieniła się na 10.25. Niby mniej czasu w Dortmundzie, ale ogólnie zmiana ta bardzo mi odpowiadała ze względu na wygodniejszy dojazd na lotnisko. Dzięki temu z Opola mogłem wyjechać o godzinie 7, a nie o... 2 w nocy. :)

I tak jak wyżej wspomniałem, z Opola wyjechałem o 7. Rano dość zimno, w pociągu też za ciepło nie było, dobrze że we Wrocławiu autobus, którym miałem jechać na lotnisko podjechał dość wcześnie. Na lotnisku kontrolę bezpieczeństwa przeszedłem bezproblemowo, kupiłem jeszcze tylko coś do jedzenia i już trzeba było ustawiać się w kolejce do samolotu, bo rozpoczynał się boarding. Do samolotu wsiadaliśmy przez rękaw.


W samolocie pilot poinformował nas o szczegółach naszego lotu, a także oznajmił nam, że przed startem trzeba jeszcze odlodzić samolot.


W końcu wystartowaliśmy. Przez szyby ciężko było cokolwiek zobaczyć...


Cały lot spokojny. Bardzo miła załoga pokładowa, w której składzie była między innymi chyba moja ulubiona stewardessa z Wrocławia, z którą miałem okazję już kilka razy lecieć - Pani Joanna. :) W Dortmundzie pogoda do lądowania bardzo dobra. Temperatura wydawała się być na miejscu nieco wyższa, niż we Wrocławiu, co wcale nie oznacza że zimno nie było. :)


Po wyjściu z terminala udałem się na przystanek autobusowy. Okazało się, że mój autobus właśnie odjechał, więc musiałem czekać na następny. Do Dortmundu dostałem się za niecałe 6 euro - tyle kosztował mnie bilet na cały dzień, na którym mogłem pojechać z lotniska do miasta, a także w drugą stronę. Najpierw autobus linii 440, a potem przesiadka na kolejkę U47.




Jako, że głównym celem wyjazdu był Primark, z U47 wysiadłem na stacji Kampstraße, jak polecił mi jeden spotkany na przystanku Niemiec. Następnie ulicą pełną ludzi oraz sklepów udałem się w poszukiwaniu Thier Gallerie, w której znajduje się Primark.


W galerii ludzi mnóstwo - w końcu to sobota. W Internecie czytałem, że na zakupy tam trzeba liczyć 2-3 godziny, ze względu na kolejki do kas, do przymierzalni itp. Ja mimo wszystko uwinąłem się dość szybko. Fakt, że kupowałem takie rzeczy, których nie musiałem mierzyć. Ceny naprawdę w Primarku fajne. Czapki zimowe czy rękawiczki można było już kupić od 50 centów. Oprócz Primarka odwiedziłem też New Yorkera i H&M oraz market REWE, bo jak to wrócić z Niemiec bez czekolad czy żelek, tym bardziej, że co niektórzy złożyli wcześniej zamówienia. :) Strasznie kusiła mnie Coca-cola waniliowa, ale w związku tym, że od nowego roku nie piję coli, musiałem z tego zrezygnować. Ot, takie postanowienie noworoczne! :)



Jako że z zakupami uwinąłem się dość szybko, a miałem kupiony bilet całodniowy, postanowiłem, że podjadę sobie w okolice stadionu. Tam jakieś zdjęcie porobiłem i wracałem do centrum, bo było zimno. Ogólnie w tym dniu wieczorem Borussia miała grać mecz, stąd bardzo często można było spotkać kogoś z szalikiem. :) Jeśli chodzi o klubowe pamiątki to można je kupić także w Thier Galerie - jest tam sklep kibica.




Jako, że to co miałem zrobić już zrobiłem, postanowiłem, że pojadę na lotnisko. Trochę wcześniej niż myślałem, ale stwierdziłem że kupię sobie jakąś kawę na lotnisku i trochę się pouczę - tak, po raz pierwszy leciałem z torbą pełną notatek. Fakt, na lotnisku kawę wypiłem, coś poudawałem, że się uczę, ale z czasem zacząłem odczuwać zmęczenie. Jakby nie patrzeć coś po 4 już wstawałem, żeby na spokojnie się ogarnąć, o niczym nie zapomnieć.

Na 2 godziny przed wylotem udałem się do kontroli bezpieczeństwa. Po raz kolejny okazało się, że we Wrocławiu kontrolę przechodzę bez problemu, a na innym, zagranicznym lotnisku coś powoduje, że bramka piszczy. :)


Około godziny 18.55 miał lądować samolot z Poznania, ale zamiast tego dowiedzieliśmy się, że samolot ten nie wystartował jeszcze z Poznania. Od razu sms do kolegi, by sprawdził mi kiedy ten samolot wystartuje. Dość szybko dostałem od niego informację, że samolot właśnie wystartował i około godzinę później wylądował już w Dortmundzie. Nasz lot powrotny także potrwał około 1h10' więc opóźnienie nie było aż takie duże, choć jak usłyszałem, że samolot nadal w Poznaniu to różnych scenariuszy się spodziewałem. Muszę przyznać, że jak do tej pory, to było moje największe opóźnienie samolotu (podobne opóźnienie miałem kiedyś w Oslo-Torp, ale wtedy była nieco inna sytuacja, bo siedzieliśmy w samolocie).

Wreszcie doleciałem do Poznania, lot spokojny i zleciał bardzo szybko. W Poznaniu zostałem do niedzieli, kiedy to o 14.40 ruszyłem w drogę powrotną do Opola.

Wyjazd udany - może mogłoby być nieco cieplej, no ale w końcu mamy zimę. :) Cieszę się, że poleciałem, bo tak naprawdę była to ostatnia szansa na taki tani, jednodniowy wypad, biorąc pod uwagę fakt, że karta Citi Wizz nie zwalnia już z opłaty rezerwacyjnej w Wizzair. Był to jeden z ostatnich lotów za symboliczne 8zł zapewne, ale nie ostatni. Bo jeden jest jeszcze w lutym w planach, o ile nic nie pokrzyżuje mi planów. Ale o tym następnym razem, żeby nie zapeszać... . :)







No comments:

Post a Comment