Wednesday, November 21, 2012

Sandefjord(Norwergia) - 17.11.2012

Wrocław - Oslo(Torp) - Wrocław by Wizzair
 17.11.2012

Listopadowa wizyta w norweskim Sandefjord już za mną. Na szczęście żadna mgła nie pokrzyżowała nam planów.  Relacja ta będzie nieco inna niż pozostałe. W Sandefjord byłem już wcześniej, trochę o tym miasteczku pisałem, więc na tym skupię się trochę mniej. I z góry przepraszam za małą ilość zdjęć i za bardzo słabą ich jakość, ale zarówno nasz aparat jak i nasze telefony nie do końca sprawdzają się w wieczornych warunkach. :) No ale wszystko od początku.... :)

Tradycyjnie wyjazd rozpoczął się od podróży pociągiem do Wrocławia. Jak to bywa w naszych pociągach: jest w nich za zimno, albo za gorąco. My trafiliśmy na tą drugą wersję. Po nieco ponad godzinnej jeździe byliśmy we Wrocławiu. W związku z tym, że mieliśmy trochę czasu, poszliśmy do Galerii Dominikańskiej, tam Natalia w sklepach posprawdzała, co miała sprawdzić, wzięliśmy na drogę coś do jedzenia i udaliśmy się na autobus. Wspólnie z nami leciał jeszcze Michał, który kiedyś do mnie napisał w sprawie rezerwacji biletu, a że lecieliśmy w tym samym terminie, umówiliśmy się na wspólne zwiedzanie.

W momencie gdy by czekaliśmy jeszcze na autobus, Michał czekał już na nas na lotnisku. Jak już dojechaliśmy, szybko i sprawnie przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa i zostało nam już tyko czekanie na lot, który, jak się chwilę później okazało, jest 20 minut opóźniony. Potem dowiedzieliśmy się od pilota, że związane to było z tym, że ten samolot jak leciał na trasie Dortmund - Łódź to musiał lądować na lotnisku zapasowym z powodu mgły.



Do samolotu wsiadaliśmy przez rękaw. Pan przy boardingu tak mi potargał kartę pokładową, że stewardessa zastanawiała się, czy ja na pewno lecę do Oslo-Torp. :) Na lotnisku w Torp karty pokładowe odrywali już od linijek. Udało nam się usiąść w jednym rzędzie razem gdzieś w tylnej części samolotu. Lecąc bardzo fajnie było widać stadion we Wrocławiu, później już czym wyżej i czym bliżej Norwegii to coraz więcej chmur było. Raz czy dwa udało mi się dostrzec inny, przelatujący "pod nami" samolot. Chmury, o których pisałem, możecie zobaczyć na krótkim filmiku, który nakręciłem telefonem.


Na lotnisku w Torp wylądowaliśmy tylko z około 5-minutowym opóźnieniem. Przywitał nas deszcze i pewna nietypowa sytuacja. Mianowicie wyszliśmy już ze strefy przylotów, do strefy ogólnej. Poszliśmy tak, jak zawsze, przeszliśmy przez przejście "zielone". Zdążyliśmy już nawet pójść do łazienki, zaczęliśmy szukać kantoru, a podeszła do nas Pani, która powiedziała, że musimy przejść kontrolę bezpieczeństwa jeszcze raz (oprócz nas jeszcze 3 czy 4 osoby). Bardzo nas to zaskoczyła, pytaliśmy o co chodzi, okazało się, że poszliśmy złym wyjściem i to wszystko dlatego. Po kontroli, ta sama Pani (swoją drogą bardzo miła Pani o jakże typowej skandynawskiej urodzie :) ) przeszła razem z nami tą samo drogę, którą przeszliśmy wcześniej, jeszcze raz, z tym że weszliśmy w przejście "czerwone", co de facto jest tym samym przejście, z tym że wchodzi się w nie z dwóch różnych stron. W sumie dalej nie do końca rozumiem, o co chodziło, no ale nie ważne. Może ktoś z Was ma jakieś pomysły? :)

Do najbliższego shuttle-busa, którym mieliśmy dojechać na stację kolejową w Torp, mieliśmy jeszcze chwilę, więc siedzieliśmy w terminalu, gdyż nie było sensu marznąć i moknąć na dworze.

Następnie przejazd pociągiem, innym niż dotychczas miałem okazję jeździć w Norwegii. Standard ten sam, a może nawet i jeszcze lepszy. Wygodne fotele, dużo miejsca dla osób z wózkami dla dzieci czy też inwalidów, automaty z kawą i z różnymi przekąskami no i brak hałasu - w ogóle nie słychać tego, że jedziemy pociągiem. Poniżej zdjęcie wnętrza pociągu zrobione jak jechaliśmy już w kierunku powrotnym.

 
Gdy dojechaliśmy do Sandefjord, deszcz trochę zelżał, ale nie na długo. Ale nie przeszkadzało to nam w spacerowaniu po mieście. Tak jak pisałem wcześniej, za wiele zdjęć nie mamy, bo słabo wychodziły. Jednak co zobaczyliśmy, to nasze. :) O miasteczku się tu rozpisywać nie będę, tradycyjnie poszliśmy w okolice fontanny z rybakiem, portu, no i na punkt widokowy Preståsen. Tam też pewna Norweżka zapytała się nas, czy nie szukamy psa. ;D Nawet przydał się norweski zwrot "nie mówię po norwesku" :D



Wcale jakoś bardzo się nie śpieszyliśmy z naszym zwiedzaniem, a mimo to na stację kolejową wróciliśmy dość sporo czasu przed odjazdem naszego pociągu.


Pociąg przyjechał trochę przed czasem, w przeciwieństwie do tego który miał chwilę wcześniej jechać z Oslo w kierunku Skien.  Po krótkiej jeździe znaleźliśmy się na stacji w Torp, z której shuttle-busem udaliśmy się na lotnisko.


Ciekawą informację można znaleźć na stacji w Torp. Jest tam mianowicie informacja o tym, że gdyby nie było shuttle busa, mamy zadzwonić pod podany tam numer. Polskie tłumaczenie, a raczej próba tłumaczenia na język polski wygląda szczególnie ciekawie. :)

Na lotnisku szybko przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa. Nasz samolot, który przylatywał z Rygi, miał małe opóźnienie. Pochodziliśmy trochę po sklepach. Razem z Michałem kupiliśmy norweskie piwo świąteczne. Generalnie w Skandynawii jest coś takiego, że browary produkuję specjalne, świąteczne edycje piw. Spotkałem się z tym w Danii. Jak u nas jeżdżą ciężarówki z Coca-coli w reklamach to tam możemy spotkać ciężarówki ze świątecznym Tuborgiem. Jak się okazało, Norwedzy także mają swoje świąteczne piwa ("Juleøl": Jul to Boże Narodzenie, øl to piwo). :) Poniżej przykład reklamy Tuborga, którą widziałem rok temu w Kopenhadze, z ciekawym napisem: są to życzenia świąteczne po duńsku w stylu "Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku", przy czym słowo "nowy", tj. nytt zostało zastąpione przez "Tub'", co możemy interpretować jako "Wesołych Świąt i szczęśliwego roku...z Tuborgiem, pełnego Tuborga" :)


Samolot z Rygi przyleciał z małym opóźnieniem. Przy boarding karty pokładowe sprawdzała nam ta sympatyczna Pani, z którą spotkaliśmy się już wcześniej. :) Zajęliśmy miejsca w ostatnim rzędzie. W początkowej fazie lotu były lekkie turbulencje, o których pilot poinformował nas jeszcze przed startem. We Wrocławiu wylądowaliśmy trochę przed 23. Na ostatni moment udało nam się zdążyć na pociąg do Opola, który odjeżdżał o 23.55, choć biletów nie udało nam się kupić. Na nasze szczęście, trafiliśmy na miłego konduktora, dzięki czemu bilety wyszły nas taniej niż byśmy zapłacili normalnie. :)

Wyjazd udany, choć pogoda w Norwegii troszkę zawiodła. No ale w końcu to jesień, a w dodatku Skandynawia. :) Dziękuję współtowarzyszom za wspólny wyjazd, mam nadzieję że wszyscy zadowoleni. :)

Przepraszam, że relacja tak długo się tworzyła, ale trochę zabiegany ostatnio jestem. Mam nadzieję, że dobrze się czytało. A ja tym czasem idę szykować się na jutrzejszy Londyn, gdyż wylot mamy o 6.05, więc już po 2 będzie trzeba jechać do Wrocławia... :)

*****

Oprócz tego polecam relacje z majowego wypadu do Sandefjord - kliknij tutaj!
Informacje praktyczne o Sandefjord - kliknij tutaj!

2 comments: